• Wpisów:26
  • Średnio co: 40 dni
  • Ostatni wpis:101 dni temu
  • Licznik odwiedzin:6 031 / 1095 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Reaktywacja opowiadania znajdziecie tutaj:
https://www.wattpad.com/story/121436440-inna
 

 
TRUDNE CHWILE

Byłam w szoku. Zastygłam w bezruchu tępo patrząc na lekarza. On chyba żartuje. Pokręciłam przecząco głową.
- Pan.. chyba żartuje. To niemożliwe! – Jęknęłam.
- To przecież dobra wiadomość.
Podwinęłam kolana pod brodę obejmując nogi ramionami.
Co jeśli ojcem dziecka nie będzie Aiden tylko…
- Nie jestem na to gotowa… - Spojrzałam na lekarza.
- Twój mąż na pewno cię wesprze. Macierzyństwo to coś pięknego.. Przekonasz się.
Mówi to łysy kawaler po pięćdziesiątce. Westchnęłam z rezygnacją.
- A i jeszcze coś… Jakiś młody człowiek o ciebie pytał. Miał na imię Alexander czy jakoś tak. Wpuścić go?
Poczułam ukłucie w żołądku. Alex? Co on tu do jasnej cholery robi?
Pokiwałam tylko głową.
Chwilę później przede mną pojawił się on we własnej osobie, wyglądał tak samo jak w dniu kiedy odeszłam, był wściekły widziałam to w jego oczach, jego gniew złagodniał dopiero gdy mnie zobaczył. Kruchą. Małą. Poturbowaną. Bezsilną.
Zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Wiedziałem… Wiedziałem, że on zrobi ci krzywdę. – Gorycz w jego głosie była nie do zniesienia.
Odwróciłam wzrok.
- Tylko, że ty nie wiesz kto TO zrobił.
- Aiden.. A kto?! Mówiłem ci, że nie ma sensu po niego wracać! Ale nie.. Uparłaś się. I co? Pobił cię. Omal nie zabił!
Gdybym była tylko pobita, chyba byłabym najszczęśliwsza osobą na świecie. Nikomu nie życzę tego co mnie się przytrafiło.
- To nie Aiden.! – Krzyknęłam bliska płaczu.
- Więc kto? Święty Mikołaj?
Skryłam twarz w ramionach.
- Co z tobą? Zachowujesz się niemożliwie…
- Możesz stąd wyjść? – Spytałam cicho.
- Dopóki nie powiesz mi co się stało… Nie wyjdę.
- To wywalę cię siłą. – W progu stał Aiden, oparty o futrynę z załamanymi rękoma na piersi przyglądał się bacznie Alexowi.
- Proszę bardzo. Zrób to.- Warknął
- Przestańcie.. – Szepnęłam patrząc na nich. – Skoro oboje tu jesteście mam wam coś do powiedzenia.
Bałam się jak Alex przyjmie fakt iż zostaje wujkiem, ale skoro już tu był chciałam żeby oboje się o tym dowiedzieli. Czułam rosnący ucisk w żołądku.
- Ja… - Odwróciłam wzrok by na nich nie patrzeć. – Jestem w ciąży.
Oboje byli w szoku, pierwszy odezwał się Aiden.
- Chcesz powiedzieć że będę ojcem?
Przełknęłam ślinę, nie byłam pewna.
- Jest prawdopodobieństwo, że…
- Puściłaś się? – Przerwał mi Alex. Śmiejąc się. – Nie wierzę. Stoczyłaś się już dość nisko, a teraz jeszcze to, nie wiesz kto jest ojcem?
Nim się obejrzałam Alex był już przyciśnięty do ściany, Aiden trzymał go kurczowo za gardło.
- Pozwól że sobie coś wyjaśnimy… Ona nigdy mnie nie zdradziła.
- Więc skąd ta niepewność w jej głosie?
- Bo ktoś ją zgwałcił idioto. – Aiden puścił go odsuwając się. Spojrzał na mnie.
- Nie.. Nie wiedziałem. – Wyjąkał zaszokowany Alex.
- Nie masz prawa jej o takie rzeczy oskarżać. NIGDY. A teraz zejdź mi z oczu.


Kiedy zostaliśmy sami Aiden usiadł obok mnie patrząc mi w oczy. Ujął moją dłoń w obie ręce i musnął wargami.
- Wiem, że nie powinienem naciskać, ale… Jesteś w stanie wskazać kto ci to zrobił?
Stanąć oko w oko z tym gnojkiem? Patrzeć jak zabierają go do pudła? Spoliczkować jego gębę na oczach wszystkich? Z wielką chęcią.
Pokiwałam głową.
- Jestem z ciebie dumny.. – Szepnął. – Bałem się, że tego nie wytrzymasz. Że odtrącisz mnie przez to co się stało…
- Nie jesteś niczego winien. – Pogładziłam wolną dłonią jego policzek. – Daj mi trochę czasu… A znowu będziesz miał przed sobą tę samą wesołą dziewczynę która jest w tobie po uszy zakochana.
Posłałam mu najcieplej i najszczerszy uśmiech na jaki byłam w stanie.
Cieszę się, gdy jest blisko wtedy udaje mi się wyciszyć, czuję się bezpiecznie, ale gdy Aiden odchodzi, boję się, boję że w każdej chwili srebrnooki wróci. Boję się spotkania z nim, jestem wręcz pewna że wszystkiemu zaprzeczy, nie mam argumentów które popierałyby że to on jest winny.


***

Trzymał ją kurczowo za dłoń, kruchą malutką rączkę. Czuł, że jest spięta, wiedział że nie jest jej łatwo. Wchodzili razem powoli po schodach, nadal była słaba, ale w końcu pozwolili jej wyjść ze szpitala, jednak na tym nie kończy się jej przyda z lekarzami. Musi być pod stałą obserwacją psychologa i ginekologa. W końcu za kilka miesięcy Kate zostanie mamą.
Gdy znaleźli się na górze, on już wiedział kto był winien jej krzywd. Tylko jeden z znajdujących się tam chłopaków mierzył ją wzrokiem z lekko wykrzywionymi kącikami ust w satysfakcjonującym uśmiechu. Jack. To on. Aiden zacisnął pięść z niepohamowaną ochotą wbicia jej w twarz zdrajcy. Kate pierwszy raz odkąd weszła do pomieszczenia spojrzała na mężczyznę, który ją skrzywdził, patrzyła na niego z pogardą, kamienna twarz świadczyła o jej obojętności, chciała sprawiać wrażenie silnej, może inni w to uwierzyli, ale nie on. Znał ja zbyt długo. Kate spojrzała na niego uśmiechając się lekko starała się zachować pozory opanowanej, ale gdy patrzył w jej oczy widział ból. Żałował, że pozwolił żeby była sama.
Nick przywitał dziewczynę serdecznie, po czym ona szepnęła tylko dwa słowa. „To on” i odwróciła głowę w stronę blondyna.
Aiden pewny krokiem podszedł do niego, stali oko w oko. Jack uśmiechał się do niego triumfalnie.
- Zbroiłeś to?- Spytał z goryczą w głosie.
- Tak, co więcej nie żałuję warto było. 1wyobraź sobie… Jej seksowne nagie ciało. Tuż przy moim. Moje dłonie wędrujące między jej udami, a gdy dotykam jej pledów momentalnie wygina się w łuk. . Jest piękna. A wiesz co było jeszcze piękniejsze? Że się nie broniła. Chciała tego równie mocno jak ja. Twoja laska chciała się ze mną pieprzyć na twoim łóżku. Radze ci jej pilnować, nie jestem jedynym który chciałby ją mieć, dal siebie.
- Zabierzcie go stąd. Najlepiej od razu zadzwońcie po psy. – Warknął i odszedł od Jacka. Ten z kolei nadal uśmiechał się bezczelnie, patrząc wprost na Kate, stała lekko schowana za potężnym ramieniem Nicka. Chłopak oblizał wargi na myśl o ich kolejnym spotkaniu.


***

Znałam już jego imię. Jack. Stałam schowana za Nickiem, nie chciałam na niego patrzeć, wiedziałam, że on to robi. Spojrzałam na niego, oblizywał wargi. Ciekawe o czym myślał. Dwóch chłopaków podeszło do niego i kurczowo go złapali za ramiona wyginające je do tyłu. Chłopak szedł lekko schylony. Gdybym miała odrobinę odwagi podeszłabym tam i spoliczkowała go. Ale nie mogłam. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa a mózg alarmował: „NIE. ZBLIŻAJ. SIĘ. DO. NIEGO!”.
Kiedy przechodzili obok nas przeszedł mnie dreszczy nieprzyjemny, wręcz parzący. Uniósł głowę i spojrzał na mnie, posłał mi uśmiech mówiący : „Wkrótce się spotkamy”. Miał rację. Wbrew sobie, ale będę musiała iść do więzienia by z nim porozmawiać. W końcu to on może być ojcem. Modlę się by to Aiden okazał się biologicznym ojcem dziecka.
Teraz pozostało mi tylko wygranie sprawy w sądzie i urodzenie zdrowego dziecka.

-------------------------------------------------------------------
Podoba wam się wplątywanie w treść opisów w 3os.?
Czasem ułatwia mi to pracę a chyba nawet nie jest źle. Jak myślicie? Liczę na waszą opinię
Miłych Wakacji łobuzy ♥
 

 
URODZINY

Minęły kolejne dwa tygodnie. Chyba najgorsze w moim życiu, gdy zostawałam sama miałam ochotę zapaść się pod ziemię, uciec i nie wychodzić. Pierwszy raz czuję się tchórzem, jestem tchórzem. Kilkukrotnie widywałam go na korytarzu, zawsze posyłał mi podły uśmiech, a ja struchlała chowałam się za Aidenem, na szczęście nadal udawało mi się przed nim ukrywać fakt, że jeden z jego kolegów mnie szantażuje. Siedziałam na łóżku w pokoju gdy do środka wtargnął Nick.
- Cześć. – Posłał mi przyjazny uśmiech na przywitanie.
- Hej.
- A ty się nie szykujesz?
- Na co? – Mruknęłam patrząc na niego zdziwiona. – Przecież mam dzisiaj wolne..
- Wiem, chłopaki organizują jakąś imprezę, myślałem że idziesz.
- Nic mi o tym nie wiadomo.
- Jak chcesz… Ale radze ci pilnować Aidena widziałem go z jakąś lalunią. – Posłał mi dość dziwny uśmiech po czym wyszedł.
Mimowolnie musiałam sprawdzić, czy chłopak mówi prawdę ubrałam się w czerwoną obcisłą sukienkę i czarne szpili a proste włosy swobodnie rozpuściłam na ramiona. Powoli wyszłam z pokoju i zbiegłam po schodach wprost do salonu w którym wszyscy wyskoczyli z kryjówek i wesoło wykrzyczeli „Wszystkiego Najlepszego!”. Zaskoczona omal nie przewróciłam się na tych szczudłach. Aiden wyszedł zza tabunu towarzyszy z małym pakunkiem w ręce.
- Najlepszego kochanie ! – Zbliżył się do mnie i pocałował mnie czule.
Objęłam go przytulając się do niego.
- Pamiętałeś. – Wyszeptałam z trudem hamując wzruszenie.
- Oczywiście jak mógłbym nie pamiętać o urodzinach mojej księżniczki?
Sama w sumie zapomniałam dziś był 25 marzec czyli moje nieszczęsne urodziny. Już 19. Czułam się coraz bardziej stara. Aiden wręczył mi mały prezencik. Zaczęłam go powoli odpakowywać. Po pozbyciu się kolorowego papieru w moich dłoniach spoczywało małe pudełeczko w kokardką na wieczku. Otworzyłam je. W środku widniał srebrny pierścionek z okrągłym diamencikiem. Oderwałam wzrok od niego i spojrzałam na Aidena. Rozchyliłam wargi chcąc coś powiedzieć, ale niezbyt wiedziałam co. Normalnie przy Aidenie mój żołądek fika koziołki, w tej chwili prawdopodobnie tańczy dziki Harlem Shake. Rzuciłam się w jego ramiona.
- Tak. – Szepnęłam cicho, tak aby tylko on to usłyszał. Jego ramiona jeszcze mocniej zacisnęły się na mojej talii. – Nick powiedział mi że mnie zdradzasz.
- Kazałem mu coś wymyślić, żebyś tu przyszła. Skubany ma wyobraźnie.
Zachichotałam. Chłopak odsunął się ode mnie i założył pierścionek na palec mojej prawej dłoni.


Stałam z boku z drinkiem w ręce, piłam już trzeciego, lekko szumiało mi w głowie, ale dzięki temu nie musiałam myśleć o srebrnookim chłopaku na którego widom mnie mdli. Aiden nieco wypity tańczył dziko razem z innymi. Dopiłam drinka i ruszyłam do sypialni, wdrapałam się po schodach, na górze było ciemno, wszyscy bawili się w salonie więc tutaj było pusto, po omacku szukałam drzwi naszego pokoju. Nagle poczułam że czyjeś silne ramiona oplatają mnie w tali, Aiden. Odwróciłam się w jego stronę musnął wargami moją szyję, policzki, a potem usta, powoli otworzył drzwi wchodząc do środka nadal czule mnie całował, nagle jego pocałunki stały się bardziej namiętne, agresywne, sięgnęłam dłonią i zapaliłam światło, to co zobaczyłam wzbudziło we mnie obrzydzenie, przede mną stał srebrnooki chłopak uśmiechnął się do mnie złośliwie. Odskoczyłam od niego.
- O boże. – Szepnęłam bliska płaczu.
- Ja też mam dla ciebie prezent kochanie. – Zbliżył się do mnie.
- Zo – Zostaw mnie! – Rzuciłam cofając się.
- Przed chwilą ci się podobało. A teraz co?
- Teraz zobaczyłam twoją obrzydliwą mordę. – Niepewnie spojrzałam na niego.
- Współczuje Aidenowi mieć taką niewierną dziew… narzeczoną. Nim zapomnę.. Gratuluje! – Nadal się do mnie zbliżał.
- Odejdź. – W oczach kręciły mi się łzy, byłam bezsilna.
- Przecież nie zrobię ci krzywdy.. – Uśmiechnął się do mnie parszywie.
Kiedy moje plecy spotkały się z ścianą, nie wiedziałam co robić, żadnej drogi ucieczki, nic. Chłopak objął mnie zdecydowanie w tali zjeżdżając dłonią niżej. Drugą przytrzymywał mój podbródek tak abym mu się nie wyszarpnęła.
- To będzie niezapomniany prezent. – Szepnął.
Przycisnął mnie do ściany, jęknęłam z bólu. Chciałam walczyć, ale za każdym razem gdy stawiałam opór obrywałam z całej siły. Chłopak bez wahania zaczął rozrywać sukienkę którą miałam na sobie. Pchnął mnie z całej siły na łóżko, a potem doskoczył jak dzikie zwierze do swojej ofiary. Sięgnął do paska od spodni. Zaczęłam krzyczeć, ale muzyka zagłuszała moje skamlanie.


W pokoju było ciemno leżałam skulona w samej bieliźnie, bolała mnie każda część ciała i jedyne co w tej sytuacji potrafiłam zrobić to płakać. Jego już nie było. Był brutalny. Całe moje ciało było pokryte rozcięciami i siniakami. Nie miałam w sobie ani krzt mocy, nie było mowy o pięciominutowej regeneracji i wróceniu do normalnego funkcjonowania. Usłyszałam że ktoś dobija się do drzwi, po chwili zgrzyt zamka i do środka wszedł Aiden, nie miałam siły nawet na niego spojrzeć, ale podejrzewałam, ze zdążył wytrzeźwieć.
- Boże. Kate. – Podbiegł do mnie. Usiadł obok i ujął moją głowę w dłonie. – Spójrz na mnie!
Patrzyłam. Cały czas patrzyłam. Po policzku spłynęła mi łza przez którą rozcięcie zaczęło mnie piec.
- Kto ci to zrobił?
Nie odpowiedziałam. Zamknęłam oczy modląc się by ból jaki czułam ustał.
Do pokoju wszedł Nick. Był lekko pijany, ale nie na tyle by nie kontaktować.
- Co tu się stało?
- Wszedłem przed chwilą. Zastałem ją tak. Kto mógł jej to zrobić?
- Na pewno jeden z naszych.. Pójdę zadzwonić po karetkę.


Piętnaście minut później leżałam na noszach. Nadal sparaliżowana starałam się przestać płakać. Dożylnie wstrzyknięto mi środki przeciwbólowe. Obok mnie siedział Aiden trzymał moją dłoń lekko ją ściskając.
- Halo słyszy mnie pani?! – Usłyszałam głos lekarza.
Kiwnęłam głową.
- Jest pani w stanie powiedzieć co się stało?
Przełknęłam ślinę.
- To się stało... tak szybko... zg.. zgwałcił mnie. – Szepnęłam cicho wybuchając płaczem.
- Kto? Kto to zrobił?! Zabije gnoja! - Aiden zerwał się z miejsca.
- Proszę się uspokoić, pana agresja nic tu nie zdoła. Dziewczyna jest w szoku, musimy zrobić jej badania. Podejrzewam, że oprócz urazów psychicznych nic większego jej nie dolega.
- Nie widzisz w jakim jest stanie?! Ona cierpi! Każdą część jej ciała pokrywają sińce. Co ty byś zrobił gdyby twoją narzeczoną ktoś tak urządził?
- Pewnie to samo co pan.
Chwilę później znajdowaliśmy się już w szpitalu.

Mijały kolejne dni, myślałam, że jest lepiej, Aiden cały czas przy mnie siedział. Ból stawał się mniejszy, ale mimo to nadal byłam rozdarta psychicznie. Po około tygodniu spędzonym w szpitalu, zaczęło się pogarszać, zaczęłam wymiotować. Co wiązało się z kolejnymi badaniami.
Siedziałam na łóżku gdy do Sali wszedł lekarz, Aiden był w domu nadal nie wiedzieli kto wyrządził mi krzywdę, a sama nie miałam sił by o tym rozmawiać.
- Jak się czujemy panno Carter? - Zapytał.
- W porządku. – Westchnęłam.
- Mam dla pani chyba dobrą wiadomość.
- Wyniki są dobre?
- Tak, ale po za tym.. Jest pani w ciąży.

-------------------------------------------------------------------------------
Zaskoczeni? Jak myślicie kto będzie tatusiem?
Aiden czy Tajemniczy srebrnooki gwałciciel?
Obstawiajcie w komentarzach : 3
 

 
Cóż.. To pierwsza przeze mnie otrzymana nominacja : ) Wielkie dzięki Zakira Luna(zakiraluna.pinger.pl). Moim zadaniem jest odpowiedzenie na kilka pytań, a potem nominowanie kilku osób zadając im inne pytania :3


★ MOJE ODPOWIEDZI ★

1. Ile razy się dzisiaj uśmiechnąłeś/aś?
W sumie nie liczę, ale kilka razy na pewno ;3

2. Co byś zrobił gdyby został ci 1 dzień życia?
Hm... Nie mam pojęcia, z pewnością chciałabym spełnić swoje marzenia, powiedzieć wszystkim co o nich myślę (nawet gdyby był to negatywny komentarz) : p

3. Co byś wybrał/a: piękna i głupia, czy brzydka i inteligentna?
Hm... Myślę, że wolałabym być brzydka i inteligentna, bo nad wyglądem można popracować, a z inteligencją nie jest już tak łatwo :3

4. Co myślisz o samobójstwie?
Myślę, że jest to droga ucieczki dla tych którzy nie radzą sobie z problemami, według mnie to niezrozumiałe dlaczego ktoś po prostu nie poszuka pomocy? Tylko odbiera sobie jedyne życie. Raniąc tym swoich bliskich.

5. Jaka jest TWOJA wizja świata?-puść wodze fantazji i pokaż mi swoją wersję
Wybaczcie, ale nie mam weny by przedstawić jakoś spójnie to co bym chciała. Moja wizja świata różni się diametralnie od świata rzeczywistego.

6. Ogoliłbyś sobie wszystkie włosy na ciele (brwi, rzęsy, głowa) jeżeli dzięki temu mógłbyś uratować komuś życie?
Trudne pytanie... Zrobiłabym to tylko wtedy kiedy wiedziałabym, że osobą którą ratuje nie zmarnuje życia które jej uratowałam. Musiałabym znać tą osobę wiedzieć, że moje poświęcenie nie idzie na marne.

7. Jaką jedną rzecz zabrałbyś na bezludną wyspę?
Hm... Myślę, że namiot.

8. Kto jest twoim autorytetem?
Niestety nie posiadam go.

9. Jak widzisz siebie za 10 lat?
Haha, cóż to pytanie jest ciekawe : D Widzę siebie w kuchni. W jakiej restauracji. Cóż pewnie tego nie mówiłam, ale swoją przyszłość wiążę z gastronomią. Czyli jednym słowem będę truć ludzi dookoła swoimi potrawami :3

10. Jaki Twoim zdaniem jest sens życia?
Ktoś kiedyś powiedział... "Po co codziennie wstajemy z łóżka, ubieramy się, myjemy, idziemy do pracy/szkoły skoro i tak wracamy do niego z powrotem? Nie łatwiej by było spędzić całe życie w łóżku?" Cóż... Teraz pewnie wszyscy pomyśleli, racja! Szkoła to zło! Praca to zło! Ale spójrzmy na to z innej strony. Jaki sens miałoby życie gdyby człowiek nie ruszał się z łóżka? Siedział w domu i oglądał telewizję... W sumie gdyby nikt się nie ruszał z sypialni to nie byłoby nawet co oglądać! Praca/szkoła to oczywiście nie cały sens życia. Ale mają one ogromny wpływ na nasz los, na to co nas czeka. Przypomnij sobie swój pierwszy dzień w szkole. Tą tremę. A teraz przypomnij sobie chwilę w której zaprzyjaźniłeś się z kimś. To uczucie to sens życia. Miłość. Przyjaźń. Rodzina. To jest sens życia. Nie komputer, nie telefon, nie internet.! Uczucia. Prawdziwe szczere. Nic co jest na świecie nie zostało stworzone by było. Wszytko ma swoje przeznaczenie.
Jezu.. Wybrnęłam z tematu xD Mam nadzieję, że z tej kałuży bezsensownych słów wyłapaliście o co mi chodziło. Dla mnie sensem życia jest miłość i przyjaźń. Oraz uczucia. które im towarzyszą.


Jeśli dobrnąłeś aż dotąd to wiedz, że jestem z ciebie dumna : ] A na oznakę, że to czytasz napisz coś od siebie, obojętnie co. Może być nawet co jadłeś na obiad xD A teraz:


★ MOJE PYTANIA ★
1. Jak się uczysz (dobrze/źle)?
2. Jakiego przedmiotu szkolnego nienawidzisz?
3. Ostatnio przeczytana przez ciebie książka?
4. Lubisz czytać amatorskie opowiadania czy jednak wolisz bardziej zaawansowane pisarstwo?
5.Czego obawiasz się w przyszłości?
6. Jak dałabyś/dałbyś na imię swoim dzieciom?
7. Spotkałeś/spotkałaś na żywo jakąś gwiazdę? Jeśli tak to jaką?
8. Która piosenka zawsze poprawia ci humor?
9. Wolisz gorzką czy mleczną czekoladę?
10. Lubisz pisać opowiadania? Jeśli masz ochotę wykaż się w tej odpowiedzi! Napisz coś! Daj się porwać wyobraźni. Temat dowolny. Styl dowolny. Zaszalej!

Nominuję.....
Was. Każdego kto ma ochotę. Odpowiedzcie na pytania i podlinkujcie mi post pod tym wpisem z chęcią poczytam wasze pomysły! <3
Widzimy się wkrótce w kolejnym rozdziale Innej!
  • awatar Zakira Luna: Ciekawe odpowiedzi, zwłaszcza ta z sensem życia:) A na obiad dziś miałam rybkę :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ZAGROŻENIE POWRACA

Po krótkiej kąpieli ubrałam się w te same ubrania które miałam na sobie dzień wcześniej, czyli jeansy i szarą bluzę. Aiden miał na sobie czarne dresy i zwykłą koszulkę. Powoli zeszliśmy schodami do holu a stamtąd odbiliśmy w lewo do dużej jadalni w której roiło się od młodych atrakcyjnych facetów. Po porostu niebo... Pomyślałam lekko się czerwieniąc, moja obecność przykuła uwagę, w sumie nie dziwota skoro w tym budynku znajdowali się prawie sami faceci. Zajęłam puste miejsce na kancie stołu, obok mnie usiadł Aiden. Posłał mi przyjazny uśmiech.
- Głodna?
Pokręciłam przecząco głową.
- To czym ty żyjesz? Powietrzem?
- Miłością.
Chyba nigdy wcześniej ja i Aiden nie byliśmy tak blisko. Na relacji która nas łączyła dotychczas, pojawiły się nieodwracalne uszczerbki, które coraz bardziej były widoczne, a teraz.. Wszytko zaczęło się od nowa wierzę, że Aiden jest tym jedynym brzmi to oklepanie, ale szczerze. Chłopak uśmiechnął się do mnie.
- Może przedstawiłbyś nam swoją koleżankę? Nie wszyscy jeszcze mieli przyjemność ją poznać. - Zagadnął jeden z towarzyszy, miał brązowe włosy i zielone oczy, których dzikie spojrzenie czułam na sobie.
- No więc ci którzy przegapili okazje.. To jest Kate. I liczę, że będziecie zachowywać się w stosunku do niej uprzejmie...
- Niby kto nam każe? - Mruknął jeden z nich.
- Ja panowie... Ja liczę, że nie będziecie się zachowywać jak banda niewyżytych zboczeńców. - Mruknął Nick wchodząc do sali. Usiadł po mojej lewej stronie i spojrzał na mnie. - A ty nie jesz?
Pokręciłam głową.
- Nie mam ochoty.
Przy nim moja cała pewność siebie zniknęła. Zeszła jak powietrze z balona. Odwróciłam wzrok patrząc na Aidena który wcinał kanapkę.
- Na pewno nie chcesz? Chociaż gryza? - Podsunął mi ją pod nos. - Za tatusia?
Uśmiechnęłam się. Wzięłam kęs.
- Grzeczna dziewczynka.
- Buzi. - Nadstawiłam policzek wskazując na niego palcem.
Chłopak zbliżył twarz do mojej i cicho szepnął.
- Potem ci wynagrodzę..
- Obiecujesz.. ? - Spytam cicho.
- Pewnie. - Pstryknął palcem mój nos.
- Kate.. Podjęłaś już decyzje? - Zza moich pleców dobiegł głos Nicka.
Przewróciłam oczami i zwróciłam się w jego stronę
- Tak podjęłam.
- Więc? Może pójdziemy do mojego biura..
- No dobrze.. - Westchnęłam powoli wstając. - Smacznego kochanie.
Pocałowałam Aidena w policzek i pomaszerowałam za Nickiem.


Kręciłam się po biurze Nicka, ten siedział na swoim miejscu uważnie mi się przypatrując, nogi wyłożył na biurku stukając skuwką od długopisu w blat.
- Długo będziesz kazała mi jeszcze czekać? - Spytał widocznie zniecierpliwiony.
- Pewnie.. - Posłałam mu złośliwy uśmiech.
Powoli wstał zrzucając długopis na zmienię, podszedł do mnie wolnym krokiem, zbliżył swoją twarz do mojej.
- Nie wiem czy to pojęłaś, ale jestem facetem, który ma władze nad gangiem, składającym się z ponad dziesięciu mężczyzn... Nikt nie jest wstanie mi się sprzeciwić, nawet taka bezbronna istotka jak ty.. - Uśmiechnął się tryumfalnie.
Bezbronna?! Ja bezbronna?! Miałam ochotę pokazać mu na co mnie stać, zacisnęłam pięści powstrzymując falę złości.
- Mój urok osobisty jest w stanie załatwić wszytko. - Wycedziłam przez zęby.
- Nie wątpię... - Musnął mój podbródek koniuszkami palców.
- Nawet taki facet jak ty nie jest wstanie mi się oprzeć.. Wiem to.
- Jesteś pewna siebie.
- A ty arogancki, ale nie mówię tego głośno.. Co do gangu... Chcę do was przyłączyć...
- Cudownie... Przyda nam się ktoś taki jak ty.
Wyminęłam go krocząc w stronę okna. Które od zewnątrz zabite było deskami, przez niewielkie szpary było widać poranny gwar.
- Co miałabym robić? - Odwróciłam głowę w jego stronę.
- Nie dam ci przecież broni złotko.. - Podszedł do mnie.
- Wyobraź sobie, że broń miałam w rękach częściej niż ty. - Mruknęłam.
- Mimo to nie pozwolę ci brudzić sobie rączek, ani sumienia.
Miałam, ochotę wybuchnąć śmiechem. Na sumieniu miałam już kilka osób, ugryzłam się w język by nie rzucić jakiejś wrednej uwagi i posłałam mu uroczy uśmiech.
- Oczywiście… To ty masz jaja w tym gangu.
- Wracając do twojego pytania… - Zaczął krążyć po pokoju. – Twoje zadanie przedstawia się następująco….


Kiedy Nick objaśnił mi mniej więcej moje zadanie postanowiłam nieco się rozluźnić na siłowni, przebrałam się w koszulkę Aidena i jego szorty. Nie wyglądałam najgorzej choć ubrania wisiały na mnie i równie dobrze mogłabym założyć na siebie worek.
Skierowałam się do siłowni, która była zaskakująco opustoszała.. Z wielkiej szafy wyjęłam dwie rękawice bokserskie które nieumiejętnie założyłam na dłonie, podeszłam do dużego worka wiszącego w rogu pomieszczenia. Stanęłam naprzeciwko przyjmując bojową pozycję.
- Okay.. A teraz bądź taki miły i chociaż się porusz dając mojej samoocenie nadzieję na podwyższenie. – Mruknęłam do worka.
Obłożyłam go serią szybkich ciosów, ale on jedynie lekko się poruszył. Traciłam siłę. Moje moce słabły. Cholera. Potrzebuję neonu, ale ta okolica to kompletne zadupie. Znów zaczęłam uderzać w worek.
- Uważaj bo go popsujesz.. – Usłyszałam za sobą głęboki męski głos.
Z trudem powstrzymałam się żeby nie nawrzeszczeć, że nie wolno się skradać, ale jednak prawie całkiem opanowana odwróciłam się mierząc wzrokiem intruza.
Był to wysoki blondyn, lekko opalony, wyraźne mięśnie brzucha wyróżniały się pod czarną przyległą do ciała koszulką, jego srebrne oczy przypatrywały mi się z zaciekawieniem.
- Przyczep sobie dzwoneczki do nogawek. – Mruknęłam, załamując ręce na piersi. – Czego tu szukasz?
- Chciałem tylko poinformować cię, że i takie wtopisz się w tłum, nawet jak założysz męskie ciuchy..
- Ta… Bo to mój cel. Wtapiać się w tłum spoconych chłopów.
- Z takim tyłeczkiem na z pewnością trudne. – Rzucił, posyłając mi uwodzicielki uśmiech.
Przewróciłam oczami. Palant. Powróciłam do swojego zajęcia. Zaczęłam uderzać w worek do chwili aż kostki mnie nie rozbolały. Wtedy postanowiłam wrócić do pokoju odwróciłam się zajęta odpinaniem rękawic wpadłam na intruza.
- Cholera nadal tu jesteś? – Warknęłam odskakując od niego.
- Cóż.. Miło było popatrzeć na… to z jaką siłą uderzasz w ten worek. – Mogłabym przysiąc że gapił mi się na piersi.
- Dobra dobra.. Przedstawienie skończone. Dowiedzenia. – Przepchałam się obok niego, ale on uporczywie chwycił mnie za nadgarstek. – Odwal się.
Rzuciłam w niego rękawicą. On przyciągnął mnie do siebie, ale zrobił to z taką siłą, że gdyby go tam nie było prawdopodobnie wleciałabym na ścianę. Spojrzałam na niego poirytowana.
- Co ci odbiło?
- No już nie udawaj takiej cnotki… - Zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko. – Wszyscy wiedzą co wczoraj wyrabialiście z Aidenem.
- To co robiliśmy to nasza sprawa. – Warknęłam chcąc się od niego uwolnić..
- Kate? Jesteś tu?- Usłyszałam głos Aidena. Ulżyło mi.
Chłopak zasłonił mi dłonią usta i zaciągnął mnie za kolumnę w ciemny kąt. Nawet gdy stawiałam opór z łatwością sobie ze mną poradził.
- Upiekło ci się. – Szepnął mi do ucha. – Ale jeśli piśniesz choćby słówko.. zrobię ci krzywdę. Wielką krzywdę. Uważaj na siebie.. Mam na ciebie ochotę.
Puścił mnie.
W szoku na nogach jak galareta doczłapałam się do rozjaśnionej lampami części pomieszczenia.
- Kate wszędzie cię szukałem? – Aiden podszedł do mnie szybkim krokiem. – Wszystko ok.? Blado wyglądasz…
- Chyba przesadziłam.. z ćwiczeniami. – Uśmiechnęłam się do niego blado.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cześć kochani : 3
Może niektórzy zauważyli... Że na blogu troszeczkę się zmieniło. Postanowiłam usunąć NOWEGO bloga i powrócić tu, ze względu na to, że tutaj jest lepszy kontakt z wam + aktywność też jest lepsza.
Drugą sprawa to to, że na blogu pojawiać się będzie tylko jedno opowiadanie mianowicie kontynuacja "Innej". Pewnie zauważyliście, że wszystkie inne wpisy zostały usunięte. :3 Mam mnóstwo pomysłów na kolejne rozdziały także spokojnie pociągniemy jeszcze troszkę
Mam nadzieję, ze takie wyjście wam odpowiada.
A i wpisy będą pojawiać się raz w tygodniu, może częściej to już zależy od tego czy będę mieć czas.
  • awatar ★Inna★: @książkoholiczka123: Nie mam niestety żadnych jego kopii, ale mogę pomyśleć nad opowiadaniem bardzo podobnym do tamtego :) Jeśli miałoby się pojawić do wyczekuj go na tutaj :p Od czasu do czasu i tutaj przesiaduję: https://www.wattpad.com/user/asiula355
  • awatar książkoholiczka123: a co z tamtym opowiadaniem który niedawno zaczęłaś na tamtym blogu ? Bo na prawdę mi się podobało:* Masz zamiar kontynuować ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
GANG


Minęło kilka tygodni, przeprowadziliśmy się do tańszego hotelu, moje relacje z Alexem znacznie się oziębiły, wiecznie się kłóciliśmy, on naciskał żebyśmy wyjechali, a ja stanowczo odmawiałam. Pytałam go czemu nie wyjedzie sam, ale zawsze zmieniał temat. Starałam się odszukać Aidena, co nie było takie proste, w telewizji kilkakrotnie mówiona o gangu, w którym jak sądzę znalazł się Aiden. Niestety albo oni są aż tak profesjonalni, albo ja jestem aż tak głupia żeby nie znaleźć żadnej wskazówki gdzie aktualnie się znajdują. W tej chwili chodziłam bezczynnie po mieście, zbliżał się wieczór, Alex wybył na miasto, więc postanowiła również trochę się po szlajać, weszłam na nieznaną mi dotychczas dzielnicę, świeciło tam pustkami, żadnych ludzi, ani sklepów, jedynie stare budynki zabite od góry do dołu dechami, gdzie nie gdzie widniały duże czerwone napisy "NIE WCHODZIĆ. GROZI ZAWALENIEM" . Mimo to brnęłam dalej oczekując Bóg wie co. Po jezdni przebiegła mysz.. Albo szczur, nie wiem, coś dużego włochatego z długim ogonkiem. Przeszedł mnie dreszcz. Usłyszałam śmiech, rozmowę. Głos dobiegał zza mnie, nie miałam odwagi się odwrócić, pewnie stado meneli. Wmawiałam sobie idąc dalej i starając się nie skręcać w boczne uliczki. Przyśpieszyłam kroku, a głosy były nadal słyszalne, i co gorsza były coraz bliżej. Stado chłopaków zrównało ze mną kroku. Mieli na sobie czarne koszuli, na nich marynarki, czarne spodnie i buty, włosy na żelowane, lekko opaleni jakby wyszli ze solarium czuć było od nich woń alkoholu wymieszanego z czymś jeszcze tytoń? Nie mam pojęcia. Zignorowałam ich zaczepki nadal idąc przed siebie.

- Hej maleńka podwieźć cię do domu? - zagaił jeden przysuwając się do mnie.
- Pewnie czemu nie... W gratisie rozwalimy się o pierwsze lepsze drzewo. - Mruknęłam poszerzają dystans między nami.
- Nie bądź taka oschła.. - Szepnął.
- Odwal się. - Ryknęłam.
Złapał mnie za ramię i odwrócił w swoją stronę wokół mnie zebrała się grupa chłopaków z nieco przerażającymi minami.
- Bo jesteśmy kulturalni i nie chcemy żeby taka ładna dupa kręciła się po tej dzielnicy sama.
- Ohh.. Dziękuję, ale ta "dupa" jak to ładnie ująłeś, poradzi sobie sama.
- Dżentelmenom nie się odmawia.
Nadal nie mogłam się ich pozbyć po wielu namowach nie ulegałam, a oni coraz bardziej naciskali. W pewnej chwili usłyszałam znajomy głos.
- Panowie ona jest moja. - Przede mną pojawił się we własnej osobie Aiden, wyglądał równie pociągająco jak zwykle, uśmiechnął się przelotnie.
- Pierwszy ją widziałem. - Mruknął jeden z nich.
- Kate i ja znamy się o wiele dłużej prawda skarbie? - Zwrócił się do mnie, z jednej strony chciałam rzucić się na niego z pięściami, a z drugiej chciałam przytulić się do niego z całych sił.
- Tak pięć minut wcześniej zaczepił mnie pan na światłach.. - Mruknęłam.
Chłopak znów się uśmiechnął i zbliżył się do mnie, objął mnie w talii głęboko patrząc w oczy.
- Jest pani pewna?
- Jak tego, że tu stoję.
Zbliżył się jeszcze bardziej i nachylił nade mną delikatnie muskając moje wargi. Zdawałam sobie sprawę, że popisywał się przed bandą tych złamasów. Odsunęłam się od niego.
- Gdzieś ty się podziewał tyle czasu? - Spytałam półszeptem.
- O to samo mógłbym zapytać ciebie..
- Myślała, że wiesz gdzie jestem... Wysłałeś mi kwiaty...
- Jakie kwiaty? Nie wysyłałem ci żadnych kwiatów.
- Więc kto? - Spytałam bardziej siebie niż jego. - Więc skąd się wzięły te kwiaty?
- Może masz cichego wielbiciela? W sumie się nie dziwię. - Odezwał się jeden z chłopaków.
- Jednym jej wielbicielem jestem ja.. - Aiden lekko skubnął zębami moje ucho.
- Wybaczcie, albo robi się późno... Alex będzie się martwił.. - Westchnęłam cicho powoli ruszając w stronę hotelu.
- Chwila... Alex jest z tobą? - Spytał zszokowany Aiden.
- T-tak... - Widząc oziębłą twarz Aidena dodałam. - To... Długa historia.
- Mamy czas... Chodź. - Aiden złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą.


Znaleźliśmy się przed opuszczonym magazynem niedaleko ulicy na której byliśmy wcześniej. Aiden zapukał do drzwi, a mosiężne wrota chwilę później uchyliły się na oścież, wewnątrz nie wyglądał on jednak tak mizernie.był urządzony jak rezydencje z filmów, nie miałam okazji dobrze się przyjrzeć, bo zostałam zaciągnięta do biura, za ladą siedział młody mężczyzna około trzydziestki w garniturze, wyglądał niczym boski Christian Grey, obok niego stały dwie półnagie kobiety jedna trzymała pojemnik z cygarami,a druga butelkę tequili. Mężczyzna widząc naszą bandę uśmiechnął się.
- A cóż to za niewiasta panowie? - Spytał wyganiając obie kobiety z pomieszczenia.
- Kate poznaj naszego szefa, Nick to jest Kate moja.. dziewczyna..
Mężczyzna uśmiechnął się.
- Zawsze wierzyłem, że masz dobry gust młody.
- Może u nas jakiś czas zostać?
- Nasz gniazdko zawsze jest otwarte dla takich uroczych panienek. - Nick zaciągnął się dymem z cygara. - Zostawicie nas na chwilę samych? Chciałbym poznać naszego gościa.
Aiden musnął ustami mój policzek i wyszedł razem z kolegami, stałam w odległości pięciu metrów od Nicka miałam ochotę wstąpić się w ścianę. Nie chciałam poznawać go bliżej.
- Nie bój się nie gryzę. - Wskazał na krzesło przed swoim biurkiem. - Siadaj.
Wolnym krokiem zbliżyłam się do fotela i usiadłam w nim patrząc na Nicka.
- Więc.. Jak się poznaliście? - Spytał upijając łyk trunku z szklanki.
- Emm.. - Nie byłam pewna czy wiem kim jest Aiden wolałam nie ryzykować i unikać tematu. - Każdy ma swoją tajemniczą, romantyczną historię...
Posłał mi tajemniczy uśmiech.
- Miłość to takie piękne uczucie... Ale ty wydajesz się być a młoda żeby na prawdę się zakochać.
Zmarszczyłam brwi.
- Ja.. - Jąkałam się jak dziecko wzięłam głęboki wdech napełniając się pewnością siebie. - Nikt nie ma prawa osądzać co czuję a czego nie.... Zwłaszcza ktoś kto widzi mnie pierwszy raz w życiu.
Na jego twarzy pojawiło się lekkie zaskoczenie, poczułam satysfakcję.
- Jednak nie jesteś szarą myszką chociaż na taką wyglądasz. - Stwierdził nadal bacznie mi się przyglądając. - Mam dla ciebie propozycję.
Oparł łokcie o biurko przybliżając się do mnie.
- Może chciałabyś dołączyć do naszego gangu? Taka urocza istotka jak ty z pewnością się nam przyda.
- A co ja będę z tego mieć, hm? - Spytałam, również opierając się o biurko i patrząc głęboko w oczy mężczyźnie starając się zmniejszyć jego pewność siebie.
- Co tylko zechcesz perełko.
Z trudem powstrzymywałam się od cofnięcia się, czułam fetor tytoniu i alkoholu. który uderzył z taką siłą, że prawie spadłam z krzesła.
- Żądam konkretów. Nie obchodzą mnie drobnostki.
- No cóż skoro właśnie tego chcesz.... Aiden zgodził się na nasze warunki, ty też jesteś rozsądna więc wierze że i ty będziesz posłuszna.
- Nie jestem psem. - Wtrąciłam.
- Oczywiście... Jesteś płcią piękną.. Przepiękną... Nie można traktować cię jak rzecz.. Grzesznik ten który był się odważył..
- Mógłbyś łaskawie przestać słodzić i przejść do sedna? - Mruknęłam zirytowana jego zachowaniem.
- Oczywiście jak sobie życzysz... Otóż zdaję sobie sprawę kim jesteś... - Tym razem to ja otworzyłam usta z zaskoczenia. Nick uśmiechnął się tryumfalnie. - Ja też potrafię zaskakiwać. Mój gang będzie cię chronił, ukrywał to, że jesteś inna, ale pod warunkiem że i ty zachowasz się wobec nas lojalnie. Widzę, że jesteś dziewczyną która lubi brudzić sobie rączki więc myślę że się dogadamy. Więc?
- Zastanowię się.
- Dam ci tyle czasu ile potrzebujesz..
- Wystarczą mi 24 godziny.
- W porządku.. Więc widzimy się za dobą.
Wstałam. i bez słowa opuściłam gabinet, ruszyłam wgłąb budynku, trafiłam na siłownię kilu mężczyzn w samych szortach ćwiczyło boks, uderzając z całych sił w worki treningowe.
- Kate!- Usłyszałam głos Aidena, chłopak wyłonił się zza jednego z worków, widać że tutaj nie próżnują. Był bez koszuli gapiłam się na jego mięśnie brzucha które były jeszcze lepiej wyrzeźbione niż wcześniej.
Uśmiechnęłam się na przywitanie.
- Nick.. Nie wystraszył cię zbytnio?
- To bardzo... uroczy facet. - Oznajmiłam rozglądając się.
- Zaprowadzę cię do pokoju, dobrze?
- Jasne..
- Przebiorę się tylko.
Dla mnie mógłbyś biegać cały czas bez koszulki, pomyślałam, ale od razu skarciłam się za tą niedojrzałą myśl.
Chwilę później szłam obok pachnącego czystością Aidena, "dom" wyglądał jak pałac w sumie się nie dziwie niezłą kasę trzepią za sprzedaż narkotyków, zastanawiam się czy przystąpienie do gangu to dobra decyzja.. Aidena chronią tak już od kilku tygodnie, wyczyścili jego dane na serwerze OLPZ. ale co z Alexem? Myślę, że to on wysłał te kwiaty.. Chciał abym z nim wyjechała. Tak to układa się w logiczną całość. tylko on wiedział gdzie mieszkam. A po za tym Aiden jasno wtedy zrozumiał że chce być sama, nie naciskałby na mnie.
- Jesteśmy na miejscu.
Aiden zaciągnął mnie do środka. Zatrzasnął drzwi za nami, znaleźliśmy się w ciemnym pokoju, on jednak nie miał zamiaru włączać światło objął mnie w talii przyciągając do siebie jak najbliżej, zaczął mnie namiętnie całować, objęłam go wokół szyi przylegając do niego całym ciałem.
- Tęskniłem. - Szepnął.
- Mocno?
- Szaleńczo.
Uniósł mnie, objęłam go nogami wokół talii oparł mnie o ścianę błądząc ustami po mojej szyi. Pierwszy raz czułam pożądanie wobec mężczyzn ,pragnęłam znaleźć się jeszcze bliżej niego, zaczęłam rozpinać koszule którą miał na sobie.



Leżałam obok niego na łóżku całkiem naga otulona cienką jedwabną narzutą, patrzyłam na jego twarz rozluźnioną spokojną, zasnutą snem. Położyłam głowę na jego szerokiej piersi wodząc palcem pomiędzy wyraźnymi mięśniami brzucha.
- Łaskoczesz.. - Szepnął sennie muskając ustami moje włosy.
Uniosłam głowę patrząc mu w oczy, poprawiłam się na łóżku kładąc głowę obok jego.
- Wyspany? - Spytałam.
- Jak nigdy. Częściej chciałbym taką kołysankę.
- O tym pomyślimy . - Uśmiechnęłam się patrząc mu głęboko w oczy.
- Bałem się o ciebie... Nie wybaczalnym sobie gdyby ci się coś stało... Ale dlaczego wróciłaś? Przecież chciałaś być sama..
Nadszedł czas żebym opowiedziała mu wszytko. Wiec tak też zrobiłam powiedziałam wszytko o Stevenie, Cyprianie, Andym, jak znalazłam Alexa..
Nasza rozmowę przerwało pukanie do drzwi. Aiden wygramolił się z łóżka założył na siebie bokserki i otworzył drzwi, w progu stał Nick, oboje zaszokowani swoim widokiem odwrócili wzrok. Aiden nie spodziewał się widoku szefa.
- Coś się stało?
- Nie, nie skąd - Zaczął kątem oka patrząc na łózka na którym leżałam. Instynktownie otuliłam się szczelniej narzutą. - Chciałem osobiście sprawdzić jak miewa się nasz gość.. Ale widzę, że znakomicie się nią zająłeś.
Aiden oparł się o futrynę. - Za piętnaście minut zejdziemy na śniadanie.
- Nie śpieszcie się. - Uśmiechnął się bardziej do mnie niż do Aidena, wiedział że na niego patrzę. - No to na razie.
Mężczyzna zniknął, a Aiden zatrzasnął drzwi.
- Dziwne... Nigdy mnie nie odwiedzał... Coś ty mu zrobiła? - Położył się z powrotem obok mnie lekko dźgając mnie w brzuch.
- Nic.. A właśnie zaoferował, żebym się do was przyłączyła... Jak myślisz to dobry pomysł?
- Świetny! Nie chciałem się go od razu pytać, ale myślałem o tym, żebyśmy zostali tu razem. - Uśmiechnął się. - Chyba że nie chcesz...
- Sama nie wiem. - Westchnęłam odwracając się do niego plecami. - Nawet nie wiem co miałabym robić
- Mącić facetom w głowach. - Westchną.- Dla ciebie to nic trudnego, skoro w ciągu dziesięciu minut owinęłaś sobie Nicka wokół palca.
- Daj spokój. - Uśmiechnęłam się lekko. - Mówię serio - Odwróciłam się w jego stronę chwytając wzrokiem jego spojrzenie.
- To zależy od ciebie skarbie. - Pocałował mnie czule.
 

 
KŁÓTNIA

Włożyłam brudne ubrania do pralki na pół godziny w tym czasie wzięłam gorącą kąpiel owinęłam głowę ręcznikiem i założyłam na siebie miękki hotelowy szlafrok. Włożyłam mokre ubrania do suszarki, weszłam z powrotem do pokoju usiadłam na łóżku i spojrzałam na ścianę, plazmowy telewizor błagał się aby go włączyć, uległam i wzięłam pilot do ręki, włączyłam sprzęt i zaczęłam szukać czegoś ciekawego, zatrzymałam się na stacji z wiadomościami. Młoda kobieta stała z mikrofonem w ręce.
"Od kilku godzin policja ściga gang "Swords" według najnowszych wieści, gang ten składa się z odmieńców, mężczyźni ukradli sporą ilość amfetaminy."
Na ekranie pojawił się krótki filmik z kamer na którym kilku ubranych na czarno chłopaków, wspinało się na bramę z siatki, po czym przeskoczyli na drugą stronę i wsiedli do czarnego Mustanga bez numerów rejestracyjnych i uciekli . Jedna z sylwetek na ekranie była mi znana, umięśniony, wysportowany, z krótkimi ciemnymi włosami. Nie zdaje mi się...Toi nie on. Suszarka zapiszczała a ja wystraszona odgłosu podskoczyłam. Pokręciłam głową po czym wyłączyłam telewizor i wyjęłam suche pachnące ubrania, ubrałam się w dres. Wróciłam z powrotem do pokoju, zaczął dzwonić telefon, usiadłam na łóżku i odebrałam.
- Tak słucham? - Odezwałam się lekko zachrypniętym tonem.
- Dzień dobry. Tutaj twój uroczy przyjaciel, wiem, że mówiłem że masz się kimnąć, ale może masz ochotę się przejść na zakupy?
- Jasne, czemu nie, to za piętnaście minut w lobby?
- Już czekam.





Alex był nieco zamyślony, spojrzałam na niego z powagą.
- Też oglądałeś wiadomości? - Spytałam. Szłam obok niego dotrzymując mu kroku.
- Tak... Ten jeden wyglądał jak Aiden. - Westchnął
- On nie wrobiłby się w takie bagno. - Szepnęłam patrząc przed siebie, usłyszałam ryk silnika zza zakrętu wyjechał Mustang prawie identyczny do tego którego widziałam na nagraniu, szyby miał pootwierane, kilku chłopaków siedziało w środku wszyscy mieli na sobie okulary przeciwsłoneczne. (BYŁA ZIMA! PO CO IM ONE?) Zatrzymali się obok nas, serce zabiło mi szybciej.
- Laleczko może cię gdzieś podwieźć? - Spytał jeden z nich uśmiechając się pociągająco.
- Do mnie mówisz pacanie? - Spytałam lekko rozdrażniona jego zachowaniem. Zmierzyłam każdego z nich wzrokiem poszukując Aidena.
- Nie do twojego kolegi skarbie. Jasne że do ciebie laluniu.
- Nie nazywaj mnie tak. - Miałam ochotę rzucić się mu do gardła.
- Kate.. Nie warto uspokój się. - Alex odciągnął mnie od nich.
- Jeśli będziesz potrzebowała taryfy zadzwoń, ja i koledzy z chęcią ci pomożemy. - Uśmiechnął się znów. - Buenos dias ślicznotko.
Odjechali z rykiem silnika.
- Co za dupek ! - Krzyknęłam za nim.
- Kate proszę uspokój się już... To nie byli oni.
- Skąd wiesz?
- Bo samochód nie jest czarny tylko granatowy. - Uśmiechnął się lekko. - Ty daltonistko.
Pstryknął mnie w nos.




Po miłe spędzonym popołudniu jedyne o czym marzyłam do położyć się spać, jednak Alex przekonał mnie abyśmy zjedli kolację w jeden z tutejszych knajpek, obładowana torbami z ubraniami weszłam do lokalu. Usiedliśmy w jednym z boksów na przeciwko siebie. Zamówiłam sobie stos naleśników z bitą śmietaną i owocami, a on tortillę. Wzięłam kęsa naleśnika patrząc na Alexa.
- Elinor, albo Dragon odzywali się? - Spytałam.
Chłopak przeżuł kęs Tortilli i odpowiedział.
- Nie. Ale myślę, ze wydostali się z kraju.
- To dobrze..- Mruknęłam, pochłaniając kolejną porcję naleśników.
Alex skończył jeść, oparł się wygodnie o oparcie kanapy i przyglądał mi się badawczo.
- Co? - Spytałam zlizując z palców resztkę bitej śmietany.
- Nic... - Odwrócił wzrok.
Chciałam mu się zapytać o coś, ale jednak zrezygnowałam.
Wróciliśmy do hotelu, byłam kompletnie wykończona całodniowym bieganiem. Przebrałam się w nowo zakupioną piżamę i zanurzyłam się w ogromie poduszek i pościeli, zamknęłam oczy, przed oczami stanęły mi wspomnienia moich treningów z Aidenem, to jak się uśmiechał zawsze przyprawiało mnie o motyle w brzuchu.. Co ja gadam nie motyle, a stado rozwścieczonych os! Jego wzrok zawsze kiedy się na mnie patrzał stawał się łagodny, a patrząc w jego oczy można było się zatracić i zapomnieć o Bożym świecie. Zastanawiałam się co robi... Śpi? Ucieka? A może na prawdę jest w tym gangu i... Kradnie narkotyki. Nie... To tak możliwe jak to, że jutro trzaśnie we mnie piorun. A może on już mnie nie kocha? Kate... Zachowujesz się jak zakochany bachor! Weź się w garść! Zacisnęłam mocniej powieki pozwalając by den ujął mnie w swoje ramiona.


Obudził mnie walenie do drzwi. Otworzyłam oczy i leniwie się przeciągnęłam,. założyłam szlafrok i wolnymi kroczami dostałam do drzwi, powoli je otworzyłam, w progu stał mężczyzna z bukietem kwiatków w ręku, uśmiechnął się lekko.
- Pani Katherina Carter?
Kate, ludzie Kate, nienawidzę swojego imienia...
- Tak.. O co chodzi? - Spytałam.
- Bukiet dla pani... - Wręczył mi kwiatu. - Może pani podpisać?
Pokiwałam głową i nabazgrałam swoje nazwisko na kartce. Mężczyzna ruszył w stronę windy.
- Przepraszam! Halo?! Proszę pana! - Facet zatrzymał się patrząc na mnie.
- Słucham?
- Od kogo te kwiaty? - Spytałam
- W bukiecie jest liścik.
Wróciłam do pokoju i wyjęłam niewielką kopertę. Otworzyłam ja delikatnie. Wyjęłam karteczkę, czytając krótką wiadomość.
"Kate tęsknie, ale nie szukaj mnie. Uciekaj, Alex się tobą zajmie. Myślę, że z nim będziesz szczęśliwsza. Kocham cię, A."
Przeczytałam liścik milion razy, nie wiedziałam czy mam się cieszyć czy płakać. Jestem szczęśliwa bo Aiden żyje, ale jest mi smutno bo nie pozwala mi go odszukać. Chwyciłam za słuchawkę i zadzwoniłam do Alexa, chwilę później ten znalazł się w progu mojego pokoju.
- Co było aż tak ważne żebym musiał biec na łeb na szyję do ciebie?! - Spytał zdenerwowany.
- Aiden, żyje, odezwał się i.... - Zaczerpnęłam tchu. - I nie chce byśmy go szukali.
- W porządku więc wyjedźmy na Majorkę, albo coś. - Westchnął opadając na moje rozkopane łóżko.
- Ale ja nie chcę go zostawiać!
- Może szukanie go to narażanie siebie? Ne myślałaś o tym? Skoro wdepnął w bagno niech sam teraz wylezie.
- Alex.. Przecież to twój przyjaciel, powinieneś mu pomóc.
- On nigdy nie był moim kumplem, a co dopiero przyjacielem...
Patrzyłam na niego z wrogością ściskałam w ręce karteczkę.
- Jeśli chcesz wyjedź, ja zostaję. - Zdecydowałam.
Chłopak zerwał się z łóżka.
- Nie ma mowy! Nie zostawię cię tu samej! Tu roi się od...
- Od czego? Od takich jak my? To dobrze! Nie będę odcinać się od innych.. Nie będę uciekać przed tym kim jestem! Jestem inna, jestem potworem. Ciesze się... Wiesz dlaczego? Bo wszyscy są tacy sami... Nudni, beznadziejni, ludzie to istoty gorsze niż my.. Ranią siebie nawzajem, zabiją się, nie szanują życia..
- Kate uspokój się... Cholera jasna nie rozumiesz że mogą cię tu zabić? Ryzykujesz życie dla niego?
- Tak.. Jeśli ci to przeszkadza to wynoś się stąd!
Alex powoli ruszył do drzwi.
- Jak ochłoniesz to zadzwoń. - Westchnął i wyszedł.
 

 
SZANSA

Przedarłam się przez krzaki, biegłam tak szybko jak nigdy potykając się o wszytko co leżało na mojej drodze, w końcu schowałam się za ogromnym konarem drzewa, usiadłam powoli na zamarzniętym mchu, poczułam nieprzyjemny wręcz parzący chłód. Wyjęłam laptopa z nadzieją, że uda mi się połączyć z bazą danych. Ku mojemu szczęściu udało się. bez wahania wpisałam: Aiden Cooper, nacisnęłam enter w oczekiwaniu na wyniki rozejrzałam się nerwowo po lesie, panowała cisza, zadrżałam z zimna, spojrzałam z powrotem na monitor, ku mojemu zdziwieniu widniał komunikat "BRAK DANYCH", ponownie wpisałam by upewnić się, że nie popełniłam żadnego błędu. Jednak nadal nie się nie pojawiało tak jakby nie istniał , uderzyłam pięścią w klawiaturę. Po chwili wpisałam nazwisko Alexa. Na ekranie pojawił się pełen profil, za jego głowę wystawiono równe 300 tysięcy, zjechałam niżej szukając wpisów.


21 minut temu
"Obiekt wdziany w hotelu na Bridge Street niedaleko centrum. - Izabel Broth"


To niedaleko... Rozejrzałam się ponownie schowałam laptopa do torby, by nie wlec go ze sobą przez pół miasta znalazłam niewielką szczelinę w konarze, wepchnęłam urządzenie szczelnie zapakowane w czarną torbę. Prawie nie było go widać. Odsunęłam się od drzewa i rozejrzałam się było cicho, za cicho...
Zerwałam się i zaczęłam biec, starałam się znaleźć wyjście z lasu.


Stałam przed hotelem w którym rzekomo znajdował się Alex, nie był to byle jaki hotel moimi oszczędnościami starczyłoby mi na góra trzy dni pobytu tutaj, mimo to warto zaryzykować i spędzić to choć dzień. Weszłam do środka, nie zdziwił mnie widok marmurowej podłogi, ścian pomalowanych na jasne kolory współgrające z całością, wolnym krokiem podeszłam do recepcji, za ladą stał schludnie ubranych chłopak, uśmiechnął się do mnie na przywitanie.
- Witam, w czym mogę pomóc?
- Chciałabym.. Wynająć pokój jednoosobowy. - Zaczęłam niepewnie.
- Na jak długo? - Wystukał coś w komputerze.
- Dobę.
Po dosłownie minucie, mężczyzna podał mi kluczyk do pokoju, a ja zapłaciłam mu. Weszłam do windy, wciskając guziczek z numerem 4. Z tego co udało mi się dowiedzieć pokój 305 jest na piętrze więc dobrze się kieruję. Spojrzałam w lustro, wyglądałam koszmarnie, byłam blada, miałam poczochrane włosy, a moje spodnie od dresu były przemoczone na nogawkach, cud ze mnie tu wpuścił, tak to pewnie mój urok osobisty. Winda zatrzymała się na trzecim piętrze, ku mojemu zdziwieniu wszedł chłopak miał na sobie bluzę, kaptur miał narzucony na głowę nie mogłam się mu dokładniej przyjrzeć. Uniósł głowę zmierzając mnie wzrokiem, jego źrenice rozszerzyły się
- Kate? - Usłyszałam znajomy głos.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Co ty tu robisz? - Spytał zaskoczony, zdjął kaptur z głowy.
- Szukam cię... Was. - Szepnęłam. Łzy napłynęły mi do oczu. - Nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Gdzie Aiden?
Alex spuścił wzrok. Zrzedła mi mina, oparłam się plecami o chłodną ścianę windy.
- Czy on..- Dalsze słowa nie mogły przejść mi przez gardło.
- Nie... Nie... On.. Znaczy my rozdzieliliśmy się.. Nawet nie wiem jak to się stało.. Po prostu.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem.
- Chodźmy do mnie.. Musimy pogadać - Oznajmiłam, w tej samej chwili drzwi windy otworzyły się, pociągnęłam go za sobą.


Siedziałam na łóżku patrząc jak Alex kręci się w tą i z powrotem.
- Czyli mówisz, że Steven manipulował twoim umysłem?
Pokiwałam głową.
- Jak?! - Potarł czoło dłonią zastanawiając się.
Stwierdziłam, że dobrze będzie jeśli opowiem mu o Cyprianie i Andym, z żalem wspominałam widok ciała Cypriana w kałuży krwi. Kilkukrotnie zamrugałam oczami by odgonić ten obraz.
- Cyprian nie żyje? - Alex stanął jak wryty.
- Steven kazał mu strzelić sobie w głowę. - Co oczy napłynęły mi łzy, po chwili widziałam tylko smugę zamiast Alexa przed sobą.
- A ty nic nie zrobiłaś? - Spytał z goryczą.
- A co miałam zrobić?! - Zerwałam się, jak on mógł mnie obwiniać o to, że on zginął.. Nie... On ma rację. To moja wina. To ja sprowadzam to całe nieszczęście na nich. - Z nim nie da się walczyć Alexandrze. Po prostu się nie da. On przewidzi każdy twój ruch. Zabije cię bez mrugnięcia okiem.
- Ściga ciebie... Tak?
Pokiwałam powoli głową.
- Złapał cię dwukrotnie... Więc dlaczego cię jeszcze nie zabił?
- A chciałbyś, żeby mnie zabił? - Spytałam,jednak po chwili tego pożałowałam, Alex był zaskoczony moim pytaniem.
- Zwariowałaś? Nie po to ratowałem cię podczas ucieczki żeby teraz on cię ukatrupił.
- Ale może byłoby tak łatwiej, hm? - Wkułam wzrok w okno, było popołudnie, pochmurne niebo o tej porze roku to nie nowość, wbiłam wzrok w przechodzących ludzi.
Alex zbliżył się do mnie i ujął dłonią moją brodę zmuszając mnie bym spojrzała na niego.
- Nie wybaczyłbym sobie gdybym tak po prostu dał mu cię zabić, rozumiesz?- Pogładził mój policzek.
Powinnam się od niego odsunąć, ale nie mogłam. Potrzebowałam bliskości, tęskniłam za Aidenem, minęło niewiele czasu odkąd go widziałam, mimo to chciałam się do kogoś przytulić, przez chwilę poczuć się bezpiecznie.
- Andy zanim zginął włamał się do systemu OLPZ. Dzięki temu cię znalazłam. - Odsunęłam się od niego patrząc mu w oczy. Załamałam ręce na piersi. - O Aidenie nic nie było... Tak jakby nie istniał.
- To niemożliwe, tym bardziej, że długo przebywał w ośrodku...
Pokiwałam głową w zamyśleniu.
- Pogadamy jutro okay? Jesteś przemęczona..
- W porządku
Alex powoli kierował się w stronę drzwi, zawołałam jego imię. Odwrócił się. Rzuciła się w jego ramiona, przytulając się do niego, objął mnie.
- Cieszę się ze jesteś. - Szepnęłam.
- Ja też. - Pocałował mnie w czubek głowy.
 

 
POCHWYCONA

Znaleźliśmy się w niewielkim biurze, ściany miały popielaty kolor, podłoga wyłożona była jasnymi panelami, pasującymi kolorem do szafek i biurka na którym pod stertą papierów krył się laptop. Andy wziął go i usiadł na skórzanej kanapie pomiędzy mną a Cyprianem.
- Włamałem się na stronę OLPZ, ich jednostki są rozsiane po całym mieście, co jakiś czas ktoś dodaje wpisy, gdzie dana osoba się znajduje spójrzcie. - Wpisał nazwisko Cypriana, po chwili na ekranie pojawiły się szczegółowe dane i jego zdjęcie. Andy zjechał nieco niżej gdzie znajdowały się wpisy ochroniarzy, ostatni dodany był 38 minut temu, a brzmiał "Obiekt widziany kilka minut temu w czarnym Audi, nie był sam, kierował się na przedmieścia - Zack Blood"
- O w mordę chcą za mnie 200 tysięcy? - Cyprian wskazał palcem na cyfrę tuż pod zdjęciem, za schwytanie go żywego i oddanie w ręce OLPZ łowcy nagród otrzymują wskazane stawki.
- To jeszcze nic.. - Mruknął Andy wpisując moje imię i nazwisko, na ekranie pojawiło się moje zdjęcie, to które zrobiono mi jakiś czas temu w ośrodku. Suma wyznaczona za moją głowę wynosiła równe pół miliona.
- O cholera... - Jęknęłam.
- Niezły kąsek dla naszych kolegów... - Miał na myśli łowców nagród. Zjechał niżej co kilka minut pojawiały się nowe wpisy dotyczące miejsca mojego pobytu.
12 godzin temu.
"Obiekt prawie przechwycony, uciekła kieruje się na zachód w stronę granicy - sierż. Steven Gray"

10 godzin temu
"Obiekt widziany w klubie Seven nights, opuściła go w towarzystwie Cypriana Ozery. - Arianne Thos"

55 minut temu
"Obiekt widziany w samochodzie Ozery, kierują się na przedmieścia, cel nieznany. - Arianne Thors"

Po chwili pojawił się nowy wpis.
3 sekundy temu
"Obiekt przebywa w małym domu na przedmieściach, jest z Cyprianem Ozerą oraz Andym Bowerem. Wskazana ostrożność. Szczegółowe miejsce pobytu: Times Street 552a. - sierż.Steven Gray."

Steven on tu jest. Zadrżałam.
- Musimy uciekać. - Warknęłam
- Spokojnie, Gray to ofiara losu w życiu się tu nie wedrze. - Mruknął Andy.
Zerwałam się z łóżka patrząc na nich.
- Wiem do czego jest zdolny... Manipuluje ludźmi rozumiesz? Rozkaże ci skoczyć z mostu to to zrobisz bez różnicy czy tego chcesz czy nie.
- Znasz go? - Andy odłożył laptopa patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Aż za dobrze... - Jęknęłam . - Ruszcie się.

Cyprian wziął kluczyki od Audi i ruszył do wyjścia wyprzedziłam go i szarpnęłam za klamkę, powoli wyszłam na zewnątrz starając się udawać, że nie mam pojęcia o tym, że zaraz mogą mi strzelić w głowę.
- Kate poczekasz chwilę muszę coś jeszcze wziąć z domu. - Cyprian wszedł do środka.
Zostałam sama na dworze. Rozejrzałam się. Załamałam ręce na piersi pocierając dłońmi od przedramiona aby się nieco ogrzać. Nagle dostrzegłam jakiś ruch w krzakach za drogą. To tylko ptaki, to tylko patki wmawiałam sobie. Przecież zimna nie ma ptaków!! Zabłąkany jelonek? A może zabłąkany żołnierz OLPZ. Nagle go dostrzegłam, był ubrany tak samo jak wcześniej gdy go widziałam, wiedział, że go widzę uśmiechnął się. Steven. Był sam przynajmniej tak mi się zdawało. W mgnieniu oka pojawił się przy mnie przykładając lufę pistoletu do mojego brzucha, cofałam się do chwili aż dotknęłam plecami ściany.
- Znów się spotykamy.. - Uśmiechnął się złośliwie. - Nie sądzisz, że to przeznaczenie?
Odwróciłam głowę nie parząc na niego.
- Kate obraziłaś się za tamto? - Walną ręką ujął mój podbródek odwracając głowę w swoja stronę, zmusił mnie, żebym patrzyła mu w oczy. - Widzę, że już się pocieszyłaś po tym jak oni odeszli. Ozera to niezła partia, przystojny, opalony, bogaty, umięśniony..Po prostu Grecki bóg.
- Nie masz do złapania jakiejś wiewiórki albo coś? Ochroniarz z twoją rangą ma takie zadania specjalne prawda? - Uśmiechnęłam się uroczo.
Wbił lufę pistoletu w mój żołądek, zemdliło mnie.
- Bardzo śmiesznie kwiatuszku. Zastanawiam się czy będziesz taka kwitnąca kiedy Camille w końcu cię dorwie.
- Oczywiście. Jeszcze jej zatańczę i zaśpiewam. - Mruknęłam złośliwie.
Zastanawiałam się gdzie podział się Andy i Cyprian. Usłyszałam krzyk. A potem wystrzał, zadrżałam.
- No i masz babo placek... Ile osób musi jeszcze pocierpieć, żebyś w końcu dobrowolnie oddała się OLPZ?
- Wystarczy, że ty zdechniesz. - Wysapałam złapanie oddechu przychodziło mi coraz trudniej.
Przygwoździł mnie do ściany jeszcze mocniej wbijając pistolet w brzuch.
- Chcesz żebym zwróciła kolację? - Mruknęłam.
- Udajesz twardzielkę, ale jesteś słaba.. Boisz się. Boisz się, że to urządzenie w mojej dłoni..
- To pistolet debilu. - Wtrąciłam.
- Ta Kate którą znałem w ośrodku była cicha, bała się wszystkiego, dla niej zabicie pieprzonego hologramy było grzechem. Mała dziewczynka, która wzbudziła moją sympatię.. Hm.. A może coś więcej?
- Gadasz tak, żeby żeby wzbudzić we mnie wyrzuty sumienia! Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz? Bawi cię to?
- Chcę żebyś chociaż trochę pocierpiała, chcę żebyś wiedziała jak się czułem kiedy odeszłaś.
- Kate! - Usłyszałam głos Cypriana, chłopak wybiegł domku, miał zakrwawione ręce. Andy.. Spuściłam głowę. - Puść ją.
- O.. No i mamy naszego greckiego boga.- Steven odsunął się ode mnie nadal ściskając w ręce pistolet. - Kate pamiętasz tę scenę prawda? Przypominasz sobie to już skądś co?
Posłał mi złośliwy uśmiech. Tak pamiętałam, podobnie było z Aidenem, spuściłam wzrok.
- Łap. - Steven rzucił Cyprianowi broń. Chłopak złapał ją ze zdziwieniem patrząc to na mnie to na Stevena.
Wiedziałam co Steven zamierza.
- Nie! - krzyknęłam rzucając się w stronę Cypriana było jednak za późno. Chłopak uniósł broń do głowy i bez mrugnięcia okiem nacisnął spust, patrzyłam jak jego bezwładne ciało opada na ziemię. Chciałam do niego podbiec, ale Steven zatrzymał mnie obejmując od tyłu ramionami, miotałam się. Krzycząc i płacząc jednocześnie.
- Puść mnie!- Krzyczałam - Jak mogłeś?! Jak mogłeś go zabić?!
- Sam się zabił. - Westchnął.- Uspokój się.. - Szepnął mi do ucha. Uderzyłam go z łokcia w brzuch, stoczył się a ja podbiegłam do ciała Cypriana i sięgnęłam po broń, uniosłam ją na wysokość oczu, obiema rękami złapałam za rękojeść i wycelowałam lufę w Stevena.
Chłopak uniósł wzrok ze zdziwieniem patrząc na moje drżące dłonie, złapała się za szczękę i uśmiechnął.
- Strzelaj... Bo właśnie tego chciałby twój brat prawda? Żebyś mordowała.
Wiedziałam że w każdej chwili może rozkazać mi to samo co Cyprianowi, z resztą może zmusić mnie do wszystkiego, mimo to nie musiał nic robić, trafił w czuły punkt słowami, broń wyślizgnęła mi się z słoni i głucho opadła na oblodzoną trawę.
- Zuch dziewczynka.. Podjęłaś pierwszą mądrą decyzję w swoim życiu skarbie.
Stałam tępa patrząc na swoje dłonie, byłam na siebie zła mogłam w końcu go zabić mieć spokój. Uniosłam głowę patrząc na niego.
- Zrujnuję ci życie. - Szepnęłam. Podchodząc do niego. - Zniszczę cię sierżancie Stevenie Grayu...
Wbiłam paznokcie w jego szyję i cisnęłam nim z całej siły w ścianę otumaniając go. Nie spodziewał się tego, bo odbił sie o ścianę i runął jak długi na ziemię.
- Do zobaczenia wkrótce.. Skarbie. - Mruknęłam. Wbiegłam do mieszkania Andyego i weszłam do biura, Andy leżał martwy po środku w kałuży krwi. Wzięłam do ręki jego laptop i łożyłam do torby wraz z ładowarką, zamknęłam ją i wyskoczyłam oknem biegnąc w stronę lasu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
UCIECZKA

- Trochę mi cię żal, wiesz? - Odezwał się. - Taka dziewczyna jak ty zasługuje na kogoś lepszego niż Aiden.
Pokręciłam tylko głową patrząc na niego w zamyśleniu.
- Pomóż mi go odszukać... - Mruknęłam.
- To ty nie wiesz gdzie on jest? - Pierwszy raz udało mi się zaskoczyć Cypriana Ozerę, na jego twarzy malowało się zdziwienie. - Myślałem, że jest tu gdzieś z tobą.
- Nie. Rozstaliśmy się niedawno, ale nie chciałam tego... To... Długa historia.. - Westchnęłam.
- Mam czas. Chodźmy stąd, pogadamy gdzieś indziej.
Nie wiedziałam czy mogę mu ufać, to przez niego czuje się niepewna co do uczciwości Aidena. Lepiej zachować dystans, nie chcę kolejny raz przejechać się na znajomości z facetami, zawsze na tym źle wychodziłam.
- W porządku, wróćmy do pubu.
- Do tej meliny?!
- Coś ci nie pasuje? - Mruknęłam. Nie miałam zamiaru siedzieć z nim w odosobnieniu, melina była w miarę zaludniona więc czułam się bezpieczniej.
- Dobra chodźmy...


Zajęliśmy miejsce w kącie tak aby nikt nam nie przeszkadzał, Cyprian zamówił sobie piwo, a ja nie wzięłam nic.
- Mam do ciebie pytanie... Kim był ten chłopak... W twoich wspomnieniach? Wiem, że był Aiden i Alex, ale tego trzeciego nie rozpoznałem.
- To... Był mój brat. - Uśmiechnęłam się smutno. - Kilka miesięcy temu ochroniarze go zabili, a mnie zamknięto w ośrodku.
- Tam poznałaś Aidena? Jak stamtąd uciekliście?
Pokiwałam głową.
- Był moim mentorem, dobrze czułam się w jego towarzystwie, rozumiał mnie lepiej niż ktokolwiek inny, potem poznałam Stevena, był moim kolegą... Nic więcej po prostu razem trenowaliśmy. Pewnego dnia Aiden zawitał do mojego pokoju i zabrał mnie na dach ośrodka, wszytko by nam uszło płazem gdyby nie fakt, ze nas nakryli. Camille była wściekła, odebrała Aidenowi prawo do nauczania mnie i sama się tego podjęła. Już po pierwszym treningu wróciłam prawie martwa. W tamtą noc Aiden i kilka innych osób opracowało plan ucieczki z ośrodka. Okazało się to prostą rzeczą...
- A czipy? Słyszałem, że je wstrzykują.
- Wycięliśmy je ze skóry, nie było to najprzyjemniejszą rzeczą w moim życiu, ale wtedy liczyła się tylko wolność. Udało nam się uciec. - Uśmiechnęłam się lekko przypominając sobie uczucia jakie wtedy odczuwałam, wolność. - Zatrzymaliśmy się w hotelu, byliśmy tam niecałe dwa dni, chcieliśmy uciec za granicę, Ochroniarze deptali nam po piętach w końcu ułożyliśmy plan działania....
Opowiedziałam mu całą historię, wszytko co udało mi się wydostać z pamięci, Cyprian słuchał z zaciekawienie co jakiś czas dopytując się o coś.
- Myślę, że jest szansa by ich znaleźć. - Stwierdził odkładając pusty kufel po piwie.
- Kiedy zaczniemy ich szukać? - Wypaliłam.
- Jutro. Dzisiaj nie ma sensu się za to brać, po ciemku nic nie zdziałamy.
- Mhm... W porządku. -Westchnęłam opadając na oparcie kanapy.
- Masz gdzie nocować?
Słysząc to pytanie zmarszczyłam brwi, mierząc Cypriana wzrokiem.
- W centrum jest pełno moteli na pewno coś znajdę.
- Po co marnować pieniądze? W swoim mieszkaniu mam wolne miejsce...
Pokręciłam głowo stanowczo odmawiając.
- Nie ufasz mi? - Spytał lekko oburzony.
- Znam cię zaledwie godzinę... Nie mam podstaw by ci wierzyć, a co dopiero ufać. - Uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Daj spokój...
Uniosłam lekko brwi.
- Niech ci będzie. Ale nie myśl sobie, że ci zaufałam. - Podkreśliłam po czym powoli wstałam.


Siedziałam w czarnym Audi obok kierowcy, Cyprian swobodnie trzymał kierownice jedną ręką a drugą oparł o drzwi. Może wyszłam na naiwną, ale jestem na tyle silna i wysportowana, że powinnam sobie poradzić, gdyby zaczął świrować, najważniejsze było dla mnie odnalezienie Aidena i Alexa, chciałam wyjaśnić kilka spraw, w zasadzie nawet nie zastanawiałam się co zrobię jeśli to co Cyprian powiedział okaże się prawdą, chciałam żeby były to kłamstwa, nie chciałam o tym myśleć. Spojrzałam na Ozerę, który zapatrzony był ciemną drogę, którą oświetlały światła samochodu.
- Jak to zrobiłeś?
Spojrzał na mnie z dziwną miną. - Co?
- Zablokowałeś mi dostęp do swoich myśli... Ja, nie potrafię tego robić.
- Przekonałem się - uśmiechnął się złośliwie. - To taka umiejętność, jeśli ma się moc popiołów.
- Popiołów? - Roześmiałam się. - To co ciskasz ludziom w oczy piaskiem?
- Haha.. Bardzo śmieszne. - Mruknął. - Może i nie jest to najsilniejsza moc pod względem obrażeń fizycznych, ale potrafię nieźle namącić ludziom w głowie, z resztą nie tylko im.
- Zdajesz sobie sprawę z tego, że nie poprawiłeś tym swojej sytuacji? Coraz mniej ci ufam.
- A jednak mi ufasz!
- Odrobinkę musiałam ! Ale teraz jesteś na totalnym minusie. - Mruknęłam wyciągnęłam przed siebie nogi kładąc na desce rozdzielczej.
- Ej ej ! Bierz mi te nogi z Sonii!
- Sonii? Poważnie? Nazwałeś samochód imieniem?
- No co?
- Ty to chyba jesteś naprawdę samotny...


Mieszkanie Cypriana mieściło się w jednej z bogatszych dzielnic miasta, mieszkał on w bloku, mimo to miał sporo miejsca, mieszkanie składało się z trzech pokoi, kuchni, łazienki i dużego salonu, więc nie miał na co narzekać. Po wzięciu ponad pół godzinnego prysznica przebrałam się w odświeżone ubrania. W końcu zmyłam z siebie zaschniętą krew, po ranie na nodze pozostała tylko brzydka blizna. Weszłam do salonu w którym panowała prawie kompletna ciemność, jedynie ekran telewizora rozjaśniał nieznacznie skrawek podłogi, na sofie naprzeciwko kranu leżał Cyprian w dłoniach trzymał pada od konsoli. Dopiero gdy znalazłam się obok niego zauważyłam, że chłopak ma na sobie tylko dresowe spodnie.
- Co się gapisz? - Zatrzymał grę i spojrzał na mnie.
- Mógłbyś założyć koszulkę?
- A co taki ci się nie podobam? - Uniósł brwi, z trudem powstrzymywałam się, żeby nie spojrzeć na jego brzuch, był wysportowany i umięśniony, nie jeden chłopak chciałby mieć taki sześciopak jak on.
- Cóż... Onieśmielasz mnie. - Puściłam buraka, dzięki bogu było ciemno.
- Nie tylko ciebie perełko. - Uśmiechnął się pociągająco. Przesunął się robiąc mi miejsce na kanapie. Podał mi pada a sam wziął drugiego. - Co powiesz na rundkę w Mortal Kombat X?
Usiadłam obok niego.
- Szykuj się na klęskę.


Otworzyłam oczy, leżałam obok Cypriana w jednej dłoni ściskałam pada a drugą trzymałam oplecioną wokół jego nagiego ramienia, odskoczyłam od niego jak poparzona, odłożyłam pada na stolik i wstałam chwiejąc się. Usłyszałam cichy szmer dochodzący z kuchni, powoli ruszyłam w tamtym kierunku. zakradłam się opierając o ścianę.
- Sierżancie nie znaleźliśmy go... - Usłyszałam kobiecy głos.
- Przejrzyjcie każdy kąt tego domu, jak będzie trzeba to i cały budynek! Nie zapadł się przecież pod ziemię.
- Tak jest sir.!
Ochroniarze, znaleźli nas, go, mnie... Powoli po cichu skradłam się do kanapy i potrząsnęłam lekko Cyprianem.
- Wstawaj.. - Szepnęłam. - Wstawaj!
Chłopak otworzył powoli oczy, był zaspany, spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Gdybym wiedział, że trzeba cię wyprowadzać na nocne spacery nie wziąłbym cię pod mój dach... - Usiadł pocierając wierzchem dłoni oczy.
- W kuchni... Ochroniarze... Musimy uciekać!
Słysząc moje słowa źrenice chłopaka rozszerzyły się.
- Skąd...
Drzwi otworzyły się a do środka wpadli ochroniarze, złapałam Cypriana za ramię ciągnąc za sobą na ziemię, wylądował na mnie opierając się lekko na łokciach. Słyszałam jego ciężki oddech. Przycisnął lekko głowę do mojej piersi tak aby go nie zauważyli.
- Jesteście pewni, że to ten dom? - Znów usłyszałam głos kobiety.
- Tak, dostaliśmy raport, widziano go tutaj z jakąś dziewczyną.
- Jak wyglądała?
- Młoda szczupła blondynka. O ile się nie mylę zwie się Kate Carter.
Słysząc swoje imię zadrżała.
- Carter.. Carter... Skądś mi się to kojarzy. Ah.. Już wiem! To ona uciekła z Cooperem?
- Tak, ale widać jednak ją porzucił, albo na odwrót.
- To mądra dziewczyna, wie jak się ustawić, żebyśmy jej nie znaleźli. Ozera umyka nam już ponad rok.
Mięśnie Cypriana napięły się, najwyraźniej mu też nie podobało się to co o nas wygadują, najlepszym rozwiązaniem w tej chwili było przeczekać aż sobie pójdą i modlić się żeby nas nie znaleźli. Usłyszałam kroki najwyraźniej opuścili pomieszczenie. Cyprian powoli wstał pomagając mi stanąć na nogach.
- Więc co robimy? - Spytałam.
- Uciekamy perełko. - Z kieszeni dresów wyjął telefon, wystukał jakiś numer i zadzwonił. - Andy? Stary wybacz, ze o tej porze, ale mamy sytuację krytyczną.
Cyprian pokiwał głową na odpowiedź Andyego.
- Będziemy za kwadrans... Mam towarzystwo, na pewno ci się spodoba.
Uderzyłam go pięścią w nagie ramie.
- A to za co? - Spytał zdziwiony rozłączając się.
- Ty już wiesz... Lepiej coś na siebie załóż... Umarzniesz.
- Tak tak tylko o to się martwisz prawda? - Uniósł kusząco brwi.
- Przestań! Jesteś obleśny..
- No cóż taka moja natura faceta.


Wydostaliśmy się z budynku bez większych problemów, obawiałam się że ochroniarze zastawią na nas jakąś pułapkę, ale nic z tych rzeczy się nie stało. Wsiedliśmy do Audi Cypriana. Chłopak przebrał się miał na sobie czarną skórzaną kurtkę, pod spodem obcisłą koszulkę i jeansy. Ja nadal miałam na sobie dresy.
- Kim jest Andy? - Spytałam rozciągając się na skórzanym fotelu samochodu.
- Moim kumplem, polubisz go.. Jest równie uroczy jak ja.
- Nie mogę się doczekać... - Mruknęłam patrząc w szybę, wyjechaliśmy z centrum miasta, kierując się na jego obrzeża.

Znaleźliśmy się przed niewielkim domkiem jednorodzinnym. Cyprian zaparkował na podjeździe, powoli wysiadłam z samochodu, stanęłam przed drzwiami domu czekając na chłopaka. Ozera nacisnął klamkę drzwi i wszedł do środka jakby wchodził do swojego domu, ja powoli weszłam za nim nieśmiało się rozglądając. Weszliśmy do niewielkiego salonu w którym przywitał nas wysoki blondyn.
- Cześć stary! - Uśmiechnął się na widok Cypriana serdecznie go witając. Jego wzrok przeniósł się na mnie. - Czyli to ona miała mi się spodobać tak?
Uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem.
- Dlaczego taka ładna dziewczyna paraduje w worku na ziemniaki?!
- Najlepiej by było gdybym chodziła w miniówkach i krótkich bluzeczkach, prawda?
Obaj pokiwali głowami.
- W waszych snach. - Mruknęłam.
- Mam wybujałą wyobraźnię, także.. - Odezwał się Cyprian, od razu zdzieliłam mu z pięści w ramię. - Ała! Znowu mnie bijesz! Ja ci ratuje tyłek a ty mnie poniewierasz kobieto.
Uśmiechnęłam się.
- Bo jesteś moim niewolnikiem. - Tym razem ja uniosłam kusząco brwi.
- Dobra dobra koniec tych flirtów, Cyprian masz poważne problemy z resztą ona też...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
ZAGUBIENIE

- Dziękuję za whisky. - Ukłoniłam mu się i w pośpiechu opuściłam lokal. Jak się okazało wściekły Cyprian pognał za mną, przyśpieszyłam kroku rozglądając się za drogą ucieczki, zapadł zmrok, a ulice opustoszały co wcale nie poprawiało mojej sytuacji, nie mogę użyć mocy i tak po prostu skakać po blokach bo w końcu mnie przyłapią, facet deptał mi po piętach.
- Stój ! - Warknął.
Wbiegłam w ślepą uliczkę, zatrzymałam się przy ścianie rozpaczliwie rozglądając się. Na wysokości około dwóch metrów znajdowała się zardzewiała drabina podskoczyłam próbując ją dosięgnąć, ale bezskutecznie. Ozera dorwał mnie i pchnął na ścianę.
- Chciałem być miły, a ty mi nie ułatwiasz.
- Twoja żona pewnie czeka z kolacją, idź bo się kobieta zatęskni. - Mruknęłam próbując przepchać się obok, zatrzymał mnie.
- Myślisz, że jesteś cwana, co? - Zbliżył się do mnie. - Ja jestem cwańszy.
- Taaa, w którym miejscu? Radze ci się odsunąć, bo jak nie...
- To co? - Uśmiechnął się złośliwie. - Zaczniesz krzyczeć?
Zacisnęłam pięści i wymierzyłam mu cios w twarz, lecz on zdążył złapać moją dłoń w swoją i mocno zacisnąć na niej palce.
Przed moimi oczami migotały obrazy. Nie znowu to...
Małą dziewczynka w warkoczykach, Damien widziany z mojej perspektywy, Aiden kiedy pierwszy raz mnie pocałował, Alex który się do mnie dobierał gdy spałam. Zaczęłam krzyczeć.
- Nie masz prawa grzebać w moich wspomnieniach !! - Darłam się próbując wywalić go ze swoich myśli. Skoro potrafi to robić to oznacza to, że jest... Nadnaturalny. Nie wiedziałam, że można kontrolować to, nie mogłam wedrzeć się do jego wspomnień. W końcu wrócił mi wzrok odskoczyłam od niego wpadając na ścianę, spoliczkowałam go, nie spodziewał się tego, zachwiał się.
- Ty dupku! - Warknęłam. - Nie miałeś prawa! Nikt nie ma prawa!
- U... widzę, że trójkącik? Ciekawie ciekawie, co powiesz na trzeciego kawalera, wtedy będzie kwadrat.
- Jesteś chory..
- Z miłości do ciebie.
- Chyba do moich piersi i nagiego ciała.
-Skoro dałaś Aidenowi... To znaczy ze dajesz wszystkim.
- Co?! - Zacisnęłam pięści. - Aiden nigdy nie zmuszał mnie do czegoś, czego bym nie chciała... W ogóle skąd go znasz?!
- A Alexander? Jest jeszcze większym dupkiem niż ja.
Zgadzam się, Alex jest dupkiem, ale nie aż takim jak Cyprian, musiałam jak najszybciej stąd wiać, ale najpierw muszę dowiedzieć się skąd ich zna.
- Odpowiedz mi! - Krzyknęłam.
- Spokojnie skarbie, już śpieszę z odpowiedzią.
- Nie nazywaj mnie tak! - Huknęłam na niego
- Jak chcesz... - Przewrócił oczami. - Znam ich odkąd pamiętam, byliśmy zgraną paczką, do czasu kiedy Aiden nie odwalił tego numeru na jakiejś wycieczce, czy coś, zabił imiennika Alexandra. Wtedy go złapali, jakiś czas później nakryli i mnie i Alexa nakryli, ja zdążyłem uciec, a mojego towarzysza zamknęli w ośrodku, ale widzę, ze nie mają co narzekać, jeśli każda laska tam, wygląda jak ty z chęciom dam im się złapać.
Alex i Aiden nie znoszą się... Nie wierzę, żeby kiedykolwiek byli zgraną paczką, ale coś musi wytłumaczyć to, że ich zna... Załamałam ręce na piersi patrząc na Cypriana z nienawiścią. Pokręciłam głową.
- Alex i Aiden nie są zgarną "paczką". Wręcz przeciwnie... Pozabijaliby się gdybym tylko im na to pozwoliła.
- Pokłócili się o ciebie, to proste.
- Nie, wątpię żeby to zrobili.
- Znam ich dłużej niż ty skar... kotku i wiem do czego są zdolni, zawsze kłócili się o laski. A wiesz jak to się mówi.. Gdzie trzech się bije tam trzeci korzysta, w tym przepadku ja. - Posłał mi jeden z tych swoich uwodzicielskich uśmieszków.
- Aiden taki nie jest. - Mruknęłam.
- Wcisnął ci kit, że odkąd cię zobaczył wiedział, że nie jesteś przeciętna? Że marzy o takiej dziewczynie jak ty? Że dobrze, ze jesteś niska bo przynajmniej słyszysz bicie jego serca, które bije dla ciebie? To wszytko jeden wielki kicz. Wciska to każdej którą chce przelecieć, bez wyjątku. Nie czuj się wyróżniona ani wyjątkowa.
Skąd on to wiedział? Chwila grzebał w moich wspomnieniach to z nich mógł to wyczytać. Nie... Po co miałby kłamać? Cholera... Sama już nie wiem. Pogubiłam się. Nie wierzyłam mu... Albo po prostu nie chciałam wierzyć. Muszę sama przekonać się czy to prawda. Muszę odnaleźć Aidena.
 

 
OZERA

- Jak chcesz. Ale żebyś potem nie płakał. - Mruknął zdenerwowany Alex.- A ty... - Zwróciła się do mnie. - Mogłaś się tak nami nie bawić. Myślałem, że jesteś coś warta, ale... Jesteś taka sama jak wszystkie.
Moją odpowiedzią było milczenie, gotowało się we mnie, byłam wściekła jak mógł tak o mnie mówić? Moje odpowiedzi były zależne od Stevena, manipulował mną jak zabawką, był silniejszy niż myślałam, miałam go za słabego przeciwnika, ale nie. On potrafi więcej niż nie jeden odmieniec, potrafi manipulować ludźmi, i nie tylko, chciałam mu się sprzeciwić, ale nie byłam w stanie. Odwróciłam wzrok w jego stronę, uśmiechał się podle.
- Jestem tylko kobietą, nie wymagaj ode mnie wierności. - Szepnęłam jak najciszej tak aby nikt tego nie usłyszał.
- Aiden, zmywamy się stąd. Chyba nasza "przyjaciółka" nie ma nic więcej do powiedzenia. - Alex ostatni raz spojrzał na mnie łagodnym wzrokiem, ale po chwili znów zmarszczył brwi i zniknął na dachu jakiegoś budynku, w krok za nim podążył Aiden.
Patrzyłam na nich tęsknym wzrokiem.
- Wychodzi na to aniołku, że zostaliśmy sami.- Usłyszałam głos Stevena.
Odwróciłam się w jego stronę, odzyskałam nad sobą panowanie i posłałam mu nieprzyjemny uśmiech.
- Wychodzi na to kochanie, że TY zostałeś sam.
Rzuciłam się do ucieczki, wskoczyłam na budynek biegnąc przed siebie.


Przebiegłam kilka mil, gdy w końcu znalazłam się w centrum miasta, zbliżał się wieczór, usiadłam na krawędzi dachu patrząc w dół na uliczny gwar, z kieszeni wojskowych spodni wyjęłam pieniądze, każdy z nas miał przy sobie trochę pieniędzy, burczało mi w brzuchu, chciałam zejść na dół i wejść do jakiejś knajpy, ale widok ledwo żywej dziewczyny z pewnością wystraszyłby ludzi. Zeskoczyłam z dachu wprost do ciemnego zaułka, z którego prędko wybiegłam. Znalazłam się na chodniku, wtapiając się w tłum weszłam do jakiejś galerii.Weszłam do łazienki i obmyłam twarz i ręce spojrzałam w lustro, miałam siniaki na szyi, które powoli znikały, rozczochranie włosy rozpuściłam i przeczesałam pacami, doprowadzając się do w miarę
normalnego wyglądu, weszłam do pierwszego lepszego sklepu odzieżowego. Kupiłam tam dresowe szare spodnie ze ściągaczami, bluzę w tym samym kolorze, t-shirt i trampki, to niewiele jak na taki chłód, ale nie mogłam być rozrzutna, pieniądze musza wystarczyć mi na kilka dni, a może nawet tygodni, na razie nie miałam żadnego ambitnego planu. Po kupieniu i przebraniu się w nowe ciuchy, pozbyłam się uniformu. Przechadzając się ulicą drżałam z chłodu, więc rozglądałam się za jakimś pubem, kiedy w końcu go znalazłam bez wahania weszłam do środka, okazało się, że jest o totalna melina, ale nie miałam sił szukać czegoś innego, schowałam się w koncie, licząc na to, że żaden napalony pijak mnie tu nie znajdzie. Zamówiłam coś do jedzenia i piwo. Po chwili talerz z jedzeniem stał przed moim nosem, łapczywie połykałam wszytko popijając rozcieńczanym piwem. Rozłożyłam się na kanapie próbując się zrelaksować, ale gwar panujący w malinienie pozwalał się na niczym skupić. Zacisnęłam powieki.
- Można? - Usłyszałam głęboki męski głos. Zmuszona lekko otworzyłam oczy, obok mojego przytulnego kącika stał wysokie młody mężczyzna, był przystojnym brunetem o pięknych hipnotyzujących niebieskoszarych oczach, lekki zarost sprawiał, że był jeszcze bardziej pociągający.
Wyprostowałam się i spojrzałam na niego podejrzliwie.
- A jeśli odmówię? - Spytałam.
- Takiej opcji nie przewidziałem. - Uśmiechnął się pociągająco.
- Może pan siadać i tak zmywam się z tej meliny. - Mruknęłam.
- Chwileczkę... Wyglądam aż tak staro?
Przewróciłam oczami.
- Nie miałam tego na myśli...
- Jestem Cyprian. Cyprian Ozera.
- Kate.
- Miło mi.
- Mi też, ale naprawdę muszę już iść.
W zasadzie nie miałam nawet dokąd iść, do przytułku? A może spać jak bezdomna? Cholera, co ja mam robić? Aiden i Alex mnie nienawidzą, Dragon i Elinor... Pewnie już dawno są za granicą, może po prostu oddam się w ręce Camille? Niech mnie zamknie w klatce, albo coś. Bylebym nie musiała cierpieć.
- Kate... - Z zamyślania wybudził mnie głos Cypriana.
- Och, wybacz, odpłynęłam...
On uśmiechnął się tylko.
- Dwa razy whisky z colą i lodem. - Machnął do kelnerki która skinęła w odpowiedzi. - Chłopak usiadł na przeciwko mnie.
- Ja.. Nie piję. - Wymamrotałam.
Wzrok Cypriana spoczął na pustym kuflu od piwa stojącym obok mojej ręki. Chłopak uniósł brwi pytająco.
- Nie ładnie tak kłamać.
- Wybacz, że będę nie miła panie... Ozera, ale jednak lepiej już pójdę, wiem, że jest pan typem pieprzonego podrywacza, jak każdy pieprzony facet na tym świcie, jeśli liczyłeś na to, że będę twoją panienką na jedną noc to się grubo mylisz. - Kelnerka położyła na stole whisky, a ja powoli wstałam.
- Ale po co ta nienawiść panno Kate? Kto cię tak skrzywdził, że masz takie złe zdanie o nas?
Prychnęłam.
- Zaprzecz jeśli chciałeś tylko "pogadać".
Ozera milczał a ja uśmiechnęłam się i wzięłam łyk whisky, resztę wylałam na niego.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zanim to przeczytasz chcę tylko powiedzieć, że chyba wyszłam z wprawy w pisaniu i tak publikując to ośmieszam swoją reputację i pozwalam wam pisać negatywne komentarze bo wiem, że ten rozdział to jakaś pomyłka
----------------------------------------------------------------------------
NIENAWIŚĆ

Po długiej ciszy Steven przylgnął do mnie na znak że mnie nie puści, westchnęłam przeciągle, błagalnie patrząc na Aidena, który zaciskał pięści z taką siłą, że aż mu kostki zbielały. Steven spojrzał na mnie świdrującym wzrokiem przeszywając mnie nim na wylotu, czułam jakby wbijał mi setki małych igiełek w mózg.
- Kate… Chcesz zostać prawda? – Nadal świdrował mnie wzrokiem, chciałam zacisnąć powieki, ale nie mogłam. – Nie potrzebujesz ani Aidena, ani tego drugiego, prawda?
Odwróciłam głowę w stronę Alexa i Aidena, po czym spojrzałam na Stevena.
- Prawda. – Odpowiedziałam wbrew swojej woli. Steven uśmiechnął się z satysfakcją obejmując mnie ramieniem.
- To co panowie nie dobijemy targu?
- Dlaczego to robisz? – Warknął Aiden do Stevena mimo to patrzył na mnie, odwróciłam wzrok speszona, nie wiedziałam co robię, nie chciałam tego. Pragnęłam iść z Aidenem, uciec ot tego pieprzonego życia i być szczęśliwa z kimś na kim mi naprawdę zależy..
- Powiedzmy, że lubię patrzeć jak ludzie cierpią. Żałosna parka odmieńców licząca na to, że za murami miasta zdoła żyć jak normalni ludzi.. – Pokręcił głową posyłając bezczelny uśmiech Aidenowi. Chciałam mu przyłożyć, ale urok który na mnie rzucił nie przestawał działać. – Aiden, myślałem, że jesteś bardziej… rozsądny. Spodziewałbym się po każdym tego że przeleci swoja uczennicę, ale nie po tobie, stary.
Myślałam, że Aiden nie wytrzyma, że rzuci się na Stevena, ale nic takiego nie miało miejsca. Zaskoczyła mnie jednak reakcja Alexa, który kipiał gniewem, uderzył z całej siły pięścią w twarz Stevena, który zachwiał się łapiąc za tył mojej koszuli. Odzyskałam kontrolę nad swoim ciałem. Zaparłam się nogami, a Steven upadł z hukiem na beton z kawałkiem tkaniny w ręce. Alex rzucił się na rywala trzaskając pięściami w każdy centymetr jego twarzy.
- Alex! – Krzyknęłam rzucając mu się na plecy, aby go odciągnąć. Widok zakrwawionej twarzy Stevena przeraził mimo to w głębi duszy wiedziałam, że zasłużył, mimo tego że był zalany krwią z jego twarzy nie schodził cyniczny uśmiech. – Alex, proszę cię, przestań.
- Bronisz go?! – Odwrócił się w moją stronę patrząc głęboko w oczy. Nie wytrzymałam jego ostrego spojrzenia, odwróciłam wzrok.
- Nie chcę, żebyś stał się taki jak on…
Alex pokręcił lekko głową i uśmiechnął się blado.
- Ja już jestem taki jak on skarbie.
Pokręciłam tylko głową. Nie mogłam uwierzyć z jaką łatwością Steven manipulował moim umysłem, w zasadzie nie wiem czy nadal tego nie robi. Cholera jasna skąd on wytrzasnął taką moc? Byłam bezradna. Nie miałam pojęcia co robić, jak uciec, jak się bronić. Steven jest silniejszy niż mi się wydaje. W każdej chwili mogą zjawić się jego kompani a wtedy… nas zniszczą. Spojrzałam na Alexa.
- Wynosimy się stąd… - Mruknęłam.
- Nie dopóki… - Zaczął.
- Dopóki co?! – Przerwałam mu.- Dopóki nie zdeformujesz mu twarzy? I co ci to da? Chcesz żeby jeszcze bardziej się nas uczepili? Tego właśnie chcesz? Proszę bardzo rób jak uważasz, ale mnie w to nie mieszaj…
Ruszyłam, ale on mnie powstrzymał. – Czego?!
- Kate uspokój się.
- Ja mam się uspokoić? Spójrz na siebie! Prawie go zabiłeś! Masz ręce w ludzkiej krwi ! – Krzyczałam na całe gardło, nie wiem dlaczego pojawił się u mnie nagły przypływ agresji, byłam zła, tak cholernie zła na cały świat. Gdybym była człowiekiem, zwykłym śmiertelnikiem, bez pieprzonej mocy, w tej chwili byłbym gdzieś indziej… Byłabym w domu, z rodzicami, i barem normalnym, ŻYJĄCYM bratem. Miałabym przyjaciół, może i nawet chłopaka, piłabym alkohol, paliła papierosy tylko po to by podenerwować moich rodziców, zdenerwować ich tym, ze wróciłam pijana do domu, a nie tym że omal kogoś nie zabiłam nie kontrolując swoich mocy.
Alex patrzył na mnie pustym wzrokiem, nie wiedząc co powiedzieć milczał. Podszedł do nas Aiden, który bezskutecznie próbował pomóc mi wrócić do "normalności".
- Zostaw mnie! - Burknęłam do niego odskakując. - Zostaw! Nie dotykaj!
- Kate co ciebie wstąpiło? - Aiden był równie oszołomiony co Alex.
- Chce zostać sama...- Wycedziłam przez zęby. - Od teraz gram SOLO !
- Porzucasz nas?
- Czego nie zrozumiałeś w słowie "solo"?
Co ja wygaduje? Chwila, wróć. Ja nie chcę. Nie chcę być sama! Nie.. Nie!! Ten dupek nadal ma nade mną władzę. Cholera. Dzięki Bogu może władać tylko tym co mówię i robię. Ale zapomniał że mam mózg! I myślę. Od czasu do czasu. Zacisnęłam wargi patrząc na obydwóch chłopaków. Nogi same niosły mnie w stronę Stevena, który teraz podniósł się i stał oparty o ścianę.
- W porządku jeśli tego chcesz... -Szepnął Aiden. - Jeśli wolisz być sama, działać sama. To idź. Nie zatrzymuje cię.
- Co ty wygadujesz do cholery! - Ryknął Alex. - Sam mówiłeś, ze nigdy jej nie zostawisz! A teraz co? Ta po prostu pozwalasz jej odejść?
- Tak Alex, pozwalam jej odejść.

  • awatar książkoholiczka123: świetne :)
  • awatar Moje życie, Moje wybory.: Pomyłka?? Wiesz co mówisz? To jest zarąbiste. Zawsze dobrze pisałaś i nadal bardzo dobrze piszesz ;)) A skąd to wiem?? Śledze twój blog od bardzo dawna pewnie znasz mnie nawet z jednego bloga o opowiadaniach ;)) Trzymaj tak dalej ;* Czekam na kolejne części ;*
  • awatar Gość: Mam pytanie kiedy dodasz następny rozdział ''Słoneczny wyścig'' ? Bo naprawdę zapowiada się niezłe:) Świetnie piszesz :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
BEZSILNOŚĆ

- Nie! – Wrzasnęłam miotając się jak opętana, przyłożyłam z łokcia ochroniarzowi w twarz i rzuciłam się na Stevena, który ze złośliwym uśmieszkiem złapał mnie za gardło mocno ściskając. – Weź moją.. – Wysapała.
Proces przejmowania mocy jest bolesne, w zasadzie, żeby jakiś odmieniec mógł przejąć moc innego musi go zabić… Myśl, że Steven zabije Aidena mroziła mi krew w żyłam, z furią znów zaczęłam się miotać pogarszając tym swoją sytuację.
- Spokojnie skarbie, przydasz mi się jeszcze.
- Ty pieprzony…
- Ci… Szkoda słuchać takich brzydkich słów z tak pięknych ust… - Puścił mnie po czym skinął do swoich towarzyszy. – Zwiążcie ją, ale dokładnie, bo jest bardzo cwana.
Mrugnął do mnie po czym znów zajął się rozmową z Aidenem. Teraz albo nigdy, teraz albo nigdy, rzuciłam się pędem w jego stronę wskakując mu na plecy, nie przewidziałam, że on był na to przygotowany, złapał mnie za ramiona i rzucił na ziemię, siadając okrakiem obezwładnił mi ręce, wierzgałam nogami próbując go z siebie zwalić. Zbliżył twarz do mojej przyglądając mi się badawczo.
- Nieźle, ale mogłabyś następnym razem nie drzeć się rzucając się na mnie? – Uśmiechnęła się lekko.
Kopnęłam go. Ból w udzie był nie do zniesienia, głęboko rana nadal krwawiła.
- Oszczędzaj się. Jeszcze się nakrzyczysz jak twój kochaś tu przyjdzie. – Pogładził dłonią mój policzek.
- Nie waż się go tknąć ! – Warknęłam znów próbując się wyswobodzić z jego uścisku. – Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz? Weź moją moc.. !
Przekręcił lekko głową patrząc na mnie, po chwili uśmiechnął się do mnie uwodzicielsko.
- Nie, taka strategia mi się nie podoba, wole mieć moc neonu i przy okazji ciebie.
- Zaraz się z rzygam…
- Rzeczywiście pobladłaś… - Powiedział to z udawaną litością. Powoli wstał ciągnąc mnie za sobą, złapał za kołnierz mojej koszuli zabierając mnie do dużego terenowego samochodu, usadowił mnie na tylnim siedzeniu obok jednego z ochroniarzy, tego któremu chwilę wcześniej przyłożyłam z łokcia, miał zaczerwieniony nos. – Opatrz jej nogę. Będę na zewnątrz na czatach… A ty.. – Spojrzał na mnie. – Nie wariuj, bo będę zmuszony cię zastrzelić.
Pokiwałam energicznie głową, chyba mnie nie znasz myśląc że się poddam. Camille namąciła mu w głowie, musze za wszelką cenę dowiedzieć się co mu zrobiła, pranie mózgu? Ochroniarz, spojrzał na moją ranę po czym wyją nożyce i rozciął nogawkę moich spodni. Zaczął starannie bandażować ranę.
- Liczę na nowe spodnie. Stary nie wiesz ile człowiek musi się nagimnastykować, żeby je zdobyć.– Mruknęłam uszczypliwie kiedy skończył.
- Jasne kwiatuszku i co jeszcze? Z zażaleniami do szefa.
Przewróciłam oczami.
- To przepuść mnie do niego !! – Przepchałam się obok mężczyzny wypadając przez drzwi na Stevena. – Cholera jasna !
- Co znowu… Kolejna ucieczka?
- Nie.. – Mruknęłam stawając przed nim. Żądam nowych spodni, twój łosiowaty kolega pociął moje !
- To odetnij druga nogawkę i będą spodenki. – Westchnął .
- Dawaj nowe spodnie, albo znowu będziesz musiał biegać za mną po całym mieście. – Zagroziłam.
- Dobra… - Westchnął złapał mnie za przedramię i pociągnął za sobą na tył samochodu, z bagażnika wyjął parę nowych spodni w rozmiarze S, który i tak był na mnie za duży. – Proszę… Jeszcze jakieś życzenia?
- Gdzie mogę się przebrać.
- Tu.
- Chyba cię pogięło ! – Fuknęłam. – Nie ma mowy…
- Już nie udawaj takiej wstydliwej. – Zbliżył się do mnie.
- Debil…
- Powiem chłopakom żeby tu nie łazili, a ty się przebierzesz…
- Nareszcie prywatność…
- Myślisz, że spuszczę cię z oka po tym co odstawiałaś?
Dobrze, ze było ciemno, bo spiekłam burka.
- Kiedy Aiden przyjdzie? – Zagadałam, ściągając z siebie pocięte spodnie.
- Wkrótce.
- Dlaczego to robisz??
- Co?
Przewróciłam oczami, ubrałam się w parę nowych spodni i czekałam aż Steven odstawi mnie z powrotem do samochodu.
- Nie rozumiem o co ci chodzi… Byłeś taki uroczy, a teraz zachowujesz się jak bałwan. – Stwierdziłam patrząc na jego kamienną twarz.
- Też byś była taka jak ja… Gdybyś nie zwiała. – Warknął. – Camille po waszej ucieczce omal mnie nie zabiła, wiesz dlaczego? Bo cię znałem, była pewna, że zdradziłaś mi plan ucieczki rozumiesz? Zaprzeczałem, bo naprawdę nic nie wiedziałem, ale ona mi nie wierzyła. W ciągu tych dwóch pieprzonych dni robiła wszystko by wydusić ze mnie prawdę w końcu gdy dotarło do niej, że od początku mówiłem szczerze, zostawiła mnie w spokoju, tylko po to by potem połowę uczniów zamienić w potwory, opracowali jakąś miksturę, która wyczyszcza z odmieńców wszystko co dobre, rozwija w nich umiejętności bitewne. Po tym jak wstrzyknęła to prawie wszystkich podzieliła nas na grupy i na każdym centymetrze granicy poustawiała żołnierzy. Śmieszne jest to że zrobiła to tylko na was, dla pieprzonej grupki odmieńców z lepszymi mocami…
- Lepszymi? – Tylko tyle potrafiłam z siebie wydukać.
- Nigdy nie zauważyłaś, że łatwo ci wszystko opanować? Że lepiej władasz mocami niż inni?
Zawsze miałam problem z władaniem mocami, nie potrafiłam z nich korzystać do pewnego momentu, teraz jest mi łatwiej, lepiej radze sobie z walkami, celowaniem, ale nigdy nie brałam tego do siebie jako coś lepszego. Uważałam, że jestem tak samo „zdolna” jak inni na moim poziomie.
- Nie.. Steven… Naprawdę mi przykro…
- Przykro ci? – Spojrzał na mnie takim wzrokiem, że miałam ochotę zwiać. – Myślisz, że tymi słowami wszystko mi zrekompensujesz?
Prychnął, złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą, pchnął mnie z całej siły w kąt, a jego towarzysze rzucili się na mnie z grubą liną, którą związali mi ręce i nogi. Nie stawiałam oporu, bo i tak wiedziałam, że jestem na straconej pozycji, muszę wymyślić plan… Plan jak odciągnąć stąd Aidena.


Minuty mijały a w mojej głowie nie narodził się ani jeden pomysł, gapiłam się na Stevena, który znów przybrał kamienny wyraz twarzy, w ręku trzymał karabin maszynowy co jeszcze bardziej wzbudziło mój niepokój. Znów miałam ochotę się na niego rzucić, ale i tak nic by to nie dało, dobra może tyle, że wykręciłby mi ręce, albo połamał nogi. Patrzyłam na jego ręce pokryte tatuażami głównie przykuła moja uwagę czaszka z czarnymi oczodołami, wzdrygnęłam się. Ciekawe czemu sobie ją wytatuował, nie pasowała mi do niego. Niespodziewanie Steven odwrócił się w moją stronę, podszedł do mnie i złapał mnie za kołnierz koszuli ciągnąc za sobą.
- Chodź skarbie, wychodzi na to, że mamy gości.
Zaprowadził mnie pod terenówkę, nim się obejrzałam pojawił się Aiden, ale nie był sam tuż obok niego dziarsko kroczył Alex., ze zdumieniem się w nich wpatrywałam, kiedy mnie zauważył jego twarz zalała fala złości, może dla tego, że byłam cała we krwi, Steven kurczowo trzymał moje ramię w jego drugiej ręce połyskiwała broń, bałam się, trudno było rozszyfrować co się stanie. Obok nas pojawili się ochroniarze, cała banda Stevena. Aiden staną przed nami nie spuszczając wzroku ze mnie.
- Przyszedłem… Teraz ją puść.
- Nie uważasz, że taka transakcja jest… nudna?
Widziałam jak Aiden zaciska zęby..
- Była umowa, moja moc w zamian za Kate.
Steven wzruszył ramionami.
- Ale ona nigdzie nie idzie… Prawda skarbie? – Ostatnie zdanie szepnął mi do ucha, ale na tyle głośno by i oni usłyszeli.
 

 
GRANICA

Miałam ochotę uciec… Ale nie za granicę, uciec od tego co ma się stać, bałam się, czułam, że ktoś będzie cierpieć, że komuś z nas nie wyjdzie. Że złapią któregoś z nas i zabiją. Drżałam , nawet słowa otuchy Alexa nie poprawiły mi humoru, nadal uważałam, że jest skończonym palantem, nie wartym mojego czasu. Cała nasza piątka siedziała w salonie gapiąc się tępo w okno i oczekując zmierzchu. Instynktownie ścisnęłam dłoń Aidena, który uśmiechnął się do mnie pocieszająco. Zaczęło mnie mdlić.
Stałam na zewnątrz i pozbywałam się ochoty zwymiotowana na chodnik. Elinor podbiegłam do mnie wesołym krokiem i przytuliła mnie mocno.
- Widzimy się później. – Szepnęłam wsuwając mi w rękę krótkofalówkę. – Gdyby się coś działo… Na wszelki wypadek.
Uśmiechnęła się. Odwzajemniłam uśmiech. Ona i Dragon pójdą razem, ja idę z Aidenem i Alenem. Czekałam na nich z zniecierpliwieniem tupiąc trampkiem o chodnik pokryty lodem. Mam szansę zaszyć się w kanale i siedzieć tam do usranej śmierci, tak to lepszy plan Kate o wiele lepszy, przynajmniej oprócz ciebie nikt nie ryzykuje życiem ! W końcu moście panowie postanowili uraczyć mnie swoją obecnością, Alex zmierzył mnie wzrokiem.
- Wyglądasz fatalnie. –Stwierdził.
- Dzięki. – Mruknęłam i wolnym krokiem ruszyłam do celu.
- Ej laluniu jedziemy samochodem ! – Wydarł się na mnie.
Odwróciłam się posyłając mu wredne spojrzenie „Jeszcze chwila a cię uduszę”. Podeszłam do nich, wsiedliśmy do ciemnego BMW, siedziałam z tyłu obok Alexa, któremu jakoś nie chciało się siedzieć z przodu z Aidenem, gapiłam się w lusterko w którym odbijała się twarz Aidena, był strasznie spięty widziałam to, nerwowo pukał palcami o kierownicę. On sam wiedział, ze ryzykujemy.
- Hej! Na Spanstreet znaleźliśmy grupę ochroniarz, pięcioro akurat dla nas. Przybywajcie szybko ! – Usłyszałam wesoły głos Elinor , który lekko zakłócało trzeszczenie.
- Już jedziemy. – Opowiedziałam.
Oparłam podbródek o oparcie przedniego fotela i szepnęłam cicho do ucha Aidena, który z zamyśleniem patrzył się na drogę.
- Spanstreet proszę pana. – Uśmiechnęłam się.
Pokiwał lekko głową i skręciło ostro w prawo, zarzuciło mną i dziwnym trafem wylądowałam na kolanach Alexa, który objął mnie mocno w tali przytrzymując.
- Aiden twoja dziewczyna na mnie leci… - Zaczął mnie łaskotać, a ja mimo woli zaczęłam rechotać jak głupia próbując złapać oddech i uciec od niego. Wgramoliłam się na siedzenie i odepchnęłam go brudnym trampkiem brudząc mu koszulkę.
- Będziesz to prałam.
„Jasne, o ile przeżyje.” – Chciałam odpowiedzieć, ale ugryzłam się w język i przewróciłam tylko oczami.


Szliśmy wąską ulicą według instrukcji Elinor, która trajkotała jak katarynka. Widok jaki zastaliśmy na miejscu mnie nie dziwił, wokół leżało pięć ciał mężczyzn, najwyraźniej poskręcali im karki, albo zastrzelili mocami, nie było ani kropli krwi. Dwóch ochroniarzy leżało w samych bokserkach, najwyraźniej Elinor i Dragon już się przebrali.
- Dalej nie mamy czasu. – Burknęła Elinor.
- Ja go nie dotknę ! – Zapowiedziałam odsuwając się od zwłok.
- To tylko mały słodki truposzek.. Pomyśl, że to Aiden !
Zaczerwieniłam się.
- No, ale…
- Nie marudź. – Huknęła na mnie.
- Dobra.
Zaczęłam rozbierać tego faceta czułam się niezręcznie ściągając z niego spodnie.
- Boże, przecież ja się w tym utopię. – Przyłożyłam szerokie workowate spodnie do swoich bioder.
- Weź to. – Aiden podał mi ubranie gościa leżącego obok, strój był o wiele mniejszy.
Uśmiechnęłam się do niego w podziękowaniu.
- Gdzie mam się przebrać?- Spytałam.
- Tu.
- Przy was?
- Ja i Dragon sobie poradziliśmy.
Posłałam jej spojrzenie typu „Serio?’. Przewróciła oczami.
- To cię zasłonię… - Podeszła do mnie i pchnęła mnie w kąt zasłaniając sobą. – Pośpiesz się, bycie zasłoną niezbyt mi odpowiada.
Odwróciłam do niej tyłkiem i ściągnęłam z siebie koszulkę wciągając szybko koszulę ochroniarza, był mróz a ja balansowałam w samym staniku, super. Ściągnęłam jeansy i założyłam spodnie moro. Na nogi zamiast trampek włożyłam ciężkie glano podobne buciory. Przepchałam się obok Elinor udającej zasłonę i spojrzałam na nią. W pasie zapięłam sobie czarny skórzany pas, żeby wyglądać choć trochę seksownej. Włosy splotłam w warkocz i schowałam pod koszulą, na głowę założyłam czapkę.
- I jak wygląda?
- Jak seksowny facet. – Zamruczała Elinor.
- Dzięki. – Mruknęłam. – Miejmy nadzieję, ze się nie skapną. Ja się pytam dlaczego kobietonie mogą być ochroniarzami ?! Głupie prawo. – Zaryłam butem w chodnik.
- No no… Chyba mam ochotę na seksowną strażniczkę. – Usłyszałam głos Alexa, który też już się przebrał. Zbliżał się do mnie, chwyciłam broń dyndającą z mojego paska i przyłożyłam mu lufę do klatki piersiowej.
- Ani kroku dalej.
- U… Odłóż to bo zrobisz sobie krzywdę, kotku.
- Alex daj jej spokój. – Burknął Dragon.
- Chyba mogę od czasu do czasu poflirtować.. Wiem, że jesteś zazdrosny, ale no wiesz.. Ona ma. – Uniósł dłonie do swojej klatki piersiowej nakreślając nimi kształt kobiecych piersi.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem łącznie ze mną. Wiedziałam, że chcą rozluźnić trochę atmosferę wszyscy się stresowali, teraz pozostało nam tylko przedrzeć się przez granicę. Podzieliliśmy się na grupy, Dziewczyny osobno, faceci osobno. Wolnym korkiem szłam z Elinor udawając, ze patrolujemy teren. Do granicy zostało nam zaledwie pół kilometra. Ściskałam w dłoni kurczowo karabin. Mijałyśmy ludzi idąc chodnikiem, milczałyśmy. Z trudem powstrzymywałam się aby nie wyjąc za koszuli warkocza który gryzł mnie w plecy. Wstrzymałam oddech widząc kilku ochroniarzy stojących na baczność przy granicy, zasłoniłam usta i nos kominiarką, było widać tylko moje oczu. Miałam nadzieję, że bez problemu przepuszczą nas na drugą stronę… Kogo ja oszukuję.. Rozstrzelają nas na miejscu. Zatrzymali nas.
- A wy dokąd? – Spytał jeden z nich. Spojrzałam na niego i omal nie padłam na serce widząc Stevena. Spojrzałam mu w oczy, były puste, żadnego znajomego błysku, który zawsze mu towarzyszył. Zmierzył mnie lodowatym wzrokiem.
- Za granicę. – Elinor próbowała udawać męski głos i wychodziło jej to całkiem nie źle. – Wezwali nas.
- Po co?
- Jakaś tajna misja…
- Mhm..- Pokiwał głową. – Dlaczego akurat was?
- Bo jesteśmy lepsze… sii… - W porę się poprawiła.
Parsknął śmiechem.
- Jasne.. Takie wywłoki? Spójrzcie na siebie wyglądacie jak baby. – Mruknął.
- To nie znaczy, ze możesz nas nazywać babami ! – Warknęła. – Na pewno jestem bardziej męska od ciebie gnojku !
Elinor wróciła do swojego normalnego tonu z trudem powstrzymałam ją przed rzuceniem się na Stevena.
- No no… Panowie chodźcie mamy panienkę. – Zwrócił się do towarzyszy.- A ty?
Spojrzał na mnie i zbliżył się, chciałam się odsunąć, ale złapał mnie kurczowo za nadgarstek. Zerwał z mojej głowy czapkę. Na jego twarzy pojawił się szok, o czym znów wrócił surowy wyraz. Cisnął mną o ścianę, po czym rzucił się na mnie przygniatając ciałem, przycisnął przedramię do mojego gardła dusząc mnie.
Słyszałam krzyki Elinor na którą rzucili się pozostali, próbowałam odepchnąć go od siebie, ale napierał na mnie jeszcze bardziej.
- Myślałaś, że ci się to upiecze? – Warknął. – Uciekłaś, zostawiłaś mnie samego. Myślałem, że mogę ci ufać… Okazałaś się taką samą suką jak wszystkie.
Łapczywie starałam się złapać oddech.
- Mogłeś uciec.. z nami.
Pokręcił głową.
- No i popatrz jak to się skoczyło… Camille przy odrobinie szczęścia cię zabije, ale zrobi z tobą to co ze mną i resztą.
Patrzyłam na niego ze zdziwieniem. Był inny. Zachowywał się jak potwór bez uczuć.
- Co ona ci zrobiła?
- Nie udawaj, że cię to obchodzi… - Burknął.
Nagle podbiegł do nas jeden z ochroniarzy.
- Uciekła. – Wysapał.
- To złapcie ją. – Warknął. – Już !
- Zostaw ją w spokoju… - Sapałam.
Lekko rozluźnił uścisk, a ja łapczywie zaciągnęłam się powietrzem.
- Mów gdzie reszta….
Pokręciłam głową.
Złapał mnie za szyję uniósł bez problemu i uderzył mną z całej siły o ścianę. Wydałam z siebie stłumiony krzyk.
- Gdzie się umówiliście!? – Ryknął na mnie.
Milczałam, jak grób. Nie wydam ich. Nie zrobię tego. Wole umrzeć…
- Nudzi mnie to…
Puścił mnie. Opadłam na ziemię.
- Zabierzcie ją. – Machnął ręką do tamtych.
Podeszli do mnie, i złapali za ręce. Wtedy ja zatopiłam zęby w jednym z podnoszących mnie ramion, usłyszałam krzyk, zaczęłam się wyrywać, ale drugi ochroniarz nie chciał mnie puścić, miotałam się, kopała, a nawet chciałam go również ugryźć, ale bezskutecznie.
- Kate… Kate jesteś !? – Usłyszałam dźwięk krótkofalówki.
Steven zatrzymał się w pół kroku, słysząc głos Aidena z złośliwym uśmieszkiem podszedł do mnie, a ja bez wahania kopnęłam go w nos. Ochroniarz objął mnie od tyłu rękami zamykając w mocnym uścisku. Steven zaczął przeszukiwać mnie od góry do dołu, kiedy w końcu znalazł to czego chciał odsunął się ode mnie lekko, patrząc mi w oczy.
- Zrobisz to o co cię poproszę, inaczej zabije was wszystkich. – Szepnął. – Powiedz mu, że zabłądziłaś. I że potrzebujesz wskazówek jak dotrzeć do waszej „kryjówki”.
Nie zrobię tego. On ich zabije, zabije Aidena, Alexa, Elinor i Dragona. Nie pozwolę na to. Unikając jego wzroku udawałam, ze się zastanawiam. Wolę, żeby zabił tylko mnie. Pokiwałam głową.
- Obiecujesz, że ich nie skrzywdzisz? – Spytałam. Jasne, że ich powyrzyna jak psy.
- Słowo honoru.
- Dobra zrobię to. – Steven podsunął mi krótkofalówkę po nos. – Aiden..
Spojrzałam na Stevena.
- Uciekajcie! Nie czekajcie na mnie, nie szukajcie mnie, po prostu zapomnijcie! – Wyplułam z siebie słowa z szybkością karabinu maszynowego.
- Cholera. – Wrzasnął Steven. – Twoja dusza pieprzonej buntowniczki znów się odzywa co?
- Kate, gdzie jesteś? Co się dzieje? Kate! – Słyszałam błagalny ton Aidena.
- Spokojnie kochasiu jest ze mną. – Mruknął Steven do urządzenia. – Póki co jest cała. Ale radze ci się śpieszyć, bo długo to nie potrwa…
Skinął do faceta który mnie trzymał, a on z pasa wyjął błyszczący przedmiot. Nóż. Wbił mi go w udo, a ja wydałam z siebie krzyk, tak głośny i donośny, ze prawdopodobnie całe miasto mnie słyszało. Po policzkach płynęły mi łzy.
- Nie dotykaj jej ! – Krzyczał Aiden. – Gdzie jesteś? Co mam zrobić, żebyś ja zostawił?
- Lubię się targować… - Mruknął. – Ale dla starego kumpla, zniżka.
- Ona nie jest rzeczą.
- Jest moją kartą do awansu… No wiesz, wszyscy was szukają, a zwłaszcza jej. Camille wpadła w furię, gdy dotarły do niej wieści o waszej ucieczce. Przysięgła, że ten kto Przyprowadzi ją, żywą, zostanie jej wspólnikiem… Czyż to nie piękna posada?
Robiło mi się słabo, krew ciekła po mojej nodze, tworząc kałuże wokół mnie i ochroniarza.
- Ale jest coś czego pragnę bardziej od awansu.
- Co?
- Twojej mocy…
 

 
BLISKOŚĆ

- Wybaczcie, że przeszkadzam, ale Aiden przydałoby się iść na zwiady… - Zza pleców Aidena wyłonił się Dragon.
- Racja.
- Mogę iść z wami? – Wtrąciłam.
- Nie. Poradzimy sobie sami. – Uśmiechnął się delikatnie do mnie. – Zostań z Elinor.
- Bierzecie Alexa?
- Znając życie, nie pójdzie.. – Mruknął Dragon.
- Ładnie to tak ludzi na balkonie obgadywać?- Spytał Alex oparty o futrynę w drzwiach.
- Nie jesteś człowiekiem. – Mruknęłam.
- A propos… Jasne, że pójdę z wami na dziwki.. – Uśmiechnął się do mnie kusząco.
- Nie na dziwki tylko na zwiady idioto. Musimy wiedzieć na jakim etapie poszukiwań są, nie będziemy biegać po barach, wszędzie są nasze zdjęcia, mogą nas rozpoznać. – Mruknął Dragon.


Stałam przy wyjściu, przytuliłam, na pożegnanie Aidena.
- Uważaj na siebie. – Wymamrotałam i cmoknęłam go w policzek. Aiden uśmiechnął się i wyszedł na klatkę schodową.
- Ja też chcę. – Obok mnie pojawił się Alex.
- Lewy czy prawy?
- Obydwa – Uśmiechnął się nastawiając prawy policzek. – Czekam skarbie.
Spoliczkowałam go.
- Proszę cię kochanie, to co lewy też?
- Obejdzie się. – Mruknął rozmasowując policzek.
Zbliżał się wieczór wraz z Elinor usadowiłyśmy się w salonie. Ona na kanapie, a ja na wygodnym skórzanym fotelu.
- Elinor… - Usiadłam po turecku.
- Co jest?- Zaczęła skakać po kanałach w telewizorze.
- Aiden… - Mruknęłam.
- On cię kocha. – Uśmiechnęła się do mnie.
Przeszedł mnie dreszcz spojrzałam jej prosto w oczy.
- Bredzisz…
- Nie widzisz jak na ciebie patrzy? Nigdy na nikogo tak się nie jopił! Z resztą Alexowi też nieźle w głowie namąciłaś. Biegają za tobą jak tresowane pieski ! Powiedz mi jak ty to robisz? Mojego Dragusiowi też przydałoby się szkolenie.
- Dragusiowi? – Uniosłam brwi. – Weź ty kobieto znajdź mu jakieś inne przezwisko Na przykład… cukiereczek ! O albo Toffik ! – Wybuchłyśmy śmiechem.
- A może muffinka co?
Potem przez prawie cały wieczór oglądałyśmy horrory, romanse i komedie. Dopóki Elinor nie usnęła było ok. Ale kiedy nie miałam do kogo gęby otworzyć powieki zaczęły mi ciążyć, po czym pogrążyłam się w błogim śnie.


Obudził mnie chłodny dotyk czyjś ust na mojej szyi, nie otwierałam oczy i delektowałam się chwilą. Usta delikatnie pieściły moją szyję, policzki. Przeszył mnie przyjemny dreszcz.
- Aiden, przestań gadaliśmy już o tym… - Wymamrotałam sennie, lekko rozciągając się jak kot na fotelu.
Powoli otworzyłam oczy i przed sobą ujrzałam Alexa, był uśmiechnięty wpatrywał się we mnie z satysfakcją. Wrzasnęłam. Napierałam na oparcie plecami z nadzieją, że może uda mi się przeniknąć przez fotel.
-Dzień Dobry skarbie.
- Idiota. – Rzuciłam.
- Podobało ci się to – Mruknął. – Nie rozumiem kobiet… Witasz ją pocałunkami źle, jesteś wredny też źle. Kobieto czego ty pragniesz?
-Spokoju. Coś ty się tak na mnie napalił co? Nie masz nikogo innego do dręczenia?
- Wszystkie inne już dawno mi uległy… Tylko jeszcze została taka blond złośnica – Zmierzył mnie wzrokiem.
- Gdzie reszta? – Spytałam rozglądając się, na kanapie nie było nawet Elinor.
- Na dziwkach. – Uśmiechnął się.
- A na poważnie?
- Elinor i Dragon siedzą w jego pokoju, mówili że idą spać, ale ja w to nie wierzę. – Uniósł brwi kusząco. Aiden śpi u was.
- I dowiedzieliście się czegoś konkretnego?
- Tak ja podejrzewaliśmy myślą, że jesteśmy za granicą, ale mimo to nie mamy zbyt wiele czasu… Granice są obstawione nie da rady się przedrzeć.
Siedzieliśmy chwilę w milczeniu, ten czas wystarczył mi by obmyślić plan jak przejść przez granic.
- Jeśli wyjedziemy z kraju będziemy mieć święty spokój? – Chciałam się upewnić.
Pokiwał głową.
Na mojej twarzy pojawił się diaboliczny uśmieszek.


Leżałam obok niego, podekscytowana myślą, że w końcu będę wolna nie mogłam zasnąć. Patrzyłam na jego piękną twarz naświetloną księżycowym światłem. Jego rysy były o wiele delikatniejsze niż normalnie, przeczesałam dłonią jego ciemne gęste włosy. Myśl, że jest szansa, dała mi nadzieję, wierzę, że mój plan się powiedzie i cała nasza piąta będzie mogła w końcu żyć normalnie. A ja… A ja będę mogła być z nim. Właśnie tego chcę. Być kochaną i kochać jak człowiek, a nie potwór na którego widok wszyscy uciekają. Aiden powoli otworzył oczy patrząc na mnie uśmiechnął się.
- Nie śpisz?- Zapytał cicho.
W odpowiedzi pokręciłam głową.
- Patrzysz na mnie jak na boskiego zbawiciela. O co chodzi?
- Granice są obstawione?
Pokiwał głową.
- Mam plan jak przez nie przebrnąć…
- Nie wystarczy mieć plan, myślisz, że nie chciałem wyjechać? Granice były obstawione już wcześniej, ale teraz jest jeszcze gorzej. Wątpię, czy masz tak genialny plan żeby się przedrzeć.
- Założysz się? – Uniosłam brwi uśmiechając się.
- Słucham.


Przedstawiłam Aidenowi mój plan, zaakceptował go, niestety jest on ryzykowny, musimy być ostrożni, czujni… Przy śniadaniu przedstawiliśmy reszcie drużyny wieści postanowiliśmy wyruszyć o zmroku, wtedy będzie ich nieco mniej. Do zmroku została jeszcze wiele czasu, ubrałam się w jeansy i ciepły sweter. Siedziałam na łóżku gapiąc się tępo w ścianę, a co jeśli nas złapią i zabiją? Wtedy będzie to moja wina… Mój pomysł, moja wina.
- O czym myślisz? – Spytał Alex stojąc w drzwiach.
- O tobie… Jak wyglądasz bez koszulki. – Burknęłam.
- Mama rozwiać wątpliwości? – Spytał i złapał za rąbek koszulki.
- Nie ! – Zatrzymałam go. – Daj mi pofantazjować.
Zatrzepotałam rzęsami jak te wszytki lalunie w filmach.
- A tak poważnie to co cię gnębi?
- Boję się… - szepnęłam.
---------------------------------------------------------------------------------
Znów długa przerwa (kolejny kopas w dupas dla mnie). Przepraszam z całego serduszka : * Wczoraj były walentynki z kim je spędziliście? Ja w najlepszym towarzystwie. W głównej roli: gorąca herbatka<3 Drugoplanowe role: Aiden, Alex, Steven oraz Dragon : ) (Forever Alone XC).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
IMPREZA

Ubrałam się w obcisłe ciemne jeansy, białą bokserkę i czarną skórzaną kurtkę, włosy rozpuściłam, była 3 w nocy, a im zachciało się imprezy, śmieszne, ale cóż. Nie wierzyłam nawet w to że jakikolwiek klub był jeszcze otwarty, idąc ulicą muzyka dudniła mi w uszach, szłam obok Aidena, oprócz Elinor jeszcze był Dragon, który wesoło przekomarzał się z nią, nieśmiało nawet przyznam że pasują do siebie. Aiden był ubrany prawie identycznie jak ja, co nie było planowane. Aiden wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego.
- Ty palisz? – Spytałam patrząc na niego lekko zdziwiona.
- Okazyjnie. – Uśmiechnął się trzymając papierosa zębami.
Wyjęłam mu go z buzi i sama się zaciągnęłam.
- Ty palisz? – Spytał Aiden.
- Okazyjnie.
Wyszczerzyłam zęby, a on zaczął się śmiać.. Przed tym jak mnie złapali zdarzało mi się zapalić głownie dlatego, że Damien często palił, nie dziwiłam mu się, wszystko było na jego barkach, nie miałam mu tego za złe.
Weszliśmy do jednego z klubów gdzie panował mniejszy tłok, usadowiłam się przy barze razem z Elinor zamówiłyśmy drinki, a chłopacy piwo.
Sączyłam wódkę z sokiem rozglądając się po klubie. Dragon i Elinor zniknęli gdzieś na parkiecie, zostałam sama z Aidenem. On wypił piwo do końca i uśmiechnął się do mnie wskazując głową na parkiet. Pokręciłam głową. Zmarszczył brwi. U podszedł do mnie obejmując mnie wokół pasa.
- No dalej. – Mruczał mi do ucha.
- Nie umiem tańczyć.
- Mam cię zabrać tam siłą?
- Ale…
- Żadnego ale. – Wziął mnie na ręce i zaniósł na środek parkietu, postawił mnie na przeciwko siebie i O IRONIO dlaczego w takich monetach zawsze lecą wolne kawałki? Objęłam go wokół szyi kołysając się lekko w rytm muzyki. Przytuliłam się do niego, a on objął mnie mocniej, był ode mnie wyższy więc nie było mowy o tym żebym spojrzała mu w oczy.
- Jestem strasznie niska.. – Wymamrotałam.
- Jest w tym zaleta.
- Jaka?
- Możesz słuchać mojego serca, które bije dla ciebie.
Uniosłam raptownie głowę zaskoczona wpatrując się w jego twarz.
- Jesteś pijany. – Rzuciłam.
- Po jednym piwie?
- Tak.
- Wmawiasz to sobie. – Mruczał mi do włosów.


Trzy drinki później przyjemnie szumiało mi w głowie, Aiden też był już lekko wstawiony. Zapomniałam o wszystkim o ucieczce, o tym co powiedział mi wcześniej Aiden, było mi wszystko jedno. Jednak miałam jeszcze trochę oleju w głowie i udało mi się namówić Aidena na powrót do mieszkania, Elnior i Dragon zostali w klubie. Trzymałam chłopaka kurczowo za ramię żeby nie poślizgnął się na chodniku, sama miałam problem z utrzymaniem równowagi, ale starałam się tego nie okazywać, było mroźno, na zewnątrz powoli zaczęło się rozjaśniać, a ulicami jeździło coraz więcej samochodów, przechodziliśmy obok ciemnych zaułków i nagle zwaliły się na mnie wszystkie wspomnienia, poczułam ukłucie żalu, myślałam o Damienie, wątpię czy byłby ze mnie dumny, zawiodłam i jego i Stevena. Chłodne powietrze nieco mnie orzeźwiło i sprowadziło do normalności. Nie mogłam się powstrzymać, żeby nie pobrać mocy chodź z jednego neonu. Podładowana na max ciągnęłam za sobą Aidena, który chyba też zdążył wytrzeźwieć. Weszłam do mieszkania. Aiden od razu udał się do naszego pokoju, a ja zrobiłam sobie herbaty i usiadłam na kanapie w salonie, siedziałam w półmroku i włączyłam telewizję. Była siódma rano i zaczynały się wiadomości. Z ciekawością przysłuchiwałam się reporterce.
- W noc z poniedziałku na wtorek z siedziby OLPZ uciekła piątka „nadnaturalnych”. - Na ekranie widniał widok z kamery przy wyjściu, było widać jak ja i Elinor z zimną krwią zabijamy ochroniarzy. – Aktualnie trwa śledztwo, ale władza udało się ustalić tożsamość zbiegów.
Na ekranie w tabletce pojawiły się nasze zdjęcia imiona i nazwiska.
- Jeśli ktoś widział, lub wie gdzie mogą się oni znajdować prosimy o kontakt na naszą infolinię. Władze proszą o szczególną ostrożność, to już nie są zwykli żołnierze, to potwory, które nie zawahają się skręcić karku nikomu.
Przeszły mnie dreszcze. Potwory? Zdenerwowana wyłączyłam telewizor.
- No i co? Warto było uciekać? – Usłyszałam głos Alexa, który siedział w kącie na fotelu.
Podskoczyłam.
- Jasna cholera! Jak długo tu jesteś?
- Cały czas. – Uśmiechnął się lekko, nie przyjaźnie.
- Po co uciekałeś skoro teraz to wypominasz?
- A czemu miałbym nie uciec?
- Jesteś idiotą. – Warknęłam i zerwałam się z kanapy, ruszyłam w stronę pokoju.
- Stój.
- Chrzań się. – Mruknęłam i weszłam do sypialni.
W środku panował pół mrok, na dość dużym łóżku leżał Aiden pogrążony we śnie. Po cichu ściągnęłam z siebie jeansy, kurtkę i bluzkę i założyłam na siebie luźną t-shirt który znalazłam w szafie, podejrzewam że należy on do Aidena, wślizgnęłam się pod kołdrę po cichu tak, żeby go nie obudzić. Omal nie zeszłam na zawał jak oplótł mnie ramionami i przyciągnął do siebie mamrocząc coś przez sen.


Obudziłam się o dwunastej, Aidena już nie było powoli zwlekłam się z łóżka i wyszłam z pokoju. W salonie unosił się zapach świeżej jajecznicy, podążałam za wonią, która doprowadziła mnie do kuchni. Aiden w samych bokserkach stał przy patelni mieszając jajka.
- Wszyscy śpią? – Spytałam sennie przeciągając się w progu.
- Nie wszyscy. – Uśmiechnął się. – Głodna?
- Jak wilk. – Usiadłam przy stole opierając łokcie o blat wpatrywałam się w chłopaka. – Mam do ciebie pewne pytanie…
- Tak?
- Czy ty spisz z misiem? – Wypaliłam chichocząc.
- Czemu niby? – Spytał z udawaną urazą.
- Bo w nocy ściskałeś mnie tak, że prawie mi oczy wypłynęły.
- Moja wina, że ciągnę do tego co miękkie i ciepłe?
- Ciesz się, że masz ładną twarz w innym wypadku bym ci przywaliła. – Uśmiechnęłam się lekko.
Do śniadania dołączyła również Elinor oraz Dragon, Alexa nie było mimo to postanowiłam podzielić się z nimi wiadomościami, które obejrzałam prze snem.
- A ładnie chociaż wyszłam na zdjęciu? – Spytałam Elinor pochłaniając jajecznicę.
- Serio przejmujesz się tym, że źle wyszłaś? – Dragon lekko ją szturchnął, po czym zbliżył się do niej i szepnął jej coś do ucha, dziewczyna zachichotała.
- Możecie nie ślinić się do siebie chociaż przy śniadaniu… obiedzie. – Mruknął Aiden z udawanym zdenerwowaniem. – Ja i Kate jakoś się powstrzymujemy.
- Ejj.. – Uderzyłam go w ramię.
- Widzicie nie mogę się od niej odgonić. – Zaśmiał się.
Reszta też wybuchła śmiechem więc pozostało mi zrobienie tego samego.
Kiedy wszyscy zjedli zaczęłam sprzątać w kuchni zostałam znowu sama z Aidenem, który bacznie mi się przyglądał. Włożyłam naczynia do zmywarki i włączyłam ją.
- No co? – Spytałam nieco skrępowana, byłam tylko w koszulce i majtkach, a on patrzył na mnie non stop. Oparłam się o blat również się na niego gapiąc.
- Nicc nicc…
- Bo pomyśle, że jesteś jakimś zboczeńcem.
- Bo jestem. – Uśmiechnął się ironicznie.
- A ja spałam z tobą w jednym łóżku.. - Mruknęłam.
Aiden zapalił papierosa, a do kuchni wszedł Alex. Widząc go zemdliło mnie, więc ruszyłam do wyjścia. Minęłam się z nim nawet na niego nie patrząc nie będę się oszukiwać nienawidzę Alexa nawet fakt że mi pomógł nie usprawiedliwia go, jest palantem, totalnym palantem. On złapał mnie za przedramię zatrzymując.
- Ładnie co w tej koszulce. – Szepnął mi do ucha, tak cicho żebym tylko ja usłyszała.
Wyrwałam mu się i szłam dalej.


Godzinę później ubrana w te same cichu co na imprezie stałam na balkonie przyglądając się ulicznemu ruchowi. Zastanawiałam się co dalej… Nie mamy planu , a wkrótce OLPZ nas znajdą i co wtedy? Zaczęłam żałować ucieczki, może lepiej by było gdybym po prostu została w ośrodku. Zawiodłam Damiena, zawiodłam Stevena, zawiodłam samą siebie.
- Kate…- Usłyszałam głos Aidena.
Odwróciłam się.
- Powiesz mi co zaszło w kuchni?
- Nic. – Mruknęłam. – Nic.
Podszedł do mnie i odgarnął kosmyki włosów z mojej twarzy.
- Widziałem. Czy Alex cię dręczy?
- Co?? Nie.. Słyszysz siebie? To brzmi niedorzecznie. – Westchnęłam odwracając wzrok. – Po prostu ja i Alex nie możemy znaleźć wspólnego języka… To co mówiłeś wczoraj to prawda?
Spytałam zmieniając temat.
Pokiwał głową.
- Poważnie?
Znów pokiwał głową. Objął mnie w pasie i lekko do siebie przyciągnął.
- Kate, odkąd cię poznałem wiedziałem, że nie jesteś przeciętna wiem, że brzmi to banalnie, ale nie potrafię ubrać tego w słowa. Marzę o kimś takim jak ty…
Położył dłoń na moim policzku, uśmiechnął się. Stałam jak wryta nie wiedząc co powiedzieć. Położyłam rękę na jego i złapałam ją odsuwając od siebie. Pokręciłam lekko głową patrząc mu w oczy.
- Aiden, myślałam że jesteś dla mnie jak brat, ale poczułam coś więcej, w zasadzie w tej sytuacji wolałabym abyśmy byli TYLKO przyjaciółmi. Nie chce się w tobie zakochać bez opamiętania, a potem cię stracić rozumiesz? W każdej chwili do mieszkania mogą wpaść ochroniarze i zabić ciebie, albo mnie. Nie chcę znowu płakać po stracie kogoś kogo kocham… - Głos mi się załamywał, a oczy napełniły się łzami. – Przyjaciele… Na razie tylko przyjaciele.
Pokiwał lekko głową.
- Masz rację… - Podrapał się po głowie, w jego głosie słychać było zawód. – To nie odpowiednia chwila.
Przytulił mnie, wtuliłam się w jego pierś zależało mi na nim, chyba nawet bardziej niż sądziłam. Odsunęłam się od niego i stanęłam na palcach całując go w policzek.
- Tak będzie lepiej… - Szepnęłam.
Sama w to nie wierzę.
----------------------------------------------------------------------------
Dziękuję za ponad 1ooo wyświetleń <3 Jesteście cudowni ^.^
  • awatar נ.ρ. σρσωια∂αиια: @gość: Przypominaj sobie jak najszybciej :* Bo z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :3
  • awatar Gość: To ja z bloga My live my stroy. ;)) Aktualnie nie mogę przypomnieć sb hasła ;c Ta skleroza. ;c Kolejna część jak zwykle genialna. Ten Alex wydaje mi się podejrzany.. czekam na kolejna czesc kochana ;**
  • awatar książkoholiczka123: Aaa. . . mega chce kolejny rozdział <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
WOJNA, KTÓRĄ MUSIMY WYGRAĆ

Dzięki Bogu, że było ciemno bo z pewnością wychodząc zauważył by jakiego raka spiekłam, policzki mi płonęły, pierwszy raz się zarumieniłam. Serce biło mi szybciej, to było tylko zwykłe cmoknięcie, a ja czuję jakby pikawa miała mi połamać żebra. Zamknęłam oczy z nadzieją, że zasnę.
Obudziłam się wcześnie rano pełna sił, o dziwo nie czułam zbytnie bólu w nodze ani w ramieniu, powoli wstałam i rozciągnęłam się, ubrałam się w nowy uniform, a stary po kryjomu zniszczyłam niewielką dawką neonu, moje moce były osłabione, musiałam koniecznie się podładować. Punktualnie godzinę przed treningiem z Camille, pomaszerowałam do stołówki wzięłam jedzenie i usiadłam na swoim miejscu, czekałam na Stevena chciałam go przeprosić, zachowałam się jak kompletna kretynka. Podziobałam widelcem sałatkę.
- Kate.. – Usłyszałam znajomy głos, uniosłam głowę nade mną stał Steven trzymając swoja porcję. – Mogę?
Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam energicznie głową. Odsunął krzesło i dosiadł się. Chwile siedzieliśmy w ciszy, w końcu się odezwałam.
- Steven… Wiem, że zachowałam się jak kompletna idiotka, przepraszam. Ubzdurałam sobie, że jak będę od siebie wszystkich odpychać będzie mi łatwiej, ale prawda jest taka, że…
- Stop. – Przerwał mi. – Nie musisz mi się tłumaczyć, rozumiem cię sam miałem równie ambitny plan, ale był tak samo żenujący jak twój. Ale proszę cię tylko o jedno….
- Hmm?
- Nie spotykaj się z Aidenem.
- To mój mentor!
- Już nie, Kate zrozum, nie chcę żeby coś ci się stało, a on jest podejrzany.
- Co proszę?! – Zerwałam się z krzesła. – A czemu niby miałabym tobie ufać?
- Kate, siadaj. – Warknął.. – Nie chcę się z tobą kłócić. Spójrz na siebie, jesteś poturbowana przez niego. On wyszedł z tego cało, a ty musisz cierpieć.
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, unikałam jego wzroku, opadłam na niewygodne krzesło. Miał rację. Z trudem mu tu przyznaję, ale ma rację. Spuściłam głowę.
- Spóźnię się na trening – Szepnęłam i powoli wstałam. Steven złapał mnie za przedramię.
- Uważaj na siebie.
Pokiwałam głową i jak najszybciej wyszłam ze stołówki.


Trening z Camille minął mi w miarę szybko, powoli przystosowuje się do jej szybkiego tępa, udało mi się obyć bez żadnych większych ran, całkowicie wymęczona weszłam do pokoju, okazało się, że czekał tam na mnie Aiden, uśmiechnął się na mój widok.
- Nie powinno cię tu być. – Skomentowałam odkładając bluzę od uniformu na łóżko.
- Wiem, ale chciałem cię zobaczyć.
- Nakryją cię… - Mruknęłam spoglądając w stronę kamery, która o dziwo była zasłonięta.
- Nie nakryją.. – Zbliżył się do mnie i ujął moje dłonie. – Mam dla ciebie pewną „ofertę”
- Jaką?
Zbliżył się do mnie jeszcze bardziej, czułam jego chłodny oddech na swojej szyi, kiedy szeptał mi do ucha.
- Ja i kilka innych osób planujemy stąd zwiać. Chcę cię zabrać ze sobą.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, wiesz dobrze że mają nas na oku non stop.
- Wszystko jest przemyślane, okazuje się że chipy można w prostu sposób wyciąć.
- Kiedy?
- Dzisiaj w nocy.
Odsunęłam się od niego krążąc po pokoju, chcę stąd uciec, wojna wciąż trwa, ale… Ja nie chce zabijać. Chcę być wolna, robić to co chce nie żyć według głupich grafików.
- Okay. Pójdę z wami.
- Siadaj. – Kiwnął na łóżko.
Zrobiłam to o co mnie poprosił, wziął krzesło i usiadł na przeciwko mnie z kieszeni wyjął scyzoryk.
- Daj rękę. – Złapał za mój nadgarstek. – Zaboli.
Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby, poczułam nacisk noża na ręce po czym ostry ból przeszył moje ciało.
- Jeszcze chwila, wytrzymaj. – Mruczał Aiden, czułam jak wyciąga to ustrojstwo.
Myślałam, że rozcinanie było najgorsze, myliłam się, kiedy zaczął szyć na żywca rozcięcie miałam ochotę krzyczeć, ale zamiast tego gryzłam język do chwili aż nie czułam smaku krwi w ustach.
- Już. – Szepnął. Otworzyłam oczy.
Aiden miał całe ręce we krwi, moja ręka nie wyglądała lepiej, patrząc na nią widziałam niewielkie nacięcie mimo to bolało jak cholera.
- Nie niszczysz go? – Spytałam patrząc na maluśki chip leżący na stoliku.
Pokręcił głową.
- Muszą myśleć, że jesteś w pokoju. Jak go zniszczę to nabiorą podejrzeń.
Pokiwałam głową.
Czułam że popełniam błąd zgadzając się na to wszystko, zwiodłam Stevena, ale wolność jest dla mnie ważniejsza niż on, tak mi się zdaje… Chyba… Nie wiem.
- Jesteś dzielna… - Aiden uśmiechnął się ujął dłonią moją twarz i lekko musnął wargami moje usta.
Zaraz spiekę raka, zaraz spiekę raka… Spuściłam głowę, żałując że nie mam rozpuszczonych włosów.
- A kto z nami idzie? – Spytałam zmieniając temat.
- Alex, Elinor, Dragon.
- Alex to dziewczyna czy chłopak? – Wypaliłam.
- Chłopak- Odparł z rozbawieniem. – Muszę coś jeszcze załatwić widzimy się za parę godzin.
Wyszedł..


Aiden wrócił po mnie po zmroku, było już grubo po 22 kiedy pojawił się ze swoją ekipą, czułam przypływ adrenaliny kiedy zmierzaliśmy do wyjścia . Objaśnił mi plan w którym miałam znaczny udział. Ja i Elnior, która okazała się być niską dziewczyną o rudych włosach miałyśmy zająć się ochroną przy wyjściu. Udając zbłąkane udało nam się ich podejść w taki sposób aby potem skręcić im kark. Na zewnątrz musieliśmy się rozdzielić, bo okazało się że było o wiele więcej ochrony niż się spodziewaliśmy, jak na złość najwięcej przyczepiło się do mnie, nie miałabym nic przeciwko gdyby nie fakt że kończył mi się neon, Ochroniarzy przybywało, a ja nie mogłam dać sobie rady. Nagle obok mnie pojawił się Alex, przystojny blondyn uśmiechnął się do mnie lekko i zmył falą wody całą drużynę ochroniarzy, zaczęliśmy biec, umówiliśmy się dwa kilometry od ośrodka, dalej nie wiedziałam co będzie, okazuje się, że tylko Alex i Aiden wiedzą co dalej. Kiedy akcja trochę zwolniła miałam okazję porozmawiać z Alenem.
- Długo znasz Aidena? – Zagadnęłam.
- Długo.
- To był jego pomysł? Z tą ucieczką?
Chłopak westchnął i wepchnął mnie na ścianę jednego z bloków, położył doń obok mojej głowy i oparł się o nią.
- Słuchaj skarbie… - Mruknął, jego twarz była tak blisko mojej, że aż mnie to przerażało. Przeszedł mnie dreszcz. – Masz pytania? Pytaj się Aidena i nie truj mi dupy, okay? Gdybym wiedział, że tak nadajesz zostawiłbym cię na pastwę tych ochroniarzy, nawet gdyby Aiden miał mi skręcić kark.
- Trzeba było to zrobić. – Patrzyłam mu głęboko w oczy, nawet nie mrugając.
- Gdzie wy się podziewacie? – Usłyszałam dźwięk płynący z mojej krótkofalówki.
Uniosłam ją do ust i odpowiedziałam, nadal wyzywająco patrząc na Alexa.
- Zaraz będziemy. – Włożyłam ją z powrotem do kieszeni, odepchnęłam chłopaka od siebie i zaczęłam biec, zważywszy na to, że przez osłabione moce wolniej biegam chłopak bez problemu mnie dogonił.


Dragon, Elinor i Aiden czekali na nas.
- Musimy się sprężać wskakujcie. – Aiden wskazał na czarne BMW z przyciemnianymi szybami, usiadłam z tyłu z El i Dr.
- Nie myślałam, że będzie ich aż tak dużo. – Zaczęła Elinor.
- Młoda, my rozpętaliśmy piekło. – Mruknął Dragon.
- To wojna…
- którą musimy wygrać! – Krzyknął Aiden.
- Dokąd jedziemy? – Spytałam.
- Mój znajomy załatwił nam mieszkanie na drugim końcu miasta, schronimy się tam, a potem pomyślimy co dalej.
- Ey, a może „To woja którą musimy wygrać” będzie naszym hasłem? – Spytałam Elinor pełnym entuzjazmu głosem.
- Jestem za ! – Uśmiechnął się Aiden.
- Ja też - Potwierdziłam.
- I ja. – Uśmiechnął się Dragon.
- A ja nie.. – Burknął Alex.. – I tak umrzemy, nie rozumienie? Ich są tysiące a nas piątka.
- Zapominasz kim jesteśmy. – Burknęła Elinor oburzona.
- Bandą wybryków natury.
Przez kolejną godzinę Elinor i Alex kłócili się, ja siedziałam cicho, zdałam sobie sprawę, że ucieczka nie rozwiązała moich problemów, wprost przeciwnie dołożyła mi ona kolejnych kłopotów, to woja, woja pomiędzy nami a ochroniarzami i Camille.


Kiedy dojechaliśmy na miejsce rozdzieliliśmy pokoje pomiędzy siebie okazało się, że jest o jeden pokój za mało i ja i Aiden mamy wspólną sypialnię, co nie jest mi na rękę. Siedziałam na łóżku wpatrując się w duże okno prowadzące na balkon, mieszkanie było duże i luksusowe. Wyszłam na balkon, nadal panowała zima, trzęsłam się mimo to zostałam na dworze, oparłam się o barierkę i spojrzałam w dół na ruch uliczny, było jeszcze ciemno, a mimo to co jakiś czas po chodnikach kręcili się ludzie, dookoła było pełno restauracji, galerii na których zawieszone były neony, był to istny raj dla mnie. Usłyszałam za sobą kroki, odwróciłam się. Aiden stał z kubkiem herbaty w ręce.
- Jak się czujesz? – Spytał podając mi napój.
- Dobrze.. – Upiłam łyk. Oparłam łokcie o barierkę trzymając kurczowo kubeczek. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że jestem najsłabsza z was wszystkich? Nie dam rady.
- Dasz. – Zbliżył się do mnie i objął mnie od tyłu. – Wierze w ciebie.
Szeptał mi do ucha. Pokręciłam głową i odwróciłam się w jego stronę zwiększając dystans między nami.
- Wmawiasz to sobie… - Szepnęłam. – Nie dam sobie rady, jestem najsłabszym ogniwem, umrę w pierwszym lepszym starciu.
- Wojna się jeszcze nie zaczęła..
- Znajdą nas w góra dwa dni.
- Właśnie dwa dni. Mamy dużo czasu na ułożenie planu. – Uśmiechnął się do mnie. – Drżysz..
- Nie. Zdaje ci się.
Objął mnie mocno.
- To wojna… - Szperał mi do ucha takim głosem, ze aż przeszył mnie dreszcz podniecenia.
- … którą musimy wygrać!
- Ej gołąbeczki! Idziecie z nami na impreze? – Usłyszałam głos Elinor.
- Chodź rozerwiesz się trochę. – Aiden uśmiechnął się do mnie.
- Nie mam w co się ubrać..
- Ja ci pożyczę ! – Krzyczała Elinor entuzjastycznie.
- No dobra.

Elinor

Dragon

Alex

-----------------------------------------------------------------------------
Tak tak zasługuję na kopa w tyłek xc Wiem, że nie wstawiałam nic prawie 7 dni, ale ten tydzień był dla mnie stresujący, więc musicie mi wybaczyć : C <3 Spróbuję wam to wynagrodzić, wkrótce ferie więc będę mieć całe dwa tygodnie dla was : 3
  • awatar książkoholiczka123: Ooo. . . Dragon no niezły <3 Alex też niczego sobie :)
  • awatar My Life My Story: poządnego kopa w tyłek potrzrebujesz! <3 ile mozna czekać ;)) Dragon mm piękny ;)) Zastanawiam się czy Aiden będzie takim dupkiem jak Hassan ;))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
KŁÓTNIA/NADZIEJA

Nastał kolejny dzień, nie zmrużyłam ani na chwilę oka, duchy przeszłości znów mnie dorwały, myślałam o Damienie, o rodzicach, o Aidenie chciałabym żeby zaraz wpadł do mojego pokoju z szerokim uśmiechem i oznajmił że czas na trening. Jednak tak się nie stanie, leże plackiem na niewygodnym łóżku gapiąc się w sufit i marnując swoje ostatnie godziny na myślenie. Zerwałam się i podeszłam do szafy, wyjęłam uniform i przebrałam się, dziś będę miała trening ze Stevenem, może on mnie zrozumie? NIE. Zero uczuć. Skarciłam się w myślach, złapałam włosy w kitkę. Chwilę później pojawił się Steven, nie był zadowolony, był wściekły, jak się nie mylę, na mnie.
- Co ty odwalasz. co?
- O co ci chodzi? – Spytałam ostro.
- O co mi chodzi? O co mi chodzi?! – Prychnął. – Łajdaczysz się z nim, ryzykujesz życiem, a teraz co? Ona cię wykończy!
- Co cię to obchodzi? To moje życie…
- Lepiej się naciesz bo to twoje ostatnie chwile.. – Burknął.
- Skąd ty w ogóle o tym wiesz?
- WSZYSCY wiedzą.
- Skąd?!
- Ploteczki, skarbie, szybko się rozchodzą. – Uśmiechnął się złośliwie.
Spoliczkowałam go.
- Nie życie sobie żebyś się tak do mnie zwracał!
- Co w ciebie wstąpiło? – Rozmasował sobie obolałe miejsce.
- Ciesz się, że skończyło się na tym, równie dobrze mogłabym przedziurawić ci serce. – Wyszłam przez otwarte drzwi i szybkim krokiem dotarłam do stołówki.


Gdy weszłam do sali panował gwar, uczniowie wraz ze swoimi mentorami zajadali i rozmawiali. Poczułam ukłucie zazdrości, też chciałabym mieć z kim rozmawiać, Aidena nie ma… Muszę radzić sobie sama. Wzięłam swoją porcję i usiadłam w kącie. Dobre pół godziny siedziałam nad nietkniętym sałatką. Wstałam i wyszłam, kierując się do sali treningowej. Po drodze wpadłam na Stevena, szedł za mną.
- Kate…
Szłam dalej, uparcie go ignorując. Chwycił moją dłoń. Odskoczyłam jak poparzona, na szczęście w odpowiedniej chwili.
- Zwariowałeś?! – Warknęłam. – Co ty sobie myślisz w ogóle?
- Kate nie chciałem.. – Zaczął się tłumaczyć.
Prychnęłam.
- Czego nie chciałeś? Nie chciałeś mnie urazić? Nie chciałeś dobrać się do moich wspomnień? Spoko, nie gniewam się… - Prychnęłam zirytowana. – Nie mama ochoty dalej się z tobą kłócić, zróbmy to co mamy zrobić i nie wchodźmy sobie w drogę.
Steven był zszokowany moim zachowaniem, sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje byłam zdolna nawet go zabić gdyby nie fakt, że nie miałam czym. Cały trening przebiegł w totalnym milczeniu, Steven nie odzywał się do mnie, nie wchodziliśmy sobie w drogę tak jak chciałam.
Wróciłam do swojego pokoju, czułam pustkę, zachowuje się jak totalna idiotka. Jestem niczym. Jestem totalnym zerem. Cały mój zapał do przeżycia znikł.


Następnego dnia czekałam na sali treningowej na śmierć, zastanawiając się czy przyjdzie ona znów jako hologram czy może uraczy mnie swoją „żywą” obecnością. Pojawiła się cała, żywa, ubrana w czarny obcisły kombinezon. Uśmiechnęła się lekko.
- Widzę, że nie możesz się doczekać.
- Jasne.. – Mruknęłam.
Bez zbędnych wstępów zaczęłyśmy trening który okazał się sto razy gorszy niż sądziłam, Camille żądała niemożliwego, starałam się za wszelką cenę wykonać to o co mnie prosiła, ale było to niewykonalne, po mieście kręciło się dziesięć razy więcej żołnierzy niż zwykle, byli lepiej uzbrojeni, mieli bomby. O mały włos nie zabiłabym się spadając z bloku. Zostałam postrzelona w nogę, co utrudniło mi walkę, pod sam koniec czułam ból w każdym milimetrze ciała, rana od postrzału piekła żywym ogniem, usidłam pod ścianą, wyjęłam pocisk, drewniany. Utrudnia regeneracje. Podpierając się o blok wstałam, pokuśtykałam do wyjścia, z nadzieją, ze Camille mnie wypuści, ale ona stanęła tylko naprzeciwko mnie trzymając pistolet, uśmiechnęła się znów i oddała celny strzał w moje ramię, opadłam na ziemię, a ona omijając mnie mruknęła „Trzeba było się bardziej postarać” i wyszła, zostawiając mnie na pastwę losu, gdybym miała chociaż odrobinę siły wstałabym i ją zabiła, ale mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa. Próbowałam wstać, ale nie udało mi się, syknęłam z bólu. Byłam prawie pewna, że umrę. Powieki ciążyli mi niesamowicie… Postanowiłam się po prostu poddać.


Ostre oślepiające światło wy budziło mnie. Ból ran był niesamowity miałam ochotę krzyczeć, czułam jakby ktoś grzebał mi w nich palcami. Otworzyłam powoli oczy przyzwyczajając się do ostrego światła. A może ja już nie żyje? Kate nie bądź głupia w niebie się nie cierpi ! Chciałam coś powiedzieć, ale usta miałam suche jak wiór. Nade mną stał jakiś mężczyzna, trzymał w ręce mały pojemniczek włożył w niego dwa palce po czym nasmarował mi maścią ranę na nodze, starannie zawinął ją w bandaż. Stanął tuż przed moją twarzą zabierając się za ramię, wziął nożyce i odciął mi rękaw od bluzy, wziął pęsetę i wyjął drewniany pocisk z rany, syknęłam. Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Kim jesteś? – Wychrypiałam.
- Aiden mnie przysłał. – Wyszeptał. I posmarował maścią ranę.
- Ja…
- Odpocznij. – Mruknął. I zaczął owijać moje ramie bandażem. – Zajmę się tobą.
Zamknęłam oczy. „Zajmę się tobą” zabrzmiało to trochę dziwnie, skąd mam mieć pewność, że ten facet nie jest żadnym pedofilem, albo coś? Mimo to dobrowolnie poddałam się jego zabiegom, czułam ulgę, nie miałam wrażenia, że rany mi płoną co było dużym plusem.
- I co z nią? – Usłyszałam znajomy głos.
- Jest trochę poturbowana… Drewno, ale do wesela się zagoi.
Uniosłam powieki nade mną stał Aiden uśmiechnął się lekko, miał zmęczone oczy.
- Jak się czujesz?
- Jak zestrzelona kaczka. – Mruknęłam, chciałam usiąść, ale przeszył mnie ból, syknęłam.
Aiden wsunął jedną rękę pod moje nogi a drugą złapał mnie mocno w pasie, niósł mnie przez ciemny korytarz.
- Gdzie idziemy? -Spytałam.
- Muszę cię zanieść do pokoju. – Wyszeptał mi we włosy. – Kate, wiem co wyprawiasz i nie podoba mi się to.
- Co masz na myśli?
- Twoje zachowanie. Starasz się udawać bezuczuciową twardzielkę. Nie rób tego.
- Dlaczego?
- Bo nie podobasz mi się w takim wcieleniu.
Przeszył mnie dreszcz. Uniosłam głowę patrząc mu w oczy. Spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- No co?
Drzwi mojego pokoju otworzyły się, Aiden położył mnie na łóżku przykrywając cienką kołdrą. Miał zamiar odejść, ale złapałam go za przedramię.
- Zostań…- Szepnęłam.
- Nie mogę… - Pokręcił głową. – Wyświadczysz mi przysługę?
- Mhm…
- Przeżyj… Okay?
- Okay.
Uśmiechnął się, zbliżył się do mnie i musnął ustami moje wargi.
- Wkrótce się zobaczymy.
I znikł.
--------------------------------------------------------------------------
Dziś towarzyszył mi w pisaniu najcudowniejszy teledysk ever aż się prawie popłakałam :C <33
  • awatar My Life My Story: megaśne!! Jeju każda kolejna część jest jeszcze lepsza <3 a piosenka cud malina <3
  • awatar vangel: Boskie *.* jestem w połowie, zaraz dokończę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
(NIE)FART

Otrzymałam tygodniowy plan działań.

Poniedziałek – Trening (A. Cooper) – 7.00 - 13. 00; 14.00 – 17.00
Wtorek – Trening grupowy (Szeregowi) 8.00 – 16.00
Środa – Trening (A. Cooper) 7.00 - 13. 00; 14.00 – 17.00
Czwartek – Współpraca (S. Gray) 9.00 - 15. 00; 16.00 – 20.00
Piątek - Trening (A. Cooper) 7.00 - 13. 00; 14.00 – 17.00
Sobota - Współpraca (S.Gray) 9.00 - 15. 00; 16.00 – 20.00
Niedziela - Trening (A. Cooper) 7.00 - 13. 00

Z żalem zauważyłam, że dwa dni w tygodniu będę musiała męczyć się ze Stevenem. Nieco poprawiła mi humor wieść, że mam cztery razy w tygodniu treningi z Aidenem, a w pozostały dzień mam prace grupowe. Dziś był piątek godzina 5.02, zajęcia mam za dwie godziny, a poziom mojej energii na dzisiejszy dzień przekracza normę, zerwałam się z łóżka i przypięłam plan do tablicy korkowej zamontowanej nad łóżkiem (taki rarytas otrzymałam wczorajszego wieczoru po treningu).Ubrałam się. Jako szeregowa mam więcej praw niż wcześniej. Ale nadal nie mogę wymykać się z pokoju. Żałuję, że nie potrafię się teleportować, albo czytać w myślach, albo..
Rozległo się mechaniczny dźwięki wciskanych klawiszy, a metalowe drzwi rozsunęły się a w progu stał Aiden uśmiechając się. Wszedł do mojego pokoju.
- Co ty tu robisz? O tej godzinie? – Spytałam widząc jego uśmiechniętą twarz.
- Idziemy na spacer. -Chwycił moją rękę i ruszył w stronę drzwi.
- Ja nie mogę! Przecież, są zasady, a zasad…
Położył palec na moich ustach uciszając mnie.
- A zasady są po to by je łamać. Nie mów, że wymiękasz…
- Nie prawda …
- Prawda.
- Nie.
-Tak.
- Jasna cholera przestań się ze mną droczyć. –Uderzyłam go pięścią w ramię.
- Dobra dobra, to co idziesz?
Kiwnęłam głową i pomaszerowałam za nim, wymknięcie się z budynku okazało się być bardzo proste, wystarczyło tylko ominąć tabuny ochroniarzy, nie zostać zauważonym przez kamery i nie wpaść na nikogo. Easy.


Staliśmy na zewnątrz, było mroźno a wszystko pokrywał biały puch, było mi zimno, ale mimo wszystko widok z góry na las był piękny. Od kilku tygodni nie wychodziłam na zewnątrz mroźne, świeże powietrze dodawało mi otuchy.
- Dlaczego mnie tu zabrałeś? – Spytała, gdy mówiłam z moich ust leciał biały „dym”.
- Pomyślałem, że przyda ci się trochę powietrza, życie w zamknięciu wprowadza ludzi w obłęd.
Pokiwałam głową. Aby było mi cieplej otuliłam się ramionami, co niekoniecznie dało oczekiwany efekt.
- Co będzie jak nas przyłapią? – Spytałam powstrzymując się od szczękania zębami. Cienki materiał kombinezonu nie dawał za dużo ciepła.
Objął mnie ramieniem ogrzewając, był niesamowicie ciepły, a sam miał na sobie uniform, tylko ze trochę inny, pod względem wyglądu.
- Zabiją nas.
Myślałam, że żartuje spojrzałam mu w oczy, był poważny.
- Lepiej wracajmy…. – Szepnęłam, bojąc się że ktoś nas usłyszy.
- Kate… - Uśmiechnął się. – Daj spokój, robiłem to milion razy. Jak widzisz żyję.
To nieco podniosło mnie na duchu. Mimo to drżałam, nie z zimna, lecz ze strachu, śmierć w tej chwili nie była by mi potrzebna, teraz chcę walczyć i żyć.
- Chciałby się stąd wydostać.. – Szepnął mi do ucha.
- To co cię tu trzyma, wystarczy krok. Możesz to zrobić nawet teraz…
- Mylisz się, ty mnie tu trzymasz..
- Ja? – Zdziwiłam się. – Jestem zwykłym wybrykiem, który wkrótce i tak zginie, jestem słaba, zabiją mnie przy najbliższej okazji..
- Kate.. Nie znasz swoich możliwości… - Szepnął. – Masz niezwykłą moc, jesteś silna, dasz radę pobić wszystkich musisz tylko trenować, a kto inny lepiej cię wytrenuje jak nie ja?
Uśmiechnęłam się lekko rozbawiona.
- Nie schlebiaj sobie. – Stuknęłam go biodrem.
- Mówiłem ci już moje ego..
- No tak. To wiele wyjaśnia.
Usłyszałam kliknięcie naładowanego pistoletu, bałam się odwrócić, bałam mimo to zrobiłam to, lekko odwróciłam głowę, przed moim nosem znalazła się lufa, a przede mną stałą grupa ochroniarzy. Jeden z nich uśmiechnął się nieznacznie.
- Tak mi przykro, że musimy wam przeszkodzić. Obezwładnić ich. – Ryknął do reszty.
Obok mnie znalazło się trzech ochroniarzy którzy wygięli mi ręce do tyły skuwając zwykłymi kajdanki.. Aiden również miał skłute ręce. Rozdzielili nas. Krzyczałam, miotałam się, bezsilnie próbując uciec. Prowadzili mnie przez długi korytarz, użyłabym mocy, ale nie chciałam zostać potraktowana paralizatorem którym nieustannie mi grożono. Zaprowadzili nie do pomieszczenia które przypominało to w którym znalazłam się na samym początku. Padłam na kolana, ochroniarze mocno mnie trzymali. Przede mną pojawił się hologram Camille, była lekko uśmiechnięta. Patrzyłam na nią z dezaprobatą.
- Carter miło cię znowu widzieć…- Podeszła do mnie. Wyglądała jak żywa, ale była tylko garstką pikseli. – Wiedziałam, że przydzielenie cię do Coopera jest błędem. Zawsze było z nim pełno problemów. Swój do swego ciągnie.
- Pff.. – Unikałam jej spojrzenia.
- Nie martw się nie zabiję ani ciebie ani jego. On dostanie solidną lekcję, a ty moja droga będziesz musiała się pożegnać ze swoim mentorem. – Uśmiechnęła się złośliwie. – Teraz ja się tobą zajmę.
Zadrżała, uniosłam głowę patrząc na nią.
- Dzisiaj ci już odpuszczę, ale na następny trening musisz się przygotować. Szykuj się na piekło…
Zniknęła.
- Jest nadzwyczaj łaskawa. – Usłyszałam głos jednego z ochroniarzy.
Odprowadzili mnie do pokoju, nie mogłam uwierzyć w to wszystko, Aiden był moim mentorem, bratem, przyjaciele, a ta perfidna suka zniszczyła to wszystko o tak! Zastanawiałam się, czy na trening też przyjdzie jako hologram czy może w końcu zobaczę ją żywą. I do jasnej cholery jak taki człowiek ja ona może mieć pojęcie o mojej mocy? A może sama ma jakąś moc? Jeśli tak… Wydobędę to z niej… Choćby siłą. Po drodze do mojej „komnaty” minęłam kilku mentorów wraz ze swoimi uczniami przyglądali mi się bacznie, niech się napatrzą… I nie popełniają takich błędów jak ja. Moim oczy ujrzały zaskoczoną twarz Stevena, który również zmierzał na trening, poczułam ucisk w piersi. Spuściłam wzrok, czując zażenowanie. Atrakcja dzisiejszego dnia.. Ta… To właśnie ja. Kiedy znalazłam się już w pokoju ściągnięto mi kajdanki, które jak się później okazało były nasączone jakimś paskudztwem przez które miałam poparzone nadgarstki. Jeden z ochroniarzy został ze mną, na początku myślałam, że będzie tu siedział całą wieczność, ale on zbliżył się do mnie.
- Aidenowi nic nie będzie.. – Zaczął. – Postaram się o to… A ty… Uważaj na Camille, jeszcze nikt nie wytrzymał z nią. Ma wysokie wymogi.
Pokiwałam głową.
- Czemu to robisz? – Spytałam.
- Bo sam jestem taki jak wy… - Uśmiechnął się. – Tylko nikt o tym nie wie.
- Ja wiem.
- I miejmy nadzieję, że nie popełniam błędu mówiąc ci to.
Wyszedł zostawiając mnie samą z myślami. Musze być twarda, nie mogę pokazać, że mi zależy, że mam uczucia, że jestem mięczakiem. NIE… Musze być bezlitosnym potworem...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
WSPÓŁPRACA

Następnego dnia pełna energii pohasałam wraz ze swoją niańką do stołówki gdzie na tablicy miały zostać wyświetlone wyniki. Usiadłam na swoim miejscu (czyli w kącie) i z zniecierpliwieniem czekałam. Po chwili rozbrzmiał głos Camille.
- Wielu z was bacznie oczekuje wyników wczorajszych testów. Mamy wielu nowych mikrusów. Ale z wczorajszego wynika, że nie wiele przejdzie dalej. Z najlepszym wynikiem…– Pojawiło się zdjęcie jakiegoś chłopaka, był przystojny miał ciemnozielone oczy, tunele w uszach i wytatuowane ręce, pod jego fotką znajdował się czas. - Steven Gray.
Usłyszałam zgrzyt kajdan, po czym mocno uderzyły w ziemię chłopak siedzący kawałek ode mnie wstał unosząc wolne nadgarstki, a wszyscy dookoła bili mu barwo (rzecz jasna ci co mogli).
- Z drugim najlepszym wynikiem zaledwie o kilka sekund .. – Na ekranie pojawiło się moje zdjęcie, zaskakująco seksownie wyglądałam w tym kombinezonie. To chyba jakiś photoshop. Długie włosy swobodnie opadały na ramiona, stałam w bojowej postawie, ręce świeciły mi neonem. Aż miałam ochotę śpiewać „I’m sexy and I know” – Kate Carter.
Kajdany opadły, a ja nie wiedząc co robić zrobiłam to samo co Steven, wszyscy bili mi barwo, speszona usiadłam z powrotem na krzesło. Następne kilka osób to sami faceci gdy Camille przestała gadać postanowiłam wypytać się Aidena o to.
- Dlaczego wszyscy wygrani to faceci?
- Jesteś facetem?! – Omal nie zakrztusił się wodą.
- Nie, chodzi mi o to że wszyscy wygrani oprócz mnie.
- Bo faceci lepiej sobie z tym radzą. Dziewczyny nie wytrzymują takich treningów, rzadko jakaś zachodzi daleko.
- Dzięki, pocieszyłeś mnie.
- Ty jesteś silna. – Uśmiechnął się do mnie.
- A co się stanie z resztą… Co z tym którzy dalej nie przeszli?
- Mówiłem ci.
- Zabiją ich. – Szepnęłam cicho.


Miałam już wstać kiedy podszedł do mnie Steven, uśmiechnął się.
- Nie źle ci poszło. – Skomentował. Spojrzałam na jego pierś na której namalowana była fala. Woda. Jego moc to woda.
- Tobie też.
- Coś czuję że się dogadamy.. – Oparł się o stolik.
- A ja nie. – Mruknęłam. – Mogę przejść?
- Może nikt cię nie oświecił, ale stanowimy zespół.
- Że co? – Nogi się pode mną ugięły. – Co ty bredzisz, człowieku?
- Dwoje najlepszych uczestników stanowi zespół. Znasz pojęcie współpraca?
Kiwnęłam głową.
- No… Chociaż tyle. Będziemy razem trenować.
- Co proszę?
- Dobrze słyszałaś.
Skarciłam wzrokiem Adiena który nam się przypatrywał. Przecisnęłam się obok Stevena i ruszyłam szybkim krokiem, do Aidena.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś. – Mruknęłam do niego ironicznie. Przyłożyłam mu z pięści w ramię.
- Ej bo znowu ci zwiąże te łapy. – Mruknął. – Zapomniałem... Bywa,
- O super.. – Burknęłam. - A ja też zapomnę że mam treningi, zapomnę że mam moc, wszystkich powybijam i wszyscy będą szczęśliwi.
Załamałam ręce i wyszłam ze stołówki, Aiden podążał za mną.
- Nie wiem o co tyle hałasu. Kate, robisz awanturę o byle co.
- O byle co? O byle co? Ten facet jest kompletnym bucem !!!
- No i co z tego? Ja też jestem bucem.
- Nie prawda.
- Prawda.
- Nie.
- Tak.
- Czy ty specjalnie mnie wkurzasz?
- Niee…. Wcale a wcale. – Uśmiechnął się promiennie.
- Głupek. – Znów mu chciałam przyłożyć, ale złapał moje nadgarstki w żelaznym uścisku patrząc mi głęboko w oczy, nasze twarze były tak blisko siebie że aż czułam jego oddech na swoich policzkach.
- Co powiedziałaś? – Uśmiechnął się pociągająco.
- Że. Jesteś. Głupkiem. – Bałam się, że spiekę buraka więc wyszarpnęłam mu się i ruszyłam dalej.
- Czyżbym cię onieśmielał? – Dogonił mnie.
- Oszalałeś? Jesteś moim trenerem. – Bardzo pociągającym trenerem. Dzięki bogu, że nie powiedziałam tego na głos.
- No właśnie..
Stanęłam.
- Czy ty coś sugerujesz? – Prawie pisnęła.
- Nie skąd. – Uśmiechnął się pociągająco… Znowu.
- Nie rób tego. – Burknęłam patrząc na niego.
- Czego? – Znów to zrobił.
- Tego…
- Nie wolno mi się uśmiechać?
- Wolno, ale nie tak – Mruknęłam.
- Czyli jak?
- Palant. – Walnęłam go w ramie.
- Ej jak ty się odzywasz do swojego nauczyciela, co?
- Nie jesteś moim nauczycielem… Jesteś moim trenerem. Sam mi to wypominałeś. – Uśmiechnęłam się do niego z satysfakcją.
- Racja… Jako twój osobisty, bardzo seksowny, onieśmielający trener życzę sobie abyś zwracała się do mnie z większy szacunkiem – Przyjął dyplomatyczny ton, a jego twarz była bez wyrazu.
- Oczywiście profesorku. – Uśmiechnęłam się znów i ruszyłam dalej, ale on złapał mnie za przed ramię i przyciągnął do siebie.
- Zrozumiano Carter? – Nadal był śmiertelnie poważny.
- Przerażasz mnie…
Uśmiechnął się.
- Jako trener potrzebuję trochę szacunku, czy ty kobieto chcesz żeby moje ego…
- Wy faceci i to wasze ego. – Przerwałam mu. – Puść mnie bo jeszcze ktoś nas tak zobaczy i dopiero sobie pomyśli…
- Mentor i uczennica starają się nawiązać bliskie kontakty, to źle? Tak w ogóle jakiego szamponu używasz? Ładnie ci włosy pachną.
Miałam ochotę trzasnąć facepalm. Musiał wytykać fakt iż jest ode mnie wyższy o głowę.
- To normalne? – Spytałam.
- Co?
- Że mentor obwąchuje swoje uczennice.|
- Carter ! Tu jesteś – Usłyszałam głos Stevena.
Odskoczyłam od Aidena.
- Coooś nie tak? – Próbowałam powstrzymać się przed zarumienieniem się.
- Pół godziny temu mieliśmy zacząć trening. – Był zdenerwowany.
- Dobra już idę. Aiden idziesz? – Spytałam
Pokręcił głową.
- Dziś macie sami.
O ludzie ratunku…
- Y.. No dobra.


Szliśmy korytarzem, Steven spojrzał na mnie.
- Czego się gapisz? – Mruknęłam.
- Następnym razem powiedz mi, ze się spóźnisz bo musisz po obmacywać się z mentorem.
- Ja i Aiden? Uderzyłeś się w głowę czy co?
Weszłam do Sali treningowej.
- Więc na czym polegać mają te nasze treningi?
- Na współpracy aniołku. – Westchnął. – To wygląda prawie tak samo jak normie treningi tyle że ja też będę się szwendać w okolicy, co jakiś czas rozpieprzymy coś wspólnie i tyle.
- Serio? Poradziłabym sobie sama.
- To nie koncert życzeń, rusz dupsko mamy sporo zaległości… Że też przyszło mi pracować z babą. – Ostatnie zdanie wymamrotał pod nosem.
- Słyszałam. – Warknęłam.
Nie czekając na uszczypliwą odpowiedź Stevena pobiegłam w głąb miasta szukając żołnierzy. Nie musiałam długo szukać już na drugim rogu znalazłam grupę żołnierzy wspięłam się na jeden z budynków, jasna choler zauważyli mnie, nie miała się gdzie ukryć najszybciej jak mogłam poszukałam schronienia za bilbordem reklamującym pastę do zębów (jej pasta do zębów ratuje mi życie). Stałam za nim przez chwilę tworząc ogromną kulę neonu, wychyliłam się szybko i cisnęłam ją w nich. Pobiegłam dalej na schyłku, szukając kolejnych ofiar.
- Weź jakąś broń, przyda ci się. – Usłyszałam za sobą Stevena.
- Spadaj poradzę sobie sama.
Zeskoczyłam z budynku i wróciłam do miejsca gdzie wcześniej rozwaliłam hologramy, okazało się, ze leżał tam łuk i kołczan ze strzałami, wzięłam go.
- Wież ze możesz wypuszczać śmiercionośnie strzały z łuku? Są skuteczniejsze spróbuj.
- Zamknij się – Ryknęłam znów na niego.
Naciągnęłam cięciwę, a strzała zapłonęło na różowo jakby się paliła. Wystrzeliłam ją w żołnierza kawałek ode mnie. Od razu padł.
- Dzięki. – Mruknęłam do Stevena. Ale on zniknął.
Reszta poszła już z górki, kolejne grupy żołnierzy pod wpływem mojej mocy osuwało się na ziemię. Kilkukrotnie użyłam jeszcze łuku, ale muszę poćwiczyć jeszcze obsługę tego dziadostwa. Zastałam Stevena z długim mieczem w ręce. Uśmiechnął się.
- Nie źle, myślałem że ten wynik to jakaś bzdura, ale ty seria nie źle popylasz.
- Dzięki – Uśmiechnęłam się ściągając kołczan ze strzałami z pleców.

Steven


Kate Killerem : D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
TEST

Dni mijały szybko, zaczęłam oswajać się z myślą, że nie mam już brata, że zostanę w tym miejscu jeszcze przez długi czas. Jak stwierdził Aiden robię postępy jeśli dobrze pójdzie wkrótce przeniosą mnie na wyższy poziom. Będę mogła pracować w grupie z ludźmi takimi jak ja, fascynowała mnie ta myśl. W końcu otworzyłam się przed Aidenem rozmawiamy, śmiejemy się, krzyczymy na siebie…. Poniekąd zastępuje on mi Damiena…
- Czyli mówisz, że mam ci zrobić kitkę tak? - Spojrzał na mnie z przerażeniem.
- A co w tym trudnego ? Sama nie mogę tego zrobić. Chyba po to jesteś co nie? – Uśmiechnęłam się.
Rozczesał moje włosy po czym ponad piętnaście minut męczył się żeby zrobić idealną kitkę.
- No popatrz umiesz panować nad nieokiełzanymi mocami, a złapanie włosów sprawia ci aż tyle problemów…
- Nie bez powodu jestem facetem...
- Ciesz się, ze nie zachciało mi się warkocza.
Spojrzał na mnie tym swoim w wzrokiem oznaczającym mniej więcej „Weź się ogarnij, .że niby ja tego nie zrobię?” Z każdym dniem poznawałam go lepiej i przekonywałam się, że stać go na wiele, bez wahania zabiłby każdego. Na to ich tu „wytresowali”, na bezlitosne maszyny do zabijania. Czy ja też taka będę? Znów przyłapał mnie na gapieniu się na niego.
Odwróciłam wzrok patrząc przed siebie. Szliśmy po nieznanej mi części budynku, miałam mieć jakiś test czy coś w tym stylu mam się wykazać umiejętnościami a odpowiednie osoby zadecydują czy mnie „awansować”.
- Stresujesz się? – Spytał
- Nie, nie mam czym.
- A powinnaś. – Mruknął patrząc przed siebie.
Zatrzymałam się.
- Co masz na myśli?
Odwrócił się w moją stronę i podszedł do mnie. – Był bardzo blisko mnie. – Są tu kamery, nie powiem ci tego mówić, ale… - Ściszył głos do szeptu – W każdym etapie likwidują najsłabsze ogniwa… Camille jest cwana… Stara się wytresować jak najwięcej wybryków w jak najkrótszym czasie, nie ma czasu na powtarzanie, nie przejdziesz, zginiesz…
- Ale…
Pokręcił głową.
- Tu nie ma „ale”. Staram się jak mogę, nie chcę żebyś zginęłam, rozumiesz? – Odsunął się ode mnie. – Zachowuj się tak jakbym nic ci nie powiedział.


Byłam sama na środku pomieszczenia równie dużego jak sala treningowa. Rozejrzałam się makieta była ogromna, wyglądała jak prawdziwe miasto, nawet samochodu jeździły ulicami.
- Mikrus 106 obecny na sali. – Usłyszałam wysoki kobiecy głos. Nie wiem czemu, ale słowo „mikrus” było dla mnie obciachowe. Kolejna motywacja żeby zaliczyć test.
- Znów się widzimy panno Kate. – Przede mną pojawił się hologram Camille (szefowej OLPZ).
Milczałam, patrząc w dół na swoje nadgarstki poobcierane od kajdan. Teraz ich nie miałam czułam znów swobodę.
- Jak pewnie Albert ci powiedział…
- Aiden… On ma na imię Aiden.. – Przerwałam jej.
- AIDEN pewnie powiedział ci, że te testy są dość… znaczące. – Zaczęła chodzić wokół mnie. – Przygotuj się na katorgę… To nie będą treningi, teraz zmierzysz się z rzeczywistością… Musisz uratować pojmanych ludzi z rąk żołnierzy…. Musisz poradzić sobie z licznymi helikopterami, wozami pancernymi…
I że do jasnej cholery to jest test dla mikrusów? To co to będzie jak będę na poziomie strażnika? Będę musiała własnymi rękoma zatapiać statki?
- Ale pewnie dla ciebie to drobnostka, prawda? – Uśmiechnęła się. – Ale żeby nie było aż tak łatwo… Na wszystko masz 10 minut. Śpiesz się.
Wbiegłam w jakąś ulicę, słysząc krzyki, w mgnieniu oka znalazłam się na miejscu, kilku żołnierzy pojmało młodą dziewczynę, ręka mi drżała z trudem u celowałam w głowy przeciwników, nade mną pojawił się pancernych helikopter w biegu do kolejnego miejsca rzuciłam w niego potężną kulą neonu, rozsadzając go doszczętnie.
W końcu skończyłam wyładowana doszczętnie. Zostało mi półtorej minuty. Bez wahania mogę potwierdzić, że była to istna katorga dla mnie. Znów hologram Camille pojawił się przede mną.
- Będę musiała osobiście pogratulować Albertowi…
- Aidenowi.. – Burknęłam.
- Masz znakomity czas, wielu nie zdążyło, nielicznym zostało parę sekund, a ty, ty masz jeszcze ponad minutę… To wiele czasu. Wkrótce docenisz każdą sekundę uwierz mi…
- To znaczy, że przeszłam test? – Spytałam cicho.
- Poniekąd… - Oznajmiła tajemniczo. – Wyniki jutro.


Przepełniona satysfakcją wyszłam z pomieszczenia. Aiden stał oparty niedbale o ścianę, wyglądał trochę tak jakby spał. Uniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Wyglądasz koszmarnie… - Mruknął na przywitanie z lekkim uśmiechem czającym się w kącikach ust.
Spojrzałam na swój podarty uniform.
- Życie… - Uśmiechnęłam się.
- Wracamy do szarej rzeczywistości młoda. – Uniósł kajdany, założył mi je, wolnym krokiem ruszyliśmy do mojej „komnaty”.
- Czerpiesz z tego przyjemność co? Zakłuta laska w prawie całkowicie podartym ubraniu idzie obok ciebie…. A ty się szczerzysz głupio! Co w tym zabawnego?
- To, że zakłuta laska w prawie całkowicie podartym ubraniu idzie obok mnie. – Uśmiechnął się.
Przyłożyłam z kajdan w ramie.
- Wiem, ze wyobrażasz sobie moje cudowne ciało pod tym ubraniem, ale to sprośne i nielegalne ! Jesteś moim nauczycielem…
- Nie jestem . – Uśmiechnął się pociągająco unosząc brwi.
Puknęłam go biodrem.
- Spadaj staruchu..
- Ooo…. Ja sobie to zapamiętam.. Będziesz coś chciała: „Aidenku zrób mi kiteczkę, proszę”, a ja okrutny odmówię – Powiedział z udawaną urazą.
- W takim razie będziesz pokazywał się na „dzielni” z brzydką laską…
- I tak już to robię.. – Mruknął.
- Auć… Zabolało. – Chciałam się złapać za serce, ale prawie przyłożyłam sobie w gębę kajdanami.
  • awatar נ.ρ. σρσωια∂αиια: @My Life My Story: Nie słodź mi tak bo się rozleniwię xD
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Świetne, akcja się rozkręca ;) czekam na kolejne
  • awatar My Life My Story: Ostatnie zdanie tak mnie rozbawiło, że zaczełam kaszleć (znowu);c. Kolejna częśc i kolejny raz jestem zadwolona. Czy ty kiedykolwiek napiszesz złe opowiadanie? Bo mi się nie wydaję. Jesteś cudowna i twoje opowiadania również
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
TRENING CZYNI MISTRZA

Całą noc nie zmrużyłam oka, kilkukrotnie w ciągu paru godzin słyszałam przeraźliwy krzyk od którego włosy stawały mi dęba. Wpadłam nawet na pomysł rozwalenia kajdan swoimi mocami, ale jedyne co udało mi się osiągnąć to prawie rozwalenie sobie dłoni. Udało mi się również znaleźć ukrytą kamerę, która w rogu pokoju obserwowała mnie dzień i noc. Punktualnie o piątej rano w moim pokoju pojawił się Aiden, miał na sobie jeansowe spodnie i bezrękawnik oraz zwykłą czarną koszulkę z nadrukami mocy, uśmiechnął się do mnie na powitanie, usiadłam na łóżku gapiąc się na niego.
- Mam coś na twarz? – Spytał.
Uciekłam wzrokiem i powoli wstałam podchodząc do niego.
- Najpierw śniadanie, potem kilkugodzinny trening – Wyjaśnił.
Zaprowadził mnie do dużego pomieszczenia z metalowymi stołami i krzesłami, usiedliśmy w kącie, Aiden przyniósł mi jedzenie jak sądzie sama tego nie zjem chyba że mam jeść jak pies. Spojrzałam na swoją miskę i na niezidentyfikowane obiekty w niej.
- Początkowo karmią was, mikrusów tym, potem będzie lepiej nie martw się.
Łatwo mu mówić, na jego talerzu widniała kanapka z szynką, serem i sałatą. Czułam się jak małe dziecko, dosyć ze nie mogłam używać rąk, to jeszcze nieziemsko przystojny facet musiał mnie karmić jak bobasa, co za wstyd. Po kilku łyżeczka jakże smakowitego posiłku miałam ochotę puścić pawia, kiedy Aiden chciał mi wcisnąć kolejną zacisnęłam usta.
- Nie chcesz już?
Pokręciłam głową. Byłam mu wdzięczna, że nie zmuszał mnie do konwersacji, nie miałam ochoty gadać męczyło mnie to.
- A może chcesz trochę mojej kanapki – Podsunął mi ją pod nos.
Nie wiem czemu ale zagotowało się we mnie.
- Nie potrzebuję litość! – Warknęłam. – Będę jeść to co wszyscy, a ty nie zapewniaj mi taryfy ulgowej.
- O proszę a jednak umiesz mówić. – Odłożył kanapkę. – A teraz się uspokój bo zrobisz sobie krzywdę – Wskazał na moje lśniące neonem ręce


Znaleźliśmy się w ogromnej sali która wyglądała jak atrapa jakiegoś miasta w skali 1:1.
- To tutaj odbywają się treningi… Przez trzy godziny miasto jest nasze. – Uśmiechnął się i rozkuł mnie. – Ufam, że będziesz grzeczna.
Pokiwałam tylko głową.
- W każdym razie po tym mieście krążą hologramy żołnierzy obcych armii, musisz się ich pozbyć nie pozwalając im do ciebie strzelać, są apecialnie zaprogramowane ich pociski cholernie bolą. Musze ocenić ile umiesz. Pokaż na co cię stać. Okay?
Pokiwałam głową. Zanim wyruszyłam załapał mnie za ramię.
- Zanim zaczniesz… Chciałbym… Chciałbym poznać twoją przeszłość, cały czas milczysz… - Szepnął. – To jest nie do zniesienia. – Chciał chwycić moją dłoń ale odskoczyłam, wiem co chciał zrobić. – Kate proszę….
My wybryki natury mieliśmy zdolność której nie umiałam nazwać, kiedy po raz pierwszy złapiesz za dłoń innego nadludzkiego przed oczami stają ci urywki jego życia, przeszłość, a w głowie rozbrzmiewa ci jego głos jak narrator w filmie, nie chciałam dopuszczać Aidena do siebie, według mnie był to zbyt.. intymny gest? Nie znałam go na tyle by mu na to pozwolić.
Pokręciłam głową i uciekłam na szczyt jednego z budynków. Usłyszałam strzał kilkadziesiąt metrów ode mnie, w rogu jednej z przecznic stali żołnierze, najszybciej jak umiałam znalazłam się na bloku najbliżej nich. Schowałam się za wielkim bilbordem, powoli wyjrzałam zza niego oddając trzy trafne obezwładniające strzały w nogi.
- Masz ich zabić ! – Warknął z oddali Aiden.
Wytknęłam na niego dyskretnie język i dobiłam hologramy. Przeskoczyłam na inny budynek szukając kolejnych żołnierzy.
- Pośpiesz się ! – Ryknął na mnie.
Widząc kolejnych przeciwników rzuciłam w nich bombą neonu która rozerwała ich na piksele. Pognałam sprintem na sam koniec mapy i zlikwidowałam kilku kolejnych żołnierzy zeszłam na opustoszałą ulicę rozglądając się, poczułam ostry ból w nodze odwróciłam się za mną stał jeszcze jeden obrzuciłam go serią słabych strzałów które w końcu go dobiły. Złapałam się za krwawiące udo.
- Nie źle, ale musisz być szybka, zwinna i silna. W prawdziwych warunkach sobie nie poradzisz, na ale w końcu po to jestem ja żeby cię wszystkiego nauczyć. Chodź… - Ruszył wolnym krokiem.
Poczłapałam za nim z trudem powstrzymując się od krzyku bólu, po drodze złapałam za neonową reklamę i wyssałam z nich neon. Poczułam się silniejsza, zatrzymałam się i wyjęłam pocisk z nogi, zacisnęłam wargi, oczy zapełniły mi się łzami, jęknęłam cicho. Palce miałam czerwone od krwi. Nim się obejrzałam Aiden stał przy mnie. Ukucnął przede mną patrząc na ranę.
- Wkrótce się zabliźni, dasz radę iść?
Pokiwałam głową. Kolejną zaletą bycia innym jest to, że rany o wiele szybciej się goją, nie potrzebujesz szwów, leków ani żadnego chirurgicznego badziewia. Usiedliśmy pod ścianą. Spojrzał na mnie.
- Zaczniemy od poprawy twojej szybkości, bardzo wolno biegasz. Potem rozwiniesz strzały, nawet nie wyobrażasz sobie jakie ta moc ma odlotowe właściwości. Powiedz mi… Dlaczego tu trafiłaś? Tamta zdzira wie o tobie wszystko, a mi powiedzieli tylko tyle, że masz moc neonu.
Westchnęłam., oparłam głowę o zimną ścianę. Wyciągnęłam rękę w jego stronę.
- Jesteś pewna?
- Tak. – Szepnęłam.
Ujął moją dłoń, przed moimi oczami stanęły obrazy małej dziewczynki w warkoczykach, na kolejnych obrazach była coraz większa, ta dziewczyna była mną.
„Jako mała dziewczynka kochałam spędzać czas z Damianem moim bratem bliźniakiem, on jednak wolał bawić się z kolegami, zostawałam sama, moja mama zawsze się ze mną bawiła, pewnego dnia, omal jej nie zabiłam, zdenerwowałam się, od tamtego czasu bała się mnie jedynie ojciec próbował zrozumieć moją moc, wkrótce okazało się że Damien też jest inny, staraliśmy się kontrolować, ale z każdym dniem przychodziło nam to coraz trudniej, w końcu nie mogłam już dać rady, Damien radził sobie o wiele lepiej niż ja, w końcu przegięłam pałkę, a moja matka wyrzuciła mnie z domu, Damien poszedł ze mną, zamieszkaliśmy na Brooklynie mieliśmy nadzieję, że nas tu nie złapią, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, ale radziliśmy sobie. Dla bezpieczeństwa tłumiłam w sobie moce, a w razie czego Damien nas chronił. Niestety życie nie jest usłane różami, ochroniarze zabili go, a mnie zamknęli w jakiś cholernym ośrodku…”
Myślałam, że to koniec, ale przed moimi oczami stanął obraz małego chłopca podobnego do Aidena.
„Byłem dzieckiem…”
W moich myślach rozbrzmiał jego głos.
„… kiedy odkryłem, że jestem inny. Liczyłem na to że z czasem moce zniknął, a gdy byłem pewien że już ich nie mam….”
Pojawił się obraz Aidena niewiele młodszego niż teraz stał nad ciałem jakiegoś chłopaka.
„… wyjechaliśmy na wycieczkę, kiedy Alex zaczął dobierać się do Kim mojej dziewczyny, nie wytrzymałem i rzuciłem się na niego, moje ręce świeciły, chciałem go tylko nastraszyć, ale.. Ale go zabiłem. Reszta ludzi uciekła zadzwonili po kogo trzeba i mnie zgarnęli”
Obraz Aidena w uniformie i kajdanach.
„Byłem potworem, czułem się jakbym nim był. Wtedy ta kobieta, postanowiła mi pomóc wyszkoliła mnie, kilka lat trwało zanim osiągnąłem maximum zdolności, ona wiedziała że moja rasa w końcu się do czegoś przyda… Ale okazała się być suką.”
Obraz Aidena stojącego naprzeciwko szefowej OLPZ , kobieta była wściekła. Nagle narrator ustał a przed oczami miałam pustkę, po chwili mój wzrok wrócił do normalności. Aiden przerwał… Moja noga wróciła do normalności, a ból minął.
- Chodźmy musisz ćwiczyć. – Wstał – W ciągu pięciu minut musisz trzykrotnie przebiec miasto dookoła, wysil się.
  • awatar My Life My Story: No, no cudowne opowiadanie ;* Aiden mm może będzie z Kate ;)) Czekam na next ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
PRZETRWANIE

Podróż trwałam niedługo, w tym czasie moi towarzysze zamienili ze sobą kilka zdań mało znaczących, więc nie wartych nawet wspomnienia. W każdym razie nie miałam pojęcia dokąd jedziemy, w zasadzie nie wiedziałam nic, dlaczego zabili mojego brata a mnie nie? To pytanie nurtowało mnie całą drogę, miałam krztę nadziei ze ktoś mi to wyjaśni. Pojazd zatrzymał się, wysiedliśmy, przed nami stał potężny budynek wyglądający jak wielki opancerzony zamek.
- Ruszcie się ! Nie jesteście tu turystami ! – Jeden z ochroniarzy pchnął mnie w stronę budynku, szłam posłusznie z obciążonymi rękoma, ciężkimi kajdanami.
Zaprowadzili nas do pustego pomieszczenia w którym była tylko długa ławka. Pokój miał żelazne ściany i drzwi, zostawili nas tam samych. Na jednej ze ścian pojawił się hologram kobiety, miała krótkie włosy, patrzyła na nas bezwzględnymi oczami.
- Zastanawiacie się czemu tu jesteście? – Uśmiechnęła się. – Śpieszę wam z wyjaśnieniami, siadajcie.
Niechętnie wykonaliśmy polecenie.
- Jesteście wybrykami natury.. – Zaczęła. – Ale my was potrzebujemy.
- Potrzebujecie? Potrzebujecie!? Zabiliście połowę naszych braci i sióstr a teraz nagle wam się odmieniło? – Wybuchł jeden z chłopaków, jego czy płonęły gniewem, a ręce stały się przeźroczyste i wyglądały jak z wody.
- Bo byli zagrożeniem dla was i dla nas. Sami nauczyli się korzystać ze swoich mocy w nieodpowiedni sposób. Wy jesteście niedoświadczeni – Spojrzała na mnie. – Nie potraficie korzystać ze swoich mocy, my was nauczymy.
- Po cholere?! – Warknął znów ten chłopak.
- Wiecie, że trwa wojna prawda?
To prawda od jakiegoś czasu wojska z wszystkich stron kraju zjednoczyły się i wspólnymi siłami próbują nas zniszczyć.
- Mają przewagę liczebną. Po długich obradach postanowiliśmy, że dobrym wyborem będzie współpraca z wami nadnaturalnymi istotami. Wyłapaliśmy paru doświadczonych, ale uciekli, więc postanowiliśmy że zajmiemy się amatorami, czyli takimi jak wy.
- A co my będziemy mieć z tego?
- Będziecie potrafili panować nad swoimi mocami, otrzymacie nagrody pieniężne, po wojnie odzyskacie wolność, a co najważniejsze darujemy wam życie. – Zmrużyła oczy patrząc na nas. – A teraz się poznajmy !
Spojrzała na mnie.
- Ty jesteś Kate Carter, młoda niedoświadczona dziewczynka… Zostałaś wyrzucona z domu, razem z bratem bliźniakiem jakoś sobie poradziliście, hm? Niestety nasze służby OLPZ (Ochrona ludzkości przed zagładą) musiały go unicestwić, był zbyt mocnym przeciwnikiem nie poddałby się naszym warunkom. Chronił cię nie pozwalając ci używać mocy, rozwijać się… Szkoda, ze go tu nie ma co? Pewnie znów by uratował ci tyłek… Władasz pięknymi i chyba najrzadszymi mocami… Neon. Mam nadzieję, ze szybko się uczysz, bo inaczej zginiesz….
Ostatni słowo rozbrzmiewało mi w uszach „Zginiesz, zginiesz, zginiesz.” Nie nie mogę się poddać… zrobię to dla Damiena, przetrwam, przetrwam wszystko….
- Jesteś bardzo milcząca… Szkoda. Mam nadzieję, że w towarzystwie twojego mentora bardziej się otworzysz.
Przez żelazne drzwi wszedł mężczyzna, nie był stary miał około 20 lat.
- Kate to twój mentor Aiden Cooper, pomoże ci rozwinąć Neon na szczytowy poziom.
Chłopak chwycił mnie za ramię i wyciągnął z sali, zaprowadził mnie do innego pomieszczenia o podobnym wyglądzie tylko w tym pokoju było łóżko i szafa. Usiadłam na łóżku, nie było nawet okna. Aiden patrzył na mnie nie wiedząc co ma zrobić. Z podłużnej skrzynki wyjął strzykawkę z grubą igłą. Uklęknął przede mną i złapał za moje ramie, wsadził igłę w rękę, ból był niesamowity, jęknęłam.
- To konieczne. Chip, muszą cię jakoś namierzać. – Szybkim ruchem wyjął narzędzie tortur z mojej ręki. – I po bólu.
Uśmiechnął się krzywo. Usiadł obok mnie na łóżku, odsunęłam się.
- Słuchaj, jeśli chcesz żeby zdjęli ci to ustrojstwo na stałe musisz być jej posłuszna. Słuchać jej rozkazów, ona każe ci skoczyć, skaczesz. Każe ci zabić, zabijasz. Nie masz wyjścia inaczej cię unicestwi, ale cóż o tym nie wspomniała szczególnie. Ona ma chorą wizję stworzenia tajnego wojska składającego się z nas.
Spojrzałam na niego, jak to NAS?
Uniósł ręce które zalśniły neonem, a nad jego dłońmi ukazały się dwie duże kule mocy.
- Myślisz, że pozwolą uczyć was zwykłym ludziom? W każdym razie armia ta ma chronić kraj, zabijać przeciwników. Chcą mieć na nami władze dlatego szkolą was od zera, o wiele łatwiej jest im was okrzesać. A właśnie – Wstał i wskazał na szafę. – Masz tam ubrania. Musisz się przebrać w te pochrzanione uniformy. Teraz na chwilę ściągnę ci kajdany, tylko bez żadnych wybryków, jasne? Chyba ze chcesz żebym sam cię przebrał? Idę ci na rękę, bo nie powinienem cię odkuwać. Więc jak dogadamy się?
Pokiwałam głową. Zbliżył się do mnie i włożył kluczyk do zamka odkuwając mnie, poczułam ulgę, zbędny balas zniknął, potarłam zaczerwienione nadgarstki. Otworzyłam szafę, było tak pełno szarych uniformów w różnych rozmiarach, wyjęłam jeden, składał się z dresowych spodni koszuli z nadrukiem na piersi (Neonowej kuli, naszego znaku), oraz bluzy z tym, samym wzorem na plechach i lewej piersi do tego jeszcze zwykłe trampki.. Aiden patrzył na mnie, zmarszczyłam brwi.
- Dobra dobra – Odwrócił się. – Nie patrzę.
Szybko ściągnęłam z siebie stare ciuchy i przebrałam się w uniform w odpowiednim rozmiarze. Znów zostałam zakłuta w kajdany.
- Od jutro masz treningi, przygotuj się psychicznie. – Uśmiechnął się, wziął moje stare rzeczy i wyszedł, zostawiając mnie samą.
Nie było mowy o ucieczce drzwi były automatycznie rozsuwane. Usiadłam na łóżku. Spojrzałam na swoje przedramię na którym była niewielka górka, chip. Może niech jeszcze założą mi obrożę z napisem „Jestem inna weź spadaj bo cię zabiję”. Położyłam się na niewygodnym łóżku. Przed oczami nadal miałam obraz Damiena.
- To dla ciebie braciszku… - Szepnęłam i zamknęłam oczy.

Szefowa OLPZ


Aiden
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Razem z Damianem wybraliśmy się na spacer, ale co to za spacer skoro wiecznie boisz się, że w każdej chwili ktoś może cię zabić? Masz coś nielegalnego, śmiertelnie niebezpiecznego, rzadkiego, nie potrafisz kontrolować się nieoczekiwany wybuch złości może zabić wszystkich wokół ciebie. Gdy się ujawnisz tłumy ochroniarzy rzucą się na ciebie z jednym celem: zabić wybryki natury. Jedyne co możesz zrobić by przeżyć to się bronić, próbujesz ich nie zabijać, ale nienawiść… Nienawiść do nich czasem wygrywa. Obezwładniasz ich i uciekasz z nadzieją, że już nigdy nie będziesz musiał z nimi walczyć, oni mają przewagę liczebną, a ty i tak wygrywasz. Nigdy nie sądziłam, że będę musiała sama radzić sobie ze wszystkim, mieć nadzieję, że wszystko się ułoży, już jako mała dziewczynka zepsułam sobie życie swoją „innością”, krzywdziłam ludzi których kochałam, nie chciałam tego robić, próbowałam być po prostu normalnym dzieckiem, ale z czasem… ale z czasem zaczęłam się bać własnej siebie. Damien jako jedyny starał się mnie chronić, byliśmy bliźniakami, rodzeństwem o tej samej mocy, pomagaliśmy sobie nawzajem, kontrolowaliśmy się, staraliśmy się żyć normalnie na Brooklynie, ale czasem nie potrafiłam się kontrolować…
- Nie martwisz się, że mogą nas znaleźć? – Spytałam patrząc na brata. Byliśmy tacy sami pod każdym względem.
- Pytasz o to codziennie. A ja co odpowiadam….?
- Spoko loko młoda nie świruj. – Udawałam jego głos.
Roześmiał się i dźgnął mnie w brzuch.
- Ja tak nie mówię ! - Oburzył się. Zerwał czapkę z mojej głowy. – Przeproś swojego starszego braciszka, natychmiast !
- Ej jesteś starszy o godzinę ! Oddawaj ! – Podskakiwałam żeby sięgnąć po swoja własność, ale z marnym skutkiem.
- Chcesz? To mi ją odbierz! - Zaczął uciekać w stronę ulicy.
Ruszyłam za nim pędem pomiędzy drzewami, była wczesna jesień mimo to liście już zmieniały barwę na pomarańczowy, żółty, czerwony kolor.
Damien przebiegł przez ulicę i wbiegł do ciemnego zaułka, ściemniało się a ja nie miałam ochoty się bawić w chowanego. Pobiegłam za nim.
- Damien ?! – Krzyknęłam w pustkę. – Damien ?
Wpadłam na kogoś, był to jakiś obleśny koleś. Uśmiechnął się do mnie obrzydliwie.
- Gdzie się śpieszysz kwiatuszku?
- Ja..
- Może pomogę znaleźć ci drogę? – Przerwał mi.
- Daj mi do jasnej cholery dość do słowa ! – Warknęłam na niego.
- Spokojnie aniołku nie unoś się tak…- Pchnął mnie na ścianę przyciskając swoim cielskiem.
- Odwal się – Pchnęłam go, ale on ani drgnął.
- Bądź grzeczna to może będę milszy… - Szepnął mi do ucha.
- Masz miętówki? Bo tak ci jedzie z pyska że mi ucho więdnie…
Spoliczkował mnie. Złapałam się za piekące miejsce. Przygniótł mnie jeszcze bardzie do ściany. Wsunął dłoń pod moją bluzę.
To jedna z tych chwil kiedy nie wytrzymujesz i nikt nie może cię powstrzymać. Moje ręce aż do łokcia zaświeciły się neonowym różem. Złapałam za gardło zdziwionego mężczyznę i cisnęłam nim o ścianę bloku naprzeciwko Ku mojemu (nie) szczęściu usłyszałam strzał, odwróciłam się dziesięć metrów ode mnie stał ochroniarz uniósł broń po czym wydał kolejny strzał na szczęście nie celny. Moje ręce nadal błyszczały stałam jak wryta. Rusz się rusz się ! Krzyczałam na siebie w środku. Pojawiło się ich więcej. Uniosłam dłoń i wystrzeliłam pocisk prosto w nogi jednego obezwładniając go, było ich za dużo. Cofnęłam się. Rozejrzała się w poszukiwaniu ratunku, nie chciałam robić widowiska i skakać po budynkach. Obok mnie przemknęła smuga neonu. Damien. Podskoczył i bez problemu ciskał pociskami w głowy przeciwników tym samym zabijając ich. Wielokrotnie błagałam go żeby tego nie robił, ale on zawsze twierdził, ze to najlepsze wyjście. Kiedy wszyscy leżeli już martwi stanął obok mnie, jego ręce również świeciły, ale lekko oznaczało to że ma mało neonu. Patrzyłam mu w oczy.
- Ja… nie chciałam . – Szepnęłam.
- Nic się nie stało. – Przytulił mnie. – Nic się nie stało siostrzyczko.
Spojrzałam nad jego ramię, widząc mężczyznę w czarnym mundurze z pistoletem w ręce krzyknęłam, ale za późno mężczyzna oddał trzy celne strzały prosto w ciało Damiena, odsunął się on pod moje nogi. Ochroniarz znów uniósł broń gotowy do kolejnego morderstwa, zapłonęłam gniewem, z moich dłoni buchnęła wielka kula neonu, która rozpruła jego ciało na kawałki, dookoła było pełno krwi, serce waliło mi jak młotem. Nigdy nie zabiłam nikogo… Co ja zrobiłam…. Upadłam na kolana obok brata, wybuchłam szlochem płacząc w zakrwawioną koszulkę.
- Damien, proszę obudź się- Potrząsnęłam nim. – Damien…
Po moich policzkach płynęły łzy, Miałam ochotę rozsadzić całą planetę, zabić wszystkich którzy staną mi na drodze,
- Braciszku nie zostawiaj mnie proszę… Nie teraz – Szeptałam. – Nie poradzę sobie sama.
Pogładziłam dłonią jego policzek, miał otwarte oczy, zamknęłam je. Nie wiem jak długo leżałam obok niego i błagałam aby wrócił do mnie, ale w każdym razie było go wystarczająco dużo by dookoła mnie zebrała się grupka ochroniarzy z pistoletami w ręce.
- Zabijecie mnie? - Spytałam chrapliwym głosem. Nie miałam sił by się z nimi bić, chciałam umrzeć i mieć święty spokój.
- Idziesz z nami – Warknął jeden z nich szarpnął mnie za ramię, żebym wstała założyli mi kajdanki uniemożliwiające mi używanie mocy.
- Dlaczego go zabiliście?!! – Wybuchałam.
- Stwarzał zagrożenie – Odpowiedział mechanicznie.
- A ja ? Mogłam was już dawno wytłuc też stanowię zagrożenie, zabijcie mnie !
- Nie, dostaliśmy rozkaz, masz żyć. – Słuchając go myślałam że mam do czynienia z robotem
- Rozkaz ? Myślałam, ze jedynym waszym rozkazem jest zabijać nas.
- Gdybyście nie byli agresywnymi idiotami rzucającymi się na nas nie byłoby takich problemów.
- Czyli chcesz powiedzieć ze to nasza wina? To wy się na nas rzucacie z tymi waszymi pukawkami !
- Wsiadaj – Pchnął mnie do opancerzonego samochodu. Siadłam naprzeciwko jakiegoś chłopaka mniej więcej w moim wieku. On też miał kajdany, była tam jeszcze dziewczyna i dwóch innych chłopaków.
Siedziałam w milczeniu czekając na to co się wydarzy…

Damien


Kate

---------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że nowe opowiadanie spodoba wam się tak bardzo jak "Nic nie warta miłość", oczywiście obydwa opowiadania będę wstawiać na zmianę : ) Napiszcie swoją opinię w komentarzach :3
Prolog pojawiłby się dobrą godzinę temu, ale cóż oczywiście u mnie nigdy nic nie może być po mojej myśli, otóż wychodzi na to że wystarczy wcisnąć w Wordzie jeden zły klawisz i całe opowiadanie idzie się walić, myślałam że się popłacze gdy całe dwie strony opowiadania zniknęły tak PUFF :c
Musiałam pisać od nowa mam nadzieję, że wam się podoba (Chyba już to pisałam). W każdym razie, czekam na opinie w komentarzach : *
  • awatar J.P. Opowiadania: @My Life My Story: Tak tak to Luke : p Z tą książką to chyba się nie wyrobię :d
  • awatar My Life My Story: Nie martw się kochana tez kiedys tak zrobiłam myślałam, ze rzucę wszystkim i zostawie to, ale jakos wziełam się w garsć i napisałam od nowa. A co do prolog? Jak zwykle genialny początek, z takim talentem to ja za trzy lata chce mieć twoją książkę u Siebie ;* Damien z opowiadania to mój ulubiony piosenkarz z zespołu 5 seconds of summer ;* Czekam na kolejną częsć ;*
  • awatar be-my-motive: Super !! Czekam na next :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›